Portal Islam w Polsce Islam w Polsce

Pokrewne Tematy

  • Błyskawiczne śluby a potem... błyskawiczne rozwody
  • Wielka Brytania nie chce uczyć "terrorystów"
  • Polski generał: Operacji w Afganistanie nie dotyczą konwencje haska i genewska
  • Afganistan: wojska przysłużyły się do braku bezpieczeństwa
  • Już wcześniej Polacy zabijali cywilów
  • Wojna w Afganistanie i Iraku, czyli rzeź niewiniątek
  • Armia chciała zatuszować akcję w Nangar Khel
  • Islam po polsku???
  • W Polsce największym zaufaniem opinii publicznej cieszy się telewizja
  • Czas na bunt matek
  • Indie: gubernator zamieszany w pogromy muzułmanów

    Poniedziałek, Październik 29, 2007

    gazeta.pl, Maciej Kuźmicz

    Czy gubernator stanu Gudżarat zorganizował pogromy muzułmanów? Taśmy, które to potwierdzają, mogą wywołać takie zamieszki religijne, jakich w miliardowym narodzie jeszcze nie było
    To był fatalny piątek dla Narendra Modi, gubernatora Gudżaratu z ramienia Bharatiya Janata Party (BJP), nacjonalistycznej i konserwatywnej partii, która jako druga co do wielkości siła polityczna Indii jest największą formacją opozycji. I od dawna zwalczającą muzułmanów.

    Delhijski tygodnik “Tehelka” postawił na 108 stronach swego specjalnego wydania dwa pytania. Pierwsze: czy Modi, jeden z najbardziej prominentnych działaczy BJP, odpowiada za śmierć ponad tysiąca muzułmanów? Drugie: czy to na jego rozkaz wściekły tłum zatłukł wyznawców islamu w 2002 r. w pogromach religijnych, wyjątkowo krwawych i okrutnych? Na oba dziennikarze odpowiedzieli twierdząco.

    W 2002 r. przez trzy dni tłumy hindusów paliły meczety i muzułmańskie wioski, gwałciły kobiety i mordowały mężczyzn. Ehsan Jafri, jeden z byłych posłów Partii Kongresowej, został żywcem rozerwany przez tłum i spalony. Nikt nie wie, ile osób zginęło w polowaniu na muzułmanów na fali nacjonalistycznych haseł.

    Punktem zapalnym zamieszek była tragedia, która zdarzyła się na stacji kolejowej w Godhra - wtedy 58 hinduistycznych pielgrzymów żywcem spłonęło w pociągu, który miał być rzekomo podpalony przez muzułmańskich terrorystów. Śledztwo wykazało, że pożar mogła wywołać źle podłączona do prądu kuchenka. Ale po pożarze wybuchły religijne zamieszki, bo nacjonalistyczne organizacje przekonywały prostych ludzi, że winni są muzułmanie.

    Mówił: róbcie, co chcecie

    Gubernator Modi w 2002 r. bronił się, że policja przez niego kierowana nie mogła powstrzymać wściekłego tłumu. Ale dziennikarze nagrali zeznania uczestników pogromów i upublicznili je. Taśmy dowodzą, że jeden z najwyższych funkcjonariuszy państwowych w Indiach zachęcał do mordowania nie-hinduistów i wykorzystał podległą sobie policję, by całą sprawę zatuszować. Wszystko to działo się pod rządami partii, która nie kryje się ze swoją niechęcią do muzułmanów.

    - Te wyznania są wstrząsające. Pokazują, że najwyżsi dygnitarze partyjni z zimną krwią zorganizowali religijne pogromy, dostarczyli broni, a potem chronili oskarżonych - mówił redaktor naczelny “Tehelki” Tarun Tejpal.

    Jak dziennikarze dotarli do takich rewelacji? Przez ponad pół roku, pod przykrywką i z ukrytą kamerą, rozmawiali z bojówkarzami z nacjonalistycznych hinduistycznych organizacji, którzy brali udział w pogromach. To oni w makabrycznych opisach wielokrotnie potwierdzili, że Narendra Modi podżegał do pogromów. Opowiadali: “Policja dawała nam amunicję. Sami policjanci zabili siedemdziesięciu”, “Mówili nam: w tym meczu muzułmanie mają już 58 punktów, nie spocznijcie, aż nie zdobędziecie sześciuset”.

    - Modi dał nam wolną rękę na trzy dni. Mówił: róbcie co chcecie. Po wszystkim pogratulował nam i powiedział: świetna robota - podkreśla na taśmach działacz z Gudżaratu, który brał udział w pogromie 80 muzułmanów na przedmieściach Ahmadabadu.

    Musi za to odpowiedzieć

    Napięcia pomiędzy muzułmanami, których w ponad miliardowych Indiach jest ponad 18 proc., a hinduistami to polityczny i społeczny dynamit. Jeśli rewelacje tygodnika się potwierdzą, muzułmanie mogą wyjść na ulice. Mogą też wybuchnąć bomby - już 7 listopada jest Diwali, jeden największych hinduistycznych festiwali religijnych.

    Wyznawcy islamu to poszkodowana grupa społeczna w Indiach: są słabiej wykształceni i ubożsi. Ich sytuacji nie poprawia fakt, że Pakistan, rywal Indii i synonim wroga, to też państwo muzułmańskie.

    Narendra Modi już został oskarżony przez przeciwników politycznych o “zorganizowanie ludobójstwa”. - On zaplanował i dał znak do masowych mordów, zbrodni przeciwko ludzkości. Musi za to odpowiedzieć - mówił w piątek Lalu Prasad, minister kolei z partii Rashtriya Janata Dal (RJD), która reprezentuje m.in. muzułmanów.

    Również współrządząca Partia Kongresowa jednoznacznie potępiła Modiego. - Jeśli prawo ma cokolwiek znaczyć, Modi musi odejść - mówił rzecznik Partii Kongresowej, Jayanti Natarajan. Sam Modi broni się i utrzymuje, że tekst w gazecie to prowokacja polityczna przed wyborami. W Gudżaracie wybory do lokalnego parlamentu mają się odbyć w przyszłym miesiącu. Nacjonaliści prowadzą w sondażach. - “Tehelka” jest niewiarygodna, to prowokacja polityczna - mówił rzecznik partii BJP.

    Problem całej partii

    Ale zeznania swoich współpracowników trudno będzie Modiemu obalić. Potężne kłopoty może też mieć BJP, bo Modi to protegowany lidera partii LK Advaniego. To on stoi na czele opozycji parlamentarnej w Indiach i jeśli okazałoby się, że wiedział o roli gubernatora Gudżaratu w pogromach i ją akceptował, może nie tylko stracić stanowisko, ale pogrążyć swą partię na lata.

    Źródło: Gazeta Wyborcza

    Wyślij znajomym