Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Zagraniczne wojny odbijają się w Ameryce śmiertelnym echem. Weterani wojny w Iraku i Afganistanie, dotknięci zespołem stresu pourazowego, po powrocie do domu nie potrafią normalnie funkcjonować w społeczeństwie i dokonują zbrodni na swoich rodzinach, przyjaciołach i kolegach z wojska. Deborah Sontag, Lizette Alvarez, New Your Times, za Gazeta.pl Zagraniczne wojny odbijają się w Ameryce śmiertelnym echem. Weterani wojny w Iraku i Afganistanie, dotknięci zespołem stresu pourazowego, po powrocie do domu nie potrafią normalnie funkcjonować w społeczeństwie i dokonują zbrodni na swoich rodzinach, przyjaciołach i kolegach z wojska. Pewnej letniej nocy w 2005 r. Matthew Sepi, 20-letni weteran wojny w Iraku, udał się do sklepu nocnego w podejrzanej dzielnicy Las Vegas, gdzie osiadł po odejściu ze służby wojskowej. Ten konkretny sklep nocny znajduje się w cieniu hotelu-kasyna Stratosphere, w dzielnicy zwanej Naked City (Nagie Miasto). W ciągu dnia okolica ta, zaśmiecona puszkami po piwie, sprawia przygnębiające wrażenie, lecz nie wydaje się być groźna. W nocy jednak, przytaczając słowa lokalnego policjanta z wydziału zabójstw, zaczyna “przypominać Faludżę”. Matthew Sepi nie lubił wychodzić wieczorami z domu. Jednakże nękany koszmarami o irackim cywilu zabitym przez jego jednostkę, często potrzebował alkoholu, by w ogóle zasnąć. Tak było i tej nocy, kiedy, przeczuwając czyhające w ciemności niebezpieczeństwo, narzucił na swoje wychudzone ciało trencz, chowając pod nim karabin szturmowy. - Matthew wiedział, że nie powinien brać karabinu AK-47 do nocnego sklepu - mówi oficer śledczy Laura Andersen - ale mieszkając w tej dzielnicy był śmiertelnie przerażony, przeszedł szkolenie wojskowe i uważał, że potrzebuje karabinu, by móc się bronić. Z pochyloną głową Matthew przemykał szybko zaułkami, ignorując okrzyki ostrzegające go, że wkracza na teren kontrolowany przez gangi. Ten znużony wojną grenadier, nadal formalnie niepełnoletni, zapłacił nieznajomemu, by ten kupił mu dwie duże puszki piwa, lek, jaki sam sobie przepisał na zespół stresu pourazowego. Kiedy ruszył w kierunku domu, dwoje potężnych i uzbrojonych członków gangu zastąpiło mu drogę. Matthew Sepi powiedział w trakcie przesłuchania, że dostrzegł kolbę pistoletu, usłyszał huk, zobaczył błysk i “po prostu puściły mu nerwy”. W efekcie jeden z członków gangu leżał martwy na chodniku w kałuży krwi. Drugi zaś został ranny. Matthew uciekł z miejsca zabójstwa, “zrywając kontakt” z wrogiem, jak to później opisał. Z podniesionym karabinem zakradł się z powrotem do domu, załadował do samochodu 180 jednostek amunicji i jechał w dal, dopóki nie ujrzał za sobą migających świateł wozów policyjnych. “Kto mnie ostrzelał?” - zapytał, roztrzęsiony. Ubrany w wojskowe moro, ten drobny młody mężczyzna powiedział, że wpadł w zasadzkę i instynktownie “zaatakował cele”. Trząsł się i płakał. - Było mi go naprawdę żal - mówi oficer Andersen. Matthew Sepi został aresztowany, a lokalna gazeta wkrótce doniosła: “Weteran wojny w Iraku aresztowany za zabójstwo”. Krwawe żniwo weteranów wojennych W miasteczkach w całym kraju nagłówki gazet opowiadają podobne historie. Lakewood, stan Waszyngton: “Rodzina wini Irak po tym, jak ich syn zabił żonę”, Pierre, stan Południowa Dakota.: “Żołnierz oskarżony o zabójstwo mówi o szoku wojennym”, Colorado Springs: “Weterani wojny w Iraku podejrzani o dwa zabójstwa i przestępczość zorganizowaną”. W oderwaniu od siebie historie te dotyczą lokalnych przestępstw, epilogów wojny porażających zarówno dla oskarżonych wojskowych, jak i dla ich ofiar i ich społeczności. Rozważane łącznie malują jednak obraz szerzącego się niepostrzeżenie zjawiska, które pozostawia na swoim szlaku śmierć i rozpacz w całym kraju. Dziennik “The New York Times” zidentyfikował 121 przypadków, w których amerykańscy weterani wojny w Iraku i Afganistanie dokonali zabójstw w Stanach Zjednoczonych lub zostali o nie oskarżeni po powrocie z wojny. W wielu z tych spraw trauma wojenna oraz stres związany z uczestnictwem w operacjach wojskowych, wraz z nadużywaniem alkoholu, kłótniami rodzinnymi oraz innymi towarzyszącymi problemami, doprowadziły do tragedii, która wynikała po części z chęci destrukcji, a częściowo z dążenia do autodestrukcji. W chwili dokonania zabójstwa 3/4 ze wspomnianych wyżej weteranów nadal pełniło służbę wojskową. Ponad połowy zabójstw dokonano z użyciem broni palnej, pozostałe zaś to ugodzenia nożem, pobicia, uduszenia i utopienia w wannie. 25 sprawcom postawiono zarzut morderstwa, nieumyślnego spowodowania śmierci lub zabójstwa w wypadkach drogowych zaistniałych w wyniku prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu, nieostrożnej lub samobójczej jazdy. Około 1/3 ofiar stanowiły żony, partnerki, dzieci lub inni krewni. Wśród nich znalazła się 2-letnia Krisiauna Calaira Lewis, której 20-letni ojciec rzucił nią o ścianę, powodując zgon. W wyniku wybuchu bomby pod Faludżą stracił on stopę oraz odniósł obrażenia mózgu i w chwili zabójstwa dochodził do zdrowia w swoim domu w Teksasie. 1/4 ofiar to koledzy i koleżanki ze służby wojskowej, wśród nich specjalista wojskowy Richard Davis, wielokrotnie ugodzony nożem, a następnie podpalony przez żołnierzy dzień po ich powrocie z Iraku. Ciało Richarda ukryli w lesie. Pozostałe ofiary to dalsi znajomi lub obce osoby, wśród nich 21-letni Noah P. Gamez, który próbował włamać się do samochodu stojącego przy motelu w Tucson, kiedy weteran wojny w Iraku, także 21-letni, złapał go na gorącym uczynku i zastrzelił, a następnie popełnił samobójstwo. W jego samochodzie znaleziono kilkanaście sztuk broni palnej. Ewidencja zabójstw Pentagon nie prowadzi ewidencji takich zabójstw, gdyż w większości przypadków postępowanie nie toczy się przed sądem wojskowym, lecz w sądach cywilnych w poszczególnych stanach. Ewidencji nie prowadzi także Departament Sprawiedliwości. W celu sporządzenia takiej listy, dziennikarze “New York Times’a” przeanalizowali raporty ukazujące się w lokalnych mediach, zapoznali z dokumentacją posiadaną przez policję, sądy i wojsko, jak również przeprowadzili rozmowy z oskarżonymi, ich adwokatami, rodzinami ofiar oraz urzędnikami wojskowymi i przedstawicielami organów ścigania. Śledztwo dziennikarskie najprawdopodobniej ujawniło minimalną liczbę takich przypadków, biorąc pod uwagę fakt, iż nie wszystkie zabójstwa, zwłaszcza w dużych miastach i bazach wojskowych są podawane do wiadomości publicznej lub szczegółowo przedstawiane. Ponadto często nie było możliwe ustalenie dokładnych danych dotyczących służby wojskowej innych członków sił zbrojnych aresztowanych pod zarzutem zabójstwa. Dziennikarze wykorzystali te same metody w celu zbadania zabójstw, w których uczestniczyli byli wojskowi pełniący aktywną służbę oraz nowi weterani w okresie 6 lat przed oraz 6 lat po rozpoczęciu obecnej wojny wraz z inwazją Afganistanu w 2001 r. Analiza ta wykazała 89 proc. wzrost przypadków zabójstw w obecnym okresie wojennym, ze 184 do 394, z czego w około 3/4 brali udział weterani wojny w Iraku i w Afganistanie. Wzrost ten miał miejsce mimo faktu, iż w ciągu ostatnich 6 lat mniej oddziałów stacjonuje na terenie Stanów Zjednoczonych, a ogólny amerykański wskaźnik zabójstw zmalał. “The New York Times” przekazał swoją listę zabójstw Pentagonowi. Pentagon odmówił komentarza, gdyż, jak powiedział rzecznik prasowy ppłk. Les Melnyk, Departament Obrony nie ma możliwości powtórzenia badań przeprowadzonych przez dziennik. Co więcej, płk. Melnyk zakwestionował rzetelność porównania liczb sprzed wojny i z okresu wojny pozyskanych w oparciu o doniesienia medialne, mówiąc, iż obecny wzrost jest wynikiem “rosnącego zainteresowania dziennikarzy służbą wojskową od wydarzeń 11 września”. Poddał w wątpliwość także “wrzucanie do jednego worka różnych przestępstw, takich jak nieumyślne spowodowanie śmierci i zabójstwo z premedytacją”. Biorąc pod uwagę fakt, że wielu weteranów dobrze radzi sobie ze swoimi wojennymi doświadczeniami, a niektórzy nawet czerpią z nich korzyści, grupy zrzeszające weteranów od dawna ubolewają nad uwagą poświęcaną w mediach mniejszości żołnierzy, którym nie udaje się ponownie przystosować do życia w cywilu. Po zakończeniu I wojny światowej Legion Amerykański przyjął uchwałę proszącą dziennikarzy, by “nie podkreślać szczególnie uczestnictwa byłych żołnierzy w przestępstwach lub naruszeniu porządku publicznego, gdyż niesie to ze sobą niewielką wartość informacyjną”. Z kolei artykuł w czasopiśmie “Veterans of Foreign Wars” w 2006 r. pogardliwie pisał o wszechobecnym “micie stukniętego weterana”, który to mit, zdaniem weteranów, utrudnia im znalezienie pracy. Stres pourazowy Oczywiście, że dokonanie zabójstwa jest ekstremalnym przejawem dysfunkcji powracających z wojny weteranów, z których wielu boryka się z poważnymi problemami, rozpadem małżeństwa, narastającymi długami, pogłębiającym się uzależnieniem od alkoholu lub wieloma mniejszymi potyczkami z prawem. Jednakże te zabójstwa stanowią rodzaj echosondy, badającej jak blisko dna znajdują się niektórzy weterani, czy to w wyniku pogłębiającego się kryzysu, czy też nagłego wybuchu agresji. 13 z tych weteranów targnęło się na własne życie po dokonaniu zabójstwa, kolejnych 2 zostało śmiertelnie postrzelonych przez policję. Kilkunastu innych próbowało popełnić samobójstwo lub mówiło, iż nie chcą dalej żyć, jak Joshua Pol, były żołnierz skazany za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, który powiedział sędziemu w Montanie w 2006 r.: “Szczerze mówiąc naprawdę żałuję, że nie zginąłem w Iraku”. W niektórych sprawach dotyczących weteranów z Iraku i Afganistanu fakt, że podejrzany był na wojnie, nie ma pozornie związku z popełnionym przestępstwem lub postępowaniem sądowym i wydanym wyrokiem. Jednakże w wielu przypadkach uczestnictwo żołnierza w operacjach wojennych staje się istotnym czynnikiem, gdy instytucje wymiaru sprawiedliwości, rodziny i lokalne społeczności usiłują zrozumieć, dlaczego doszło do zbrodni. Dzieje się tak w szczególności w przypadkach, gdy cieszący się wcześniej dobrą reputacją młody mężczyzna - wśród 121 sprawców zabójstw jest tylko jedna kobieta - popełnia niewyjaśniony i bezsensowny akt przemocy. Analiza “New York Times’a” wykazała, iż przytłaczająca większość z tych młodych mężczyzn, w przeciwieństwie do większości cywilnych zabójców, nie była wcześniej karana. - Jeżeli uczestniczyli w walkach, natychmiast należy założyć, że wojna wywarła na nich jakiś wpływ, szczególnie jeżeli chodzi o osoby, u których nie stwierdzono takich tendencji w przeszłości - mówi Robert Jay Lifton, wykładowca psychiatrii w Harvard Medical School/Cambridge Health Alliance, który kiedyś prowadził “grupy wsparcia” dla weteranów wojny w Wietnamie i walczył o uznanie zespołu chorobowego znanego dziś pod nazwą zespołu stresu pourazowego (PTSD - post-traumatic stress disorder). - Naturalnie każde zjawisko ma wiele przyczyn - dodaje dr Lifton. - Jednakże walka, zwłaszcza wojna przeciwpartyzancka, jest tak dramatycznym doświadczeniem, że nie można nie wziąć jej pod uwagę. Jedynie garstka ze wspomnianych 121 weteranów została dokładniej przebadana pod kątem zdrowia psychicznego po zakończeniu misji wojskowej, wynika z rozmów z weteranami, adwokatami, krewnymi i prokuratorami. U wielu z nich po powrocie widoczne były symptomy traumy wojennej, jednakże poddano ich badaniu i zdiagnozowano zespół stresu pourazowego dopiero po tym, jak zostali aresztowani za zabójstwo. Wydaje się więc oczywistym, że doświadczenia z ulic Bagdadu i Faludży prześladowały tych mężczyzn po powrocie do rodzinnych miasteczek, takich jak Longview w Teksasie i Edwardsville w Illinois. “Wrócił odmieniony” - powtarzają jak refren rodziny oskarżonych, wspominając o poirytowaniu, obojętności, zmienności nastrojów, bezsenności, nadużywaniu alkoholu lub narkotyków oraz trzymaniu pod ręką broni. - Wojna wyzwala w człowieku zachowania, które nie są dozwolone w cywilizowanym społeczeństwie; zamknięcie tych emocji z powrotem w pudełku może być trudne dla niektórych osób - mówi William C. Gentry, rezerwista i weteran wojny w Iraku, pracujący jako prokurator w okręgu San Diego. Zbrodnia z wojną w tle Kiedy Archie O’Neil, starszy sierżant piechoty morskiej, wrócił z Iraku, gdzie zajmował się zwłokami zabitych, zaczął zachowywać się coraz bardziej paranoicznie, był nerwowy i przerażony. Zamieszkał w garażu, jadł tylko racje żywnościowe armii amerykańskiej, chodził ubrany w moro, pił dużo alkoholu i zawsze miał przy sobie broń, nawet kiedy szedł otworzyć komuś drzwi. “Czułam się tak, jakbym odprowadziła na statek jednego człowieka, a przysłali mi z powrotem zupełnie inną osobę” - zeznała Monique O’Neil, jego żona. Będąc szanowanym i odznaczonym orderami podoficerem, sierżant O’Neil, w obawie przed zniwelowaniem swoich szans na awans, nie zwrócił się do lekarzy o pomoc w leczeniu zespołu stresu pourazowego, który później zdiagnozowali u niego rządowi psychologowie. Jego adwokat na wstępnej rozprawie powiedział: “W piechocie morskiej obowiązuje zasada ‘weź się w garść’”. W przededniu wyjazdu na drugą misję w Iraku w 2004 r., sierżant O’Neil śmiertelnie postrzelił swoją kochankę, Kimberly O’Neal, po tym jak zagroziła, iż zabije jego rodzinę podczas jego nieobecności. W trakcie procesu wojskowego w Camp Pendleton w Kalifornii, obrońca z ramienia piechoty morskiej argumentował, iż zabójstwo było wynikiem “spustoszeń wojennych” w psychice sierżanta. W 2005 r. wojskowa ława przysięgłych uznała sierżanta O’Neila winnym zabójstwa, lecz zdecydowała się nie wymierzać minimalnego dopuszczalnego wyroku, czyli dożywocia z możliwością przedterminowego zwolnienia, uznając go za zbyt surowy. Jednakże druga ława przysięgłych, zwołana wyłącznie w celu wymierzenia wyroku, podjęła decyzję o skazaniu O’Neila na najwyższą karę: dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego. Obrona złożyła apelację. W niektórych przypadkach, takich jak sprawa sierżanta O’Neila, stwierdza się wyraźne powiązanie między służbą wojskową na polu walki a przestępstwem popełnionym przez weterana. Zaś w innych przypadkach związek ze służbą w Iraku pozostaje pod znakiem zapytania, podczas gdy członkowie rodziny sprawców próbują zrozumieć, jak to jest możliwe, że porządny nastolatek, ojciec rodziny lub ranny weteran skończył za kratkami - lub martwy. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Stephena Sherwooda, który zaciągnął się do wojska w wieku 34 lat, by uzyskać ubezpieczenie zdrowotne, kiedy jego żona zaszła w ciążę. Prawdopodobnie nigdy nie przebadano go pod kątem traumy wojennej. Stephen Sherwood zastrzelił żonę, a następnie siebie, 9 dni po powrocie z Iraku latem 2005 r. Kilka miesięcy wcześniej pozostali żołnierze z jego patrolu zginęli w ataku rakietowym, podczas gdy on przebywał na dwutygodniowym urlopie, świętując pierwsze urodziny swojego, dziś osieroconego, syna. - Kiedy wrócił do Iraku, wszyscy jego koledzy nie żyli - mówi jego ojciec, Robert Sherwood. - Czuł się winny, że przeżył. A potem żona poinformowała go, że chce rozwodu. Po zabójstwie synowej i samobójstwie syna, rodzice Stephena Sherwooda nie mogli nie zadać sobie pytania, jaką rolę w tej tragedii odegrała wojna w Iraku i czy opieka psychologiczna mogłaby powstrzymać ich syna od emocjonalnej zapaści. - Jaki straszny ból muszą znosić te rodziny - mówi Dr Jonathan Shay, psychiatra pracujący dla Departamentu ds. Weteranów (Department of Veterans Affairs) w Bostonie oraz autor dwóch książek badających zjawisko traumy wojennej poprzez spektrum literatury klasycznej. Piętno wojny Problemy i wyczyny powracających weteranów wojennych stanowią bolesny wycinek rzeczywistości. Od wieków wykorzystywane są jako powtarzający się motyw artystyczny - począwszy od “Odysei” Homera, po powieść o I wojnie światowej “Na Zachodzie bez zmian”, od “Łowcy jeleni” ukazującego losy wietnamskich weteranów, po ubiegłoroczny film “W dolinie Elah”, poświęcony zaginionemu weteranowi wojny w Iraku. U podstaw tych opowieści znajdują się żołnierze nękani urazami psychicznymi, które od zawsze dotykały pewien odsetek weteranów wojennych. W internetowym kursie dla pracowników opieki zdrowotnej kapitan William P. Nash, koordynator ds. stresu wojennego dla piechoty morskiej, sięga wstecz aż do “Ajasa” Sofoklesa. Ajas, wojownik greckiej armii, popadł w depresję po wojnie trojańskiej, w szale wybił stado owiec, a następnie zginął, rzucając się na własny miecz. Charakter wojny przeciwpartyzanckiej w Iraku, gdzie nie przebiega tradycyjny front, zwiększa napięcia związane z walką, a wielokrotne uczestnictwo w misjach - 1/3 z żołnierzy zaangażowanych w Iraku wyjeżdżała na misję więcej niż jeden raz - jeszcze bardziej podsyca czynniki stresogenne. W przeszłości psychiczne urazy wojenne nazywano w różny sposób: “serce żołnierza”, “nerwica frontowa”, “zespół wietnamski”. Dziś uwaga koncentruje się na zespole stresu pourazowego (PTSD), jednakże lekarze wojskowi odnotowują szeroki wachlarz zaburzeń psychicznych. Szacuje się, że problemy ze zdrowiem psychicznym zgłasza połowa powracających członków Gwardii Narodowej, 38 proc. żołnierzy i 31 proc. żołnierzy piechoty morskiej, według danych Pentagonu. Dziesiątki lat badań nad problemami weteranów z Wietnamu wykazały związek między traumą wojenną, a wyższym wskaźnikiem bezrobocia, bezdomnością, posiadaniem broni, maltretowaniem nieletnich, przemocą w rodzinie, uzależnieniami oraz przestępczością. Na nieco mniej naukowym poziomie takie powiązania znane są od dawna. - Związek między wojną a przestępczością jest niestety pradawny - mówi Dr Shay. - Pierwszą rzeczą, jaką uczynił Odyseusz po opuszczeniu Troi, był piracki najazd na miasto Ismar. Część weteranów cierpiących na urazy psychiczne zawsze kończy na tej samej ścieżce, wchodząc w konflikt z prawem. Ogólnokrajowe badania nad przystosowaniem weteranów z Wietnamu do życia w cywilu (National Vietnam Veterans Readjustment Study), uznawane za najdokładniejszą analizę tej grupy społecznej, wykazały, iż 15 proc. weteranów płci męskiej nadal cierpi na rozwinięty zespół stresu pourazowego, mimo, że od zakończenia wojny minęła ponad dekada. Połowa weteranów z aktywnym PTSD była aresztowana lub skazana na karę więzienia przynajmniej raz, a 34,2 proc. częściej niż raz. Około 11,5 proc. z nich skazanych zostało za ciężkie przestępstwa. Według badań rządowych weterani częściej popełniają przestępstwa z użyciem przemocy niż cywile. W połowie lat 80. tak wielu weteranów odbywało karę pozbawienia wolności, że Fundacja Amerykańskich Weteranów Wojny Wietnamskiej (Vietnam Veterans of America) zakładała swoje oddziały w więzieniach. W tamtym okresie weterani stanowili 1/5 wszystkich osadzonych w Stanach Zjednoczonych. Obserwując, jak weterani wojny w Iraku i Afganistanie wchodzą w konflikt z wymiarem sprawiedliwości, byli orędownicy na rzecz weteranów wietnamskich są rozczarowani faktem, że historia się powtarza. - Patrząc dzisiaj na tych młodych mężczyzn widzę znajome rany w ich duszy - mówi Hector Villarreal, obrońca w sprawach karnych w Mission w Teksasie, który przez krótką chwilę reprezentował trzykrotnego weterana wojny w Iraku oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci. Brockton D. Hunter, obrońca w sprawach karnych w Minneapolis, powiedział swoim kolegom na niedawnym wykładzie dla rady adwokackiej stanu Minnesota, że społeczeństwo powinno podjąć większe wysiłki, by powstrzymać weteranów przed autodestrukcją. - Jeżeli naprawdę chcemy wesprzeć naszych żołnierzy, musimy wyciągnąć wnioski z historii i wykorzystać nową wiedzę na temat PTSD, aby pomóc tym weteranom powracającym do kraju, którzy przeżywają największe trudności - mówi Hunter. - Negowanie częstego związku między traumą wojenną a zachowaniami przestępczymi oznacza zanegowanie jednego z bezpośrednich kosztów społecznych wojny i pozostawienie samym sobie kolejnego pokolenia chorych na duszy bohaterów. “Jedyne co potrafię to strzelać” Osadzony w stanowym więzieniu w Tecumseh w Nebrasce, 29-letni Seth Strasburg budzi respekt swoją posturą i wyglądem. Ogolony na łyso, ma gęstą brodę i tatuaże na ramionach i szyi, z których jeden to łaciński cytat pochodzący z epoki wypraw krzyżowych: “Zabijcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich”. Jednakże Seth Strasburg, weteran z Iraku, który w 2006 r. dobrowolnie poddał się karze za nieumyślne spowodowanie śmierci oraz nielegalne posiadanie broni, za pozornie groźną fasadą skrywa pełen udręki wewnętrzny przymus, by zrozumieć swoje ówczesne działania. Kiedy dorastał na wsi w Nebrasce, czytał dzieła poświęcone historii wojskowości. Teraz pochłania takie publikacje jak książka ppłk. Dave’a Grossmana “On Killing: The Psychological Cost of Learning to Kill in War and Society” ("O zabijaniu: psychologiczny koszt nauki zabijania na wojnie i w społeczeństwie") i Dr Shaya “Odysseus in America: Combat Trauma and the Trials of Homecoming” ("Odyseusz w Ameryce: trauma wojenna i problemy związane z powrotem do domu"). Dzięki swojej introspektywnej naturze Seth Strasburg pozwala nam zajrzeć w psychikę weterana i zbadać wpływ przemocy wojennej na stan umysłu żołnierza. Dla miasteczka Arnold w stanie Nebraska i jego 679 mieszkańców, nieumyślne spowodowanie przez Setha Strasburga śmierci Thomasa Tiffany’ego Varneya V, studenta szkolącego się na przedsiębiorcę pogrzebowego, było głęboko destabilizującym wydarzeniem. - Straciliśmy dwóch młodych ludzi - jednego na zawsze, drugi siedzi w więzieniu - a wszystko to z Irakiem w tle - nasza społeczność została rozdarta - mówi Pamela Eggleston, kelnerka w barze Suzy’s Pizza and Spirits. Pod koniec 2005 r. po 2 latach spędzonych w Iraku, Seth Strasburg wrócił do Arnold na urlop. Nie potrafił jednak zarzucić ekstremalnej czujności, która stała się jego drugą naturą. Podróżował po wiejskich terenach Nebraski, w swoim Jeepie trzymając karabin i kamizelkę kuloodporną. Czuł się podenerwowany, nie w sosie i nie na miejscu w sielskiej Ameryce, obsesyjnie śledzącej losy uczestników “Idola”. Podczas pobytu w domu unikał pytań na temat Iraku, ponieważ nie znosił tych najbardziej bezmyślnych: “To co, zabiłeś tam kogoś? Jakie to uczucie?” W rzeczywistości faktycznie zabił człowieka w Iraku i nie mógł się z tym pogodzić. Tak jak wielu z weteranów, z którymi przeprowadzono rozmowy, Setha Strasburga dręczyła jedna śmierć, zanim spowodował kolejną. W 2004 r. oddział sierżanta Strasburga brał udział w misji mającej na celu utrudnienie rozmieszczania improwizowanych ładunków wybuchowych (IED) na drodze na zachód od Mosulu. Pewnej nocy, ukryty we wraku starego autobusu, przez wiele godzin obserwował drogę, aż pojawił się na niej Irakijczyk, uzbrojony i po godzinie policyjnej. Mężczyzna krążył po poboczu, od czasu do czasu kopiąc nogą w ziemię, sprawiając wrażenie, jakby czegoś szukał. Wreszcie schylił się i podniósł duży worek po mące, który następnie przeciągnął w stronę drogi. - Siedząc tam pomyślałem, że w ciągu dnia schował na poboczu ładunek IED i zamierzał go teraz ustawić we właściwym miejscu” - powiedział Strasburg. Skontaktowaliśmy się przez radio z dowództwem. Powiedzieli “Rób jak uważasz, decyzja należy do Ciebie”. Więc go zastrzeliłem. Wraz z innymi żołnierzami z patrolu zwiadowczego, Seth Strasburg umieścił ciało mężczyzny w plastikowej torbie na zwłoki, przyglądając się przez kilka minut jego twarzy, twarzy, której teraz nie może zapomnieć. Kiedy podeszli do worka po mące, by go przeszukać, nie znaleźli nic oprócz żwiru. - Zgłosiłem zabicie dowództwu batalionu - mówi Strasburg. - Powiedzieli: “Niezły strzał. To jest legalne, nie przejmuj się”. Później już nigdy o tym nie mówiono. Ale ja miałem z tym problem. Głos Setha Strasburga załamał się, odwrócił głowę i wytarł oczy. Był poruszony. - Staram się o tym nie myśleć - mówi, po czym zmienia zdanie. - Jak można o tym nie myśleć jeśli jest się człowiekiem? Co by się stało, gdybym chwilę zaczekał?” - Może byłem nadgorliwy - dodaje. - Może chciałem być pierwszym, który zabije. Może, może, może. Nigdy o tym nie zapomnę. Nie daje mu to spokoju. Mówi sobie: “Przestań się zadręczać. Zastrzeliłeś kogoś, co z tego. Inni też kogoś zastrzelili”. Wkrótce po zakończeniu służby w Iraku, Strasburg wrócił tam, by pracować jako ochroniarz, ponieważ po 8 latach w wojsku nie wiedział, co innego ma z sobą zrobić. - Jedyne, co umiem, to posługiwać się bronią - mówi. Przemoc zrodzona z przemocy Pod koniec 2005 r., przebywając w domu na przepustce, przygotowywał się do kolejnego powrotu do Iraku, zaplanowanego na styczeń. Sylwestra spędził w towarzystwie swojego brata, pijąc drinki z wódką w lokalnym barze Jim’s Bar and Package w Arnold. Kiedy wieczór chylił się już ku końcowi, Seth nawiązał emocjonującą rozmowę z weteranem wojny w Wietnamie, po czym, z niewiadomych powodów, włożył pistolet do kabury i udał się na imprezę. Stanął przed domem, w którym odbywało się przyjęcie, a następnie po pijanemu podszedł do samochodu wypełnionego młodymi ludźmi, zdenerwował się i wepchnął pistolet do środka. Seth Strasburg mówi, że nie pamięta, co go sprowokowało. Według relacji świadka, jeden z młodych mężczyzn siedzących w samochodzie - lecz nie ofiara postrzału - nazwał go płatnym zabójcą. Jak twierdzi prokurator, wtedy Strasburg przyłożył chłopakowi pistolet do gardła. W samochodzie wywiązała się szamotanina, pistolet wypalił. Kula trafiła Thomasa Varneya, potężnego 21-latka, pasjonującego się myślistwem, wyścigami samochodowymi i baseballem. Zapytany, czy pociągnął za spust, Strasburg odpowiada “nie wiem”, dodając jednak, że bierze na siebie odpowiedzialność: - To był mój pistolet i byłem pijany. Ale gdzie ja do cholery miałem rozum? Samochód z młodymi ludźmi szybko odjechał. Strasburg wskoczył do swojego Jeepa, pędząc po ośnieżonych drogach dopóki nie wpadł do rowu. Wiedział, że nie ma żadnych szans. Nałożył kamizelkę kuloodporną i uciekł do lasu, gdzie zasnął w zaspie, podczas gdy policja organizowała już na niego obławę. Seth Strasburg nigdy nie został przebadany pod kątem zespołu stresu pourazowego. Jak wielu żołnierzy, nie traktował poważnie kwestionariuszy rozdawanych przez wojsko na koniec misji. - Te ankiety były kretyńskie - mówi. Wszyscy traktowali je tak samo: “Zróbmy to szybko, żebyśmy mogli już pojechać do domu”. Pytali nas: “Czy widzieliście zwłoki? Czy braliście udział w walkach? No błagam, przecież byliśmy w Iraku. Nie zadali nam najważniejszego pytania: czy kogoś zabiliście?” Po tym, jak Seth trafił do aresztu, psycholog zatrudniony przez jego rodzinę zdiagnozował u niego nerwicę wojenną, w swojej opinii pisząc, iż zespół stresu pourazowego, zaostrzony przez alkohol, odegrał “kluczową rolę” w zabójstwie. Jednakże we wrześniu 2006 r. na ogłoszeniu wyroku w Broken Bow w stanie Nebraska, sędzia odrzucił argument o zespole stresu pourazowego jako podstawowym czynniku w zbrodni. Nazwał Thomasa Varneya “uosobieniem niewinnej ofiary”, a Strasburga “awanturnikiem”, który “niewłaściwie odebrał komentarze” i “zareagował w sposób agresywny i wrogi”. W sali sądowej wypełnionej po brzegi mieszkańcami miasteczka Arnold oraz weteranami z Iraku, sędzia skazał Setha Strasburga na karę pozbawienia wolności od 22 do 36 lat. Matka Setha, Aneita, uważa, że strzelanina była wynikiem nerwicy wojennej. Założyła organizację mającą na celu zwiększenie świadomości społeczeństwa w zakresie zespołu stresu pourazowego. Jednakże rodzice ofiary, prowadzący dom pogrzebowy w Arnold, czują się głęboko urażeni działalnością Aneity. - Przykro mi to mówić, ale jej poczynania odbieram jako osobisty afront, tak jakby próbowała zrzucić śmierć naszego syna na wojnę w Iraku - mówi Barb Varney, dodając, że Seth Strasburg “nigdy nie okazał skruchy”. Thomas Tiffany Varney IV, ojciec ofiary, sceptycznie wypowiada się o zdiagnozowaniu zespołu stresu pourazowego u Setha Strasburga oraz ogólnie o samym schorzeniu. - Jego dziadek, mój ojciec, wielu ludzi było na wojnie i zabijało, co nie wpłynęło na ich zachowanie - mówi. - Oni po prostu próbują to zbagatelizować: “No tak, zabił kogoś, cierpi na zespół stresu pourazowego”. Sam Seth Strasburg, którego diagnozę potwierdził Departament ds. Weteranów, odczuwa dyskomfort mówiąc o swojej chorobie i o jej związku z popełnionym przez niego przestępstwem. - Nie wszystko można zrzucić na zespół stresu pourazowego i nie chcę nadużywać tej wymówki. “Terapia jest dobra dla mięczaków” Strasburg woli myśleć, że zmienił swoje zachowanie, by móc przeżyć w Iraku, po czym nie zmienił go po powrocie do domu i pozostał czujny, nieufny i uzbrojony. - Człowiek potrzebuje czasu, by zeszło z niego ciśnienie - mówi. - Gdyby identyczne okoliczności zaistniały rok wcześniej - okoliczności feralnego Sylwestra - nic by się nie wydarzyło. Nigdy by do tego nie doszło. Seth Strasburg niechętnie odniósł się do publicznego ujawnienia, że cierpi na zespół stresu pourazowego, martwiąc się, że jego byli koledzy z wojska będą go postrzegać jako mięczaka. - Nikt nie chce być facetem, który mówi: ‘Sierżancie, dziś po południu byłem na terapii” - drwi, naśladując płaczliwy głos. Były dowódca plutonu Strasburga, kapitan Benjamin D. Tiffner, który w listopadzie ubiegłego roku zginął w wybuchu improwizowanego ładunku w Bagdadzie, napisał list do władz stanowych Nebraski. Zaprotestował przeciwko zbyt długiemu wyrokowi oraz poprosił o przeniesienie Strasburga “do placówki, która pozwoli mu poradzić sobie z nerwicą wojenną”. “Od Setha wymagano, by w obronie swojej ojczyzny używał przemocy - napisał kapitan Tiffner. “W latach 2003-2005 większość czasu spędził w Iraku, rozwiązując niebezpieczne sytuacje poprzez przemoc oraz groźbę przemocy; to były jego podstawowe narzędzia. Za takie działania odbierał gratulacje i nagrody. W ten sposób w człowieku powstaje skłonność do radzenia sobie z życiowymi problemami poprzez przemoc i groźbę przemocy”. “Uważam, że w pewien sposób wyjaśnia to, dlaczego Seth zareagował tak gwałtownie tej nocy w Nebrasce” - pisze dalej. “Nie próbuję usprawiedliwiać jego czynów, ale uważam, że jest szczególnym przypadkiem i należy mu się opieka ze strony naszego wymiaru sprawiedliwości oraz systemu ochrony zdrowia”. Wielu nie zwraca się o pomoc do lekarzy W przeciwieństwie do wojny w Wietnamie, obecnie wojsko dokłada zdecydowanych starań, poprzez badania przesiewowe i naukowe, by poznać potrzeby związane ze zdrowiem psychicznym powracających weteranów. Jednakże poznanie potrzeb, a sprostanie nim, to dwie różne sprawy. W zeszłym roku Pentagon opisał wojskowy system ochrony zdrowia psychicznego jako przeciążony, z “rozpaczliwymi” brakami kadrowymi, niedofinansowany oraz osłabiony przez napiętnowanie społeczne towarzyszące zespołowi stresu pourazowego. Mimo iż wczesne wykrycie i leczenie choroby może pomóc weteranom w ocaleniu ich małżeństw i związków, jak również zapobiec innym problemom, takim jak depresja, alkoholizm i zachowania przestępcze, wielu z nich nie zwraca się o taką pomoc lub jej nie otrzymuje. Grupa weteranów oskarżonych o zabójstwo może służyć tutaj jako sztandarowy przykład takich zaniedbań. Tak jak Seth Strasburg, wielu z tych weteranów dowiedziało się, że cierpi na zespół stresu pourazowego, dopiero po tym, jak trafili do aresztu. Ich problemy psychiczne często nie zostały zdiagnozowane nawet po zabójstwach, jeżeli nie przyznawali się do winy lub nie mieli zdeterminowanych prawników i krewnych - lub jeżeli popełnili samobójstwo. Wśród 13 weteranów umieszczonych w bazie danych “New York Times’a”, którzy dokonali zabójstwa, a następnie popełnili samobójstwo, jedynie u 2 wojskowi lekarze zdiagnozowali problemy psychiczne po ich powrocie z wojny. - W przypadku tych weteranów prawdziwa tragedia polega na tym, że tam, gdzie czynnikiem w zabójstwie był zespół stresu pourazowego, można było łatwo pomóc - mówi Lawrence W. Sherman, dyrektor Centrum Kryminalistyki im. Jerry’ego Lee na Uniwersytecie Pensylwanii. - Kiedy ludzie doświadczą poważnej traumy, a następnie nie zostaną poddani leczeniu, istnieje poważne ryzyko wystąpienia brutalnych zachowań. Czasami pada pytanie, czy wojsko ponosi część winy za to zabójstwo. Tak dzieje się szczególnie wtedy, gdy wojsko wiedziało wcześniej o problemach psychicznych weterana wojennego, kłopotach małżeńskich lub uzależnieniach. W niektórych przypadkach armia amerykańska wysyłała na pole bitwy żołnierzy z wcześniej znanymi problemami - historią choroby psychicznej, przypadkami uzależnienia od narkotyków lub przemocy w rodzinie - po czym stwierdzała, że problemy te ulegają zaostrzeniu w wyniku stresu wojennego. W innych przypadkach szybko zwalniano ze służby powracających weteranów cierpiących na problemy psychiczne lub uzależnionych od używek, a ci następnie dokonywali zabójstw. W oparach eteru Prawdopodobnie żadna inna sprawa tak wyraźnie nie postawiła pytania o odpowiedzialność armii, jak sprawa 25-letniego Lucasa T. Borgesa, byłego szeregowca piechoty morskiej, którego ofiary pozwały rząd Stanów Zjednoczonych, utrzymując, iż wojsko “miało obowiązek podjąć wszelkie kroki konieczne, by powstrzymać Borgesa od wyrządzenia krzywdy innym”. Rząd dąży do oddalenia pozwu. Lucas Borges przyjechał do Stanów Zjednoczonych z Brazylii w wieku 14 lat, a 4 lata później zaciągnął się do piechoty morskiej. Po 6 miesiącach spędzonych w Iraku na początku wojny, “wrócił odmieniony, jakby postradał rozum” - mówi jego matka, Dina Borges, która prowadzi małą pralnię w Maryland. Po powrocie z Iraku szeregowiec Borges został przydzielony do batalionu technicznego w Camp Lejeune w Płn. Karolinie, gdzie zasmakował w eterze, używanym w zimie do uruchamiania dużych silników spalinowych. - Borges w przeszłości palił marihuanę, co ujawnił, kiedy zaciągał się do piechoty morskiej - mówi Jeffrey Weber, prawnik reprezentujący do niedawna ofiary Borgesa. Jednakże wdychanie eteru, powodujące stan euforii, a jednocześnie prowadzące do upośledzenia, było dla niego nowością. Jego siostra Gabriela, 20-letnia studentka na Uniwersytecie Waszyngtona, uważa, że uzależnił się on od eteru, bo substancja ta pozwalała mu złagodzić nerwicę, jaką przywiózł ze sobą z wojny. Dowództwo piechoty morskiej posiadało informacje, że Borges w przeszłości używał narkotyków, wiedziało także, że uzależnił się od eteru. Mimo to, jak głosi pozew, nie odsunięto go od zadań, w których miał bezpośredni dostęp do narkotyku. Adwokat Borgesa powiedział w sądzie, iż wojsko nie zaproponowało jego klientowi leczenia odwykowego. 4 miesiące po powrocie Borgesa z Iraku, urzędnicy wojskowi zdecydowali się zwolnić go ze służby po tym, jak złapali go na wdychaniu eteru w jego samochodzie. Zatrzymali pojazd, w którym znajdowało się kilkanaście kanistrów rządowego eteru i umieścili Borgesa, który groził, że targnie się na własne życie, na oddziale psychiatrycznym szpitala w bazie wojskowej. - Znalazł się wreszcie pod opieką psychiatry, ale wycofali go z terapii, bo stwarzał problemy, a oni chcieli się go pozbyć - mówi Weber. - Wypisali go ze szpitala, wręczyli kluczyki do samochodu, a jego przełożony powiedział: “Jeśli nie będziesz ostrożny, to kogoś zabijesz”. Kiedy Borges odebrał swój samochód, odkrył, że żołnierze pozostawili w nim kanistry z eterem - podczas procesu urzędnicy wojskowi powiedzieli, że nie mieli gdzie ich przechować - i natychmiast się odurzył. Następnie wjechał pod prąd na autostradę, zderzając się czołowo z innym samochodem i zabijając 19-letnią Jamie Marie Lumsden, córkę żołnierza piechoty morskiej odbywającego służbę w Iraku, oraz ciężko raniąc 4 inne osoby. Borgesa uznano winnym zabójstwa drugiego stopnia i skazano na karę pozbawienia wolności od 24 do 32 lat. Zagubiony w Las Vegas Amerykańska armia niedawno opracowała kurs szkoleniowy pod nazwą “Battlemind Training”, mający pomóc żołnierzom w psychologicznym przejściu z powrotem do cywila. “Na polu bitwy wróg jest naszym celem”, czytamy w materiałach szkoleniowych, “W domu jednak nie ma wrogów”. Nie jest łatwo się tego nauczyć. Wielu wojskowych i żołnierzy piechoty morskiej po powrocie do domu toczy wojnę ze swoimi partnerami życiowymi, dziećmi, kolegami z oddziału, światem zewnętrznym i, w ostatecznym rozrachunku, z samymi sobą. - Z mojego doświadczenia wynika, że większość z tych weteranów odczuwa ogromne poczucie winy z powodu wyrządzonych przez siebie bezsensownych krzywd” - mówi Dr Shay. “Większość weteranów nie chce ranić innych ludzi”. Po powrocie z Iraku Matthew Sepi zamknął się w sobie. Ten młody Indianin z plemienia Navaho, nie widząc dla siebie perspektyw w rodzinnym miasteczku Winslow w Arizonie, wstąpił do amerykańskiej armii w wieku 16 lat, za pisemną zgodą swojej matki. To, co zobaczył na wojnie w Iraku przerosło tego nastolatka bez większego doświadczenia życiowego. Znalazł się on w samym środku najgorętszych walk. Kiedy jego brygada piechoty przyjechała do Iraku w kwietniu 2003 r., jej zadaniem było rozgromienie stawiających opór bastionów Gwardii Republikańskiej na północ od Bagdadu. - Mówiono, że wojna się już zakończyła, lecz było to dalekie od prawdy - mówi Sepi. - Służyłem w wojskach lądowych, z granatnikiem doczepionym do mojego M-16. To ja z kolegami musieliśmy szturmować domy. Wchodziliśmy do budynków i je oczyszczaliśmy. Strzelaliśmy i do nas strzelano. Po roku uczestnictwa w walkach, Sepi powrócił do Fort Carson w Kolorado, gdzie życie wydawało się nudne i rutynowe. Żołnierze nie mówili o swoich doświadczeniach wojennych ani emocjach, jakie towarzyszyły im po powrocie. Zamiast tego imprezowali, a przez picie alkoholu zarówno Sepi, jak i inni żołnierze, wpadli w kłopoty. Matthew aresztowano za nielegalne picie alkoholu (był nieletni) oraz jazdę po pijanemu. Nakazano mu uczestnictwo w szkoleniu o szkodliwości narkotyków i alkoholu oraz w terapii. Wkrótce potem zdecydował się porzucić służbę w wojsku. Po zwolnieniu z wojska, “z kilkoma małymi medalami”, Matthew nie mógł się odnaleźć, postanowił więc przeprowadzić się do Las Vegas, obcego mu miasta, ze znajomym znajomego. Bez grosza przy duszy zamieszkał w dzielnicy Naked City, nazwanej tak na cześć tancerek rewiowych, które kiedyś opalały się tam topless. Wynajął rojącą się od karaluchów norę z dziurą w ścianie i zatrudnił przy robotach drogowych, a także w fabryce przy produkcji plastikowych butelek. Opuszczony i samotny zaczął odczuwać wpływ swoich doświadczeń na polu walki. W Las Vegas zaopiekował się nim jego terapeuta ds. uzależnienia alkoholowego, rozpoznając u Matthew objawy zespołu stresu pourazowego związanego z wojną, takie jak nerwowość, uderzenia adrenaliny, koszmary senne i potrzebę upijania się do nieprzytomności. Terapeuta skierował go do specjalistów w szpitalu Departamentu ds. Weteranów. Matthew Sepi mówi, iż zadzwonił do Departamentu, gdzie poinformowano go, że musi zjawić się osobiście. Jednakże pracując na 12-godzinne zmiany w fabryce butelek, nie zrobił tego. W lipcu 2005 r., kiedy go aresztowano, przedstawił się jako weteran wojny w Iraku. Ale, jak mówi oficer Andersen, “Nie zachowywał się jak weteran wojenny. Zachowywał się jak wystraszony dzieciak”. Nietypowa ugoda sądowa Wkrótce potem Nancy Lemcke, obrońca z urzędu, odwiedziła Matthew w więzieniu. - Zapytałam go, czy wie, co to jest zespół stresu pourazowego - mówi Lemcke. - Zaczyna opowiadać mi o Iraku i nagle do oczu napływają mu łzy i krzyczy: “Pomyliliśmy domy! Pomyliliśmy domy!” I praktycznie wpada w histerię. W ramach działań mających na celu złamanie oporu w samym mieście i w okolicach miasta Balad, Matthew Sepi i jego jednostka co noc otrzymywali listę celów do ujęcia w nocy. Zamaskowani amerykańscy żołnierze chyłkiem przemykali się przez miasteczka, odhaczając kolejne cele na liście, w każdym domu detonując ładunki C-4, by ogłuszyć jego mieszkańców i zmusić ich do poddania się. - Tej konkretnej nocy w grudniu 2003 r. było ponad 100 celów do ataku - mówi Sepi. - Każdy zespół miał swoją listę. W jednym z domów wysadziliśmy bramę i zobaczyliśmy, że tuż za bramą w samochodzie siedzi mężczyzna. Wkroczyliśmy do akcji, a on wytoczył się z samochodu, płonąc. Biegał dookoła podwórka, cały w płomieniach. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić, a on nagle upadł, weszliśmy do domu, przeszukaliśmy go i okazało się, że to była pomyłka. Chociaż Matthew Sepi mówi, że wówczas czuł się źle, to jednak wiedział, że tylko wykonywał rozkazy, a wojsko wypłaciło rodzinie zmarłego mężczyzny odszkodowanie. Nie wiedział jednak, że obraz płonącego irackiego cywila będzie mu już zawsze towarzyszyć niczym widmo. Słuchając, jak Matthew opowiada historię śmierci w Iraku, która nie daje mu spokoju, jednocześnie zmagając się z wyrzutami sumienia związanymi z zabójstwem, którego dokonał w Las Vegas, jego adwokat była coraz bardziej zdeterminowana, by mu pomóc. - Ta historia była tak wstrząsająca, jego emocje nie do opanowania, a on sam w tak opłakanym stanie - mówi Lemcke. Lemcke udało się wzbudzić współczucie dla młodego żołnierza wśród urzędników wymiaru sprawiedliwości zajmujących się sprawą. Dochodzenie potwierdziło wersję o zabójstwie w obronie własnej, jednakże nigdy nie udało się ustalić, kto strzelił pierwszy. Policja przyznała, że napastnicy mieli znaczną przewagę - Sepi ważył 59 kg, a jego przeciwnicy 95 kg (mężczyzna) i 90 kg (kobieta). Nie bez znaczenia okazał się też fakt, że ofiary Matthew Sepiego były włóczęgami, bez rodziny, która dochodziłaby sprawiedliwości. Policja poinformowała, iż 36-letni Kevin Ratcliff, postrzelony i zraniony przez Sepiego, należał do gangu Crips oraz był już karany za ciężkie przestępstwo; 47-letnia Sharon Jackson, zabita, należała do gangu NC, Naked City, a sekcja zwłok wykazała obecność w jej krwi alkoholu, kokainy i metamfetaminy. Zachęcona poparciem ze strony kolegów Matthew z wojska oraz orędowników w sprawach weteranów wojennych, Lemcke naciskała na Departament ds. Weteranów, by ten znalazł programy leczenia, w których jej klient mógłby uczestniczyć. Pozwoliło to na zawarcie nietypowej ugody z lokalną prokuraturą: w zamian za pomyślne zakończenie terapii odwykowej oraz leczenia zespołu stresu pourazowego, zarzuty przeciwko Matthew Sepiemu zostałyby wycofane. Po około 3 miesiącach spędzonych w więzieniu, następne 3 miesiące Matthew spędził w Prescott w Arizonie, uczestnicząc w leczeniu odwykowym, gdzie siwiejący weterani stanowili najlepszą lekcję poglądową: “Nie chcę być taki, jak oni, kiedy dorosnę” - obiecał sobie. Na początku 2006 r. przeniósł się do centrum leczenia zespołu stresu pourazowego prowadzonego przez Departament ds. Weteranów w Topeka, w Kansas, gdzie nauczył się, jak radzić sobie z gniewem, smutkiem i poczuciem winy, jak i z objawami nerwicy, oraz zwalczać nocne koszmary. - Z jakiegoś powodu nie nękają mnie już złe sny - mówi. - To całkiem fajnie. Mając możliwość zacząć życie od nowa, Matthew Sepi stawia pierwsze kroki w dorosłe życie. Zamieszkał w Phoenix, zapisał się do technikum samochodowego i dostał pracę jako spawacz w dużym zakładzie piekarniczym. Od czasu do czasu, gdy usłyszy głośny huk, czuje, jak przyspiesza mu tętno i oblewa się zimnym potem, gotowy do walki. Jednakże dziś wie, jak się uspokoić, nie posiada już broni, jest trzeźwy, a otrzeźwiło go to, co uczynił. - Gdybym mógł wymazać tę noc - mówi, wspominając upalną letnią noc w Las Vegas, kiedy aresztowano go za zabójstwo - to tak bym zrobił. Zabijanie jest częścią wojny, ale tutaj, w kraju… http://www.islam-in-poland.org/index.php/14042/
Zagraniczne wojny odbijają się w Ameryce śmiertelnym echem. Weterani wojny w Iraku i Afganistanie, dotknięci zespołem stresu pourazowego, po powrocie do domu nie potrafią normalnie funkcjonować w społeczeństwie i dokonują zbrodni na swoich rodzinach, przyjaciołach i kolegach z wojska.
Deborah Sontag, Lizette Alvarez, New Your Times, za Gazeta.pl
Zagraniczne wojny odbijają się w Ameryce śmiertelnym echem. Weterani wojny w Iraku i Afganistanie, dotknięci zespołem stresu pourazowego, po powrocie do domu nie potrafią normalnie funkcjonować w społeczeństwie i dokonują zbrodni na swoich rodzinach, przyjaciołach i kolegach z wojska. Pewnej letniej nocy w 2005 r. Matthew Sepi, 20-letni weteran wojny w Iraku, udał się do sklepu nocnego w podejrzanej dzielnicy Las Vegas, gdzie osiadł po odejściu ze służby wojskowej.
Ten konkretny sklep nocny znajduje się w cieniu hotelu-kasyna Stratosphere, w dzielnicy zwanej Naked City (Nagie Miasto). W ciągu dnia okolica ta, zaśmiecona puszkami po piwie, sprawia przygnębiające wrażenie, lecz nie wydaje się być groźna. W nocy jednak, przytaczając słowa lokalnego policjanta z wydziału zabójstw, zaczyna “przypominać Faludżę”.
Matthew Sepi nie lubił wychodzić wieczorami z domu. Jednakże nękany koszmarami o irackim cywilu zabitym przez jego jednostkę, często potrzebował alkoholu, by w ogóle zasnąć. Tak było i tej nocy, kiedy, przeczuwając czyhające w ciemności niebezpieczeństwo, narzucił na swoje wychudzone ciało trencz, chowając pod nim karabin szturmowy.
- Matthew wiedział, że nie powinien brać karabinu AK-47 do nocnego sklepu - mówi oficer śledczy Laura Andersen - ale mieszkając w tej dzielnicy był śmiertelnie przerażony, przeszedł szkolenie wojskowe i uważał, że potrzebuje karabinu, by móc się bronić.
Z pochyloną głową Matthew przemykał szybko zaułkami, ignorując okrzyki ostrzegające go, że wkracza na teren kontrolowany przez gangi. Ten znużony wojną grenadier, nadal formalnie niepełnoletni, zapłacił nieznajomemu, by ten kupił mu dwie duże puszki piwa, lek, jaki sam sobie przepisał na zespół stresu pourazowego.
Kiedy ruszył w kierunku domu, dwoje potężnych i uzbrojonych członków gangu zastąpiło mu drogę. Matthew Sepi powiedział w trakcie przesłuchania, że dostrzegł kolbę pistoletu, usłyszał huk, zobaczył błysk i “po prostu puściły mu nerwy”.
W efekcie jeden z członków gangu leżał martwy na chodniku w kałuży krwi. Drugi zaś został ranny. Matthew uciekł z miejsca zabójstwa, “zrywając kontakt” z wrogiem, jak to później opisał. Z podniesionym karabinem zakradł się z powrotem do domu, załadował do samochodu 180 jednostek amunicji i jechał w dal, dopóki nie ujrzał za sobą migających świateł wozów policyjnych.
“Kto mnie ostrzelał?” - zapytał, roztrzęsiony. Ubrany w wojskowe moro, ten drobny młody mężczyzna powiedział, że wpadł w zasadzkę i instynktownie “zaatakował cele”. Trząsł się i płakał.
- Było mi go naprawdę żal - mówi oficer Andersen.
Matthew Sepi został aresztowany, a lokalna gazeta wkrótce doniosła: “Weteran wojny w Iraku aresztowany za zabójstwo”.
Krwawe żniwo weteranów wojennych
W miasteczkach w całym kraju nagłówki gazet opowiadają podobne historie. Lakewood, stan Waszyngton: “Rodzina wini Irak po tym, jak ich syn zabił żonę”, Pierre, stan Południowa Dakota.: “Żołnierz oskarżony o zabójstwo mówi o szoku wojennym”, Colorado Springs: “Weterani wojny w Iraku podejrzani o dwa zabójstwa i przestępczość zorganizowaną”.
W oderwaniu od siebie historie te dotyczą lokalnych przestępstw, epilogów wojny porażających zarówno dla oskarżonych wojskowych, jak i dla ich ofiar i ich społeczności. Rozważane łącznie malują jednak obraz szerzącego się niepostrzeżenie zjawiska, które pozostawia na swoim szlaku śmierć i rozpacz w całym kraju.
Dziennik “The New York Times” zidentyfikował 121 przypadków, w których amerykańscy weterani wojny w Iraku i Afganistanie dokonali zabójstw w Stanach Zjednoczonych lub zostali o nie oskarżeni po powrocie z wojny. W wielu z tych spraw trauma wojenna oraz stres związany z uczestnictwem w operacjach wojskowych, wraz z nadużywaniem alkoholu, kłótniami rodzinnymi oraz innymi towarzyszącymi problemami, doprowadziły do tragedii, która wynikała po części z chęci destrukcji, a częściowo z dążenia do autodestrukcji.
W chwili dokonania zabójstwa 3/4 ze wspomnianych wyżej weteranów nadal pełniło służbę wojskową. Ponad połowy zabójstw dokonano z użyciem broni palnej, pozostałe zaś to ugodzenia nożem, pobicia, uduszenia i utopienia w wannie. 25 sprawcom postawiono zarzut morderstwa, nieumyślnego spowodowania śmierci lub zabójstwa w wypadkach drogowych zaistniałych w wyniku prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu, nieostrożnej lub samobójczej jazdy.
Około 1/3 ofiar stanowiły żony, partnerki, dzieci lub inni krewni. Wśród nich znalazła się 2-letnia Krisiauna Calaira Lewis, której 20-letni ojciec rzucił nią o ścianę, powodując zgon. W wyniku wybuchu bomby pod Faludżą stracił on stopę oraz odniósł obrażenia mózgu i w chwili zabójstwa dochodził do zdrowia w swoim domu w Teksasie.
1/4 ofiar to koledzy i koleżanki ze służby wojskowej, wśród nich specjalista wojskowy Richard Davis, wielokrotnie ugodzony nożem, a następnie podpalony przez żołnierzy dzień po ich powrocie z Iraku. Ciało Richarda ukryli w lesie.
Pozostałe ofiary to dalsi znajomi lub obce osoby, wśród nich 21-letni Noah P. Gamez, który próbował włamać się do samochodu stojącego przy motelu w Tucson, kiedy weteran wojny w Iraku, także 21-letni, złapał go na gorącym uczynku i zastrzelił, a następnie popełnił samobójstwo. W jego samochodzie znaleziono kilkanaście sztuk broni palnej.
Ewidencja zabójstw
Pentagon nie prowadzi ewidencji takich zabójstw, gdyż w większości przypadków postępowanie nie toczy się przed sądem wojskowym, lecz w sądach cywilnych w poszczególnych stanach. Ewidencji nie prowadzi także Departament Sprawiedliwości. W celu sporządzenia takiej listy, dziennikarze “New York Times’a” przeanalizowali raporty ukazujące się w lokalnych mediach, zapoznali z dokumentacją posiadaną przez policję, sądy i wojsko, jak również przeprowadzili rozmowy z oskarżonymi, ich adwokatami, rodzinami ofiar oraz urzędnikami wojskowymi i przedstawicielami organów ścigania.
Śledztwo dziennikarskie najprawdopodobniej ujawniło minimalną liczbę takich przypadków, biorąc pod uwagę fakt, iż nie wszystkie zabójstwa, zwłaszcza w dużych miastach i bazach wojskowych są podawane do wiadomości publicznej lub szczegółowo przedstawiane. Ponadto często nie było możliwe ustalenie dokładnych danych dotyczących służby wojskowej innych członków sił zbrojnych aresztowanych pod zarzutem zabójstwa.
Dziennikarze wykorzystali te same metody w celu zbadania zabójstw, w których uczestniczyli byli wojskowi pełniący aktywną służbę oraz nowi weterani w okresie 6 lat przed oraz 6 lat po rozpoczęciu obecnej wojny wraz z inwazją Afganistanu w 2001 r.
Analiza ta wykazała 89 proc. wzrost przypadków zabójstw w obecnym okresie wojennym, ze 184 do 394, z czego w około 3/4 brali udział weterani wojny w Iraku i w Afganistanie. Wzrost ten miał miejsce mimo faktu, iż w ciągu ostatnich 6 lat mniej oddziałów stacjonuje na terenie Stanów Zjednoczonych, a ogólny amerykański wskaźnik zabójstw zmalał.
“The New York Times” przekazał swoją listę zabójstw Pentagonowi. Pentagon odmówił komentarza, gdyż, jak powiedział rzecznik prasowy ppłk. Les Melnyk, Departament Obrony nie ma możliwości powtórzenia badań przeprowadzonych przez dziennik. Co więcej, płk. Melnyk zakwestionował rzetelność porównania liczb sprzed wojny i z okresu wojny pozyskanych w oparciu o doniesienia medialne, mówiąc, iż obecny wzrost jest wynikiem “rosnącego zainteresowania dziennikarzy służbą wojskową od wydarzeń 11 września”. Poddał w wątpliwość także “wrzucanie do jednego worka różnych przestępstw, takich jak nieumyślne spowodowanie śmierci i zabójstwo z premedytacją”.
Biorąc pod uwagę fakt, że wielu weteranów dobrze radzi sobie ze swoimi wojennymi doświadczeniami, a niektórzy nawet czerpią z nich korzyści, grupy zrzeszające weteranów od dawna ubolewają nad uwagą poświęcaną w mediach mniejszości żołnierzy, którym nie udaje się ponownie przystosować do życia w cywilu.
Po zakończeniu I wojny światowej Legion Amerykański przyjął uchwałę proszącą dziennikarzy, by “nie podkreślać szczególnie uczestnictwa byłych żołnierzy w przestępstwach lub naruszeniu porządku publicznego, gdyż niesie to ze sobą niewielką wartość informacyjną”. Z kolei artykuł w czasopiśmie “Veterans of Foreign Wars” w 2006 r. pogardliwie pisał o wszechobecnym “micie stukniętego weterana”, który to mit, zdaniem weteranów, utrudnia im znalezienie pracy.
Stres pourazowy
Oczywiście, że dokonanie zabójstwa jest ekstremalnym przejawem dysfunkcji powracających z wojny weteranów, z których wielu boryka się z poważnymi problemami, rozpadem małżeństwa, narastającymi długami, pogłębiającym się uzależnieniem od alkoholu lub wieloma mniejszymi potyczkami z prawem.
Jednakże te zabójstwa stanowią rodzaj echosondy, badającej jak blisko dna znajdują się niektórzy weterani, czy to w wyniku pogłębiającego się kryzysu, czy też nagłego wybuchu agresji.
13 z tych weteranów targnęło się na własne życie po dokonaniu zabójstwa, kolejnych 2 zostało śmiertelnie postrzelonych przez policję. Kilkunastu innych próbowało popełnić samobójstwo lub mówiło, iż nie chcą dalej żyć, jak Joshua Pol, były żołnierz skazany za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, który powiedział sędziemu w Montanie w 2006 r.: “Szczerze mówiąc naprawdę żałuję, że nie zginąłem w Iraku”.
W niektórych sprawach dotyczących weteranów z Iraku i Afganistanu fakt, że podejrzany był na wojnie, nie ma pozornie związku z popełnionym przestępstwem lub postępowaniem sądowym i wydanym wyrokiem. Jednakże w wielu przypadkach uczestnictwo żołnierza w operacjach wojennych staje się istotnym czynnikiem, gdy instytucje wymiaru sprawiedliwości, rodziny i lokalne społeczności usiłują zrozumieć, dlaczego doszło do zbrodni.
Dzieje się tak w szczególności w przypadkach, gdy cieszący się wcześniej dobrą reputacją młody mężczyzna - wśród 121 sprawców zabójstw jest tylko jedna kobieta - popełnia niewyjaśniony i bezsensowny akt przemocy. Analiza “New York Times’a” wykazała, iż przytłaczająca większość z tych młodych mężczyzn, w przeciwieństwie do większości cywilnych zabójców, nie była wcześniej karana.
- Jeżeli uczestniczyli w walkach, natychmiast należy założyć, że wojna wywarła na nich jakiś wpływ, szczególnie jeżeli chodzi o osoby, u których nie stwierdzono takich tendencji w przeszłości - mówi Robert Jay Lifton, wykładowca psychiatrii w Harvard Medical School/Cambridge Health Alliance, który kiedyś prowadził “grupy wsparcia” dla weteranów wojny w Wietnamie i walczył o uznanie zespołu chorobowego znanego dziś pod nazwą zespołu stresu pourazowego (PTSD - post-traumatic stress disorder).
- Naturalnie każde zjawisko ma wiele przyczyn - dodaje dr Lifton. - Jednakże walka, zwłaszcza wojna przeciwpartyzancka, jest tak dramatycznym doświadczeniem, że nie można nie wziąć jej pod uwagę.
Jedynie garstka ze wspomnianych 121 weteranów została dokładniej przebadana pod kątem zdrowia psychicznego po zakończeniu misji wojskowej, wynika z rozmów z weteranami, adwokatami, krewnymi i prokuratorami. U wielu z nich po powrocie widoczne były symptomy traumy wojennej, jednakże poddano ich badaniu i zdiagnozowano zespół stresu pourazowego dopiero po tym, jak zostali aresztowani za zabójstwo.
Wydaje się więc oczywistym, że doświadczenia z ulic Bagdadu i Faludży prześladowały tych mężczyzn po powrocie do rodzinnych miasteczek, takich jak Longview w Teksasie i Edwardsville w Illinois.
“Wrócił odmieniony” - powtarzają jak refren rodziny oskarżonych, wspominając o poirytowaniu, obojętności, zmienności nastrojów, bezsenności, nadużywaniu alkoholu lub narkotyków oraz trzymaniu pod ręką broni.
- Wojna wyzwala w człowieku zachowania, które nie są dozwolone w cywilizowanym społeczeństwie; zamknięcie tych emocji z powrotem w pudełku może być trudne dla niektórych osób - mówi William C. Gentry, rezerwista i weteran wojny w Iraku, pracujący jako prokurator w okręgu San Diego. Zbrodnia z wojną w tle
Kiedy Archie O’Neil, starszy sierżant piechoty morskiej, wrócił z Iraku, gdzie zajmował się zwłokami zabitych, zaczął zachowywać się coraz bardziej paranoicznie, był nerwowy i przerażony. Zamieszkał w garażu, jadł tylko racje żywnościowe armii amerykańskiej, chodził ubrany w moro, pił dużo alkoholu i zawsze miał przy sobie broń, nawet kiedy szedł otworzyć komuś drzwi.
“Czułam się tak, jakbym odprowadziła na statek jednego człowieka, a przysłali mi z powrotem zupełnie inną osobę” - zeznała Monique O’Neil, jego żona.
Będąc szanowanym i odznaczonym orderami podoficerem, sierżant O’Neil, w obawie przed zniwelowaniem swoich szans na awans, nie zwrócił się do lekarzy o pomoc w leczeniu zespołu stresu pourazowego, który później zdiagnozowali u niego rządowi psychologowie. Jego adwokat na wstępnej rozprawie powiedział: “W piechocie morskiej obowiązuje zasada ‘weź się w garść’”.
W przededniu wyjazdu na drugą misję w Iraku w 2004 r., sierżant O’Neil śmiertelnie postrzelił swoją kochankę, Kimberly O’Neal, po tym jak zagroziła, iż zabije jego rodzinę podczas jego nieobecności.
W trakcie procesu wojskowego w Camp Pendleton w Kalifornii, obrońca z ramienia piechoty morskiej argumentował, iż zabójstwo było wynikiem “spustoszeń wojennych” w psychice sierżanta. W 2005 r. wojskowa ława przysięgłych uznała sierżanta O’Neila winnym zabójstwa, lecz zdecydowała się nie wymierzać minimalnego dopuszczalnego wyroku, czyli dożywocia z możliwością przedterminowego zwolnienia, uznając go za zbyt surowy. Jednakże druga ława przysięgłych, zwołana wyłącznie w celu wymierzenia wyroku, podjęła decyzję o skazaniu O’Neila na najwyższą karę: dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego. Obrona złożyła apelację.
W niektórych przypadkach, takich jak sprawa sierżanta O’Neila, stwierdza się wyraźne powiązanie między służbą wojskową na polu walki a przestępstwem popełnionym przez weterana. Zaś w innych przypadkach związek ze służbą w Iraku pozostaje pod znakiem zapytania, podczas gdy członkowie rodziny sprawców próbują zrozumieć, jak to jest możliwe, że porządny nastolatek, ojciec rodziny lub ranny weteran skończył za kratkami - lub martwy.
Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Stephena Sherwooda, który zaciągnął się do wojska w wieku 34 lat, by uzyskać ubezpieczenie zdrowotne, kiedy jego żona zaszła w ciążę. Prawdopodobnie nigdy nie przebadano go pod kątem traumy wojennej.
Stephen Sherwood zastrzelił żonę, a następnie siebie, 9 dni po powrocie z Iraku latem 2005 r. Kilka miesięcy wcześniej pozostali żołnierze z jego patrolu zginęli w ataku rakietowym, podczas gdy on przebywał na dwutygodniowym urlopie, świętując pierwsze urodziny swojego, dziś osieroconego, syna.
- Kiedy wrócił do Iraku, wszyscy jego koledzy nie żyli - mówi jego ojciec, Robert Sherwood. - Czuł się winny, że przeżył. A potem żona poinformowała go, że chce rozwodu.
Po zabójstwie synowej i samobójstwie syna, rodzice Stephena Sherwooda nie mogli nie zadać sobie pytania, jaką rolę w tej tragedii odegrała wojna w Iraku i czy opieka psychologiczna mogłaby powstrzymać ich syna od emocjonalnej zapaści.
- Jaki straszny ból muszą znosić te rodziny - mówi Dr Jonathan Shay, psychiatra pracujący dla Departamentu ds. Weteranów (Department of Veterans Affairs) w Bostonie oraz autor dwóch książek badających zjawisko traumy wojennej poprzez spektrum literatury klasycznej.
Piętno wojny
Problemy i wyczyny powracających weteranów wojennych stanowią bolesny wycinek rzeczywistości. Od wieków wykorzystywane są jako powtarzający się motyw artystyczny - począwszy od “Odysei” Homera, po powieść o I wojnie światowej “Na Zachodzie bez zmian”, od “Łowcy jeleni” ukazującego losy wietnamskich weteranów, po ubiegłoroczny film “W dolinie Elah”, poświęcony zaginionemu weteranowi wojny w Iraku.
U podstaw tych opowieści znajdują się żołnierze nękani urazami psychicznymi, które od zawsze dotykały pewien odsetek weteranów wojennych. W internetowym kursie dla pracowników opieki zdrowotnej kapitan William P. Nash, koordynator ds. stresu wojennego dla piechoty morskiej, sięga wstecz aż do “Ajasa” Sofoklesa. Ajas, wojownik greckiej armii, popadł w depresję po wojnie trojańskiej, w szale wybił stado owiec, a następnie zginął, rzucając się na własny miecz.
Charakter wojny przeciwpartyzanckiej w Iraku, gdzie nie przebiega tradycyjny front, zwiększa napięcia związane z walką, a wielokrotne uczestnictwo w misjach - 1/3 z żołnierzy zaangażowanych w Iraku wyjeżdżała na misję więcej niż jeden raz - jeszcze bardziej podsyca czynniki stresogenne.
W przeszłości psychiczne urazy wojenne nazywano w różny sposób: “serce żołnierza”, “nerwica frontowa”, “zespół wietnamski”. Dziś uwaga koncentruje się na zespole stresu pourazowego (PTSD), jednakże lekarze wojskowi odnotowują szeroki wachlarz zaburzeń psychicznych. Szacuje się, że problemy ze zdrowiem psychicznym zgłasza połowa powracających członków Gwardii Narodowej, 38 proc. żołnierzy i 31 proc. żołnierzy piechoty morskiej, według danych Pentagonu.
Dziesiątki lat badań nad problemami weteranów z Wietnamu wykazały związek między traumą wojenną, a wyższym wskaźnikiem bezrobocia, bezdomnością, posiadaniem broni, maltretowaniem nieletnich, przemocą w rodzinie, uzależnieniami oraz przestępczością. Na nieco mniej naukowym poziomie takie powiązania znane są od dawna.
- Związek między wojną a przestępczością jest niestety pradawny - mówi Dr Shay. - Pierwszą rzeczą, jaką uczynił Odyseusz po opuszczeniu Troi, był piracki najazd na miasto Ismar. Część weteranów cierpiących na urazy psychiczne zawsze kończy na tej samej ścieżce, wchodząc w konflikt z prawem.
Ogólnokrajowe badania nad przystosowaniem weteranów z Wietnamu do życia w cywilu (National Vietnam Veterans Readjustment Study), uznawane za najdokładniejszą analizę tej grupy społecznej, wykazały, iż 15 proc. weteranów płci męskiej nadal cierpi na rozwinięty zespół stresu pourazowego, mimo, że od zakończenia wojny minęła ponad dekada. Połowa weteranów z aktywnym PTSD była aresztowana lub skazana na karę więzienia przynajmniej raz, a 34,2 proc. częściej niż raz. Około 11,5 proc. z nich skazanych zostało za ciężkie przestępstwa. Według badań rządowych weterani częściej popełniają przestępstwa z użyciem przemocy niż cywile. W połowie lat 80. tak wielu weteranów odbywało karę pozbawienia wolności, że Fundacja Amerykańskich Weteranów Wojny Wietnamskiej (Vietnam Veterans of America) zakładała swoje oddziały w więzieniach. W tamtym okresie weterani stanowili 1/5 wszystkich osadzonych w Stanach Zjednoczonych.
Obserwując, jak weterani wojny w Iraku i Afganistanie wchodzą w konflikt z wymiarem sprawiedliwości, byli orędownicy na rzecz weteranów wietnamskich są rozczarowani faktem, że historia się powtarza. - Patrząc dzisiaj na tych młodych mężczyzn widzę znajome rany w ich duszy - mówi Hector Villarreal, obrońca w sprawach karnych w Mission w Teksasie, który przez krótką chwilę reprezentował trzykrotnego weterana wojny w Iraku oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci.
Brockton D. Hunter, obrońca w sprawach karnych w Minneapolis, powiedział swoim kolegom na niedawnym wykładzie dla rady adwokackiej stanu Minnesota, że społeczeństwo powinno podjąć większe wysiłki, by powstrzymać weteranów przed autodestrukcją.
- Jeżeli naprawdę chcemy wesprzeć naszych żołnierzy, musimy wyciągnąć wnioski z historii i wykorzystać nową wiedzę na temat PTSD, aby pomóc tym weteranom powracającym do kraju, którzy przeżywają największe trudności - mówi Hunter. - Negowanie częstego związku między traumą wojenną a zachowaniami przestępczymi oznacza zanegowanie jednego z bezpośrednich kosztów społecznych wojny i pozostawienie samym sobie kolejnego pokolenia chorych na duszy bohaterów.
“Jedyne co potrafię to strzelać”
Osadzony w stanowym więzieniu w Tecumseh w Nebrasce, 29-letni Seth Strasburg budzi respekt swoją posturą i wyglądem. Ogolony na łyso, ma gęstą brodę i tatuaże na ramionach i szyi, z których jeden to łaciński cytat pochodzący z epoki wypraw krzyżowych: “Zabijcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich”.
Jednakże Seth Strasburg, weteran z Iraku, który w 2006 r. dobrowolnie poddał się karze za nieumyślne spowodowanie śmierci oraz nielegalne posiadanie broni, za pozornie groźną fasadą skrywa pełen udręki wewnętrzny przymus, by zrozumieć swoje ówczesne działania. Kiedy dorastał na wsi w Nebrasce, czytał dzieła poświęcone historii wojskowości. Teraz pochłania takie publikacje jak książka ppłk. Dave’a Grossmana “On Killing: The Psychological Cost of Learning to Kill in War and Society” ("O zabijaniu: psychologiczny koszt nauki zabijania na wojnie i w społeczeństwie") i Dr Shaya “Odysseus in America: Combat Trauma and the Trials of Homecoming” ("Odyseusz w Ameryce: trauma wojenna i problemy związane z powrotem do domu").
Dzięki swojej introspektywnej naturze Seth Strasburg pozwala nam zajrzeć w psychikę weterana i zbadać wpływ przemocy wojennej na stan umysłu żołnierza. Dla miasteczka Arnold w stanie Nebraska i jego 679 mieszkańców, nieumyślne spowodowanie przez Setha Strasburga śmierci Thomasa Tiffany’ego Varneya V, studenta szkolącego się na przedsiębiorcę pogrzebowego, było głęboko destabilizującym wydarzeniem.
- Straciliśmy dwóch młodych ludzi - jednego na zawsze, drugi siedzi w więzieniu - a wszystko to z Irakiem w tle - nasza społeczność została rozdarta - mówi Pamela Eggleston, kelnerka w barze Suzy’s Pizza and Spirits.
Pod koniec 2005 r. po 2 latach spędzonych w Iraku, Seth Strasburg wrócił do Arnold na urlop. Nie potrafił jednak zarzucić ekstremalnej czujności, która stała się jego drugą naturą. Podróżował po wiejskich terenach Nebraski, w swoim Jeepie trzymając karabin i kamizelkę kuloodporną. Czuł się podenerwowany, nie w sosie i nie na miejscu w sielskiej Ameryce, obsesyjnie śledzącej losy uczestników “Idola”.
Podczas pobytu w domu unikał pytań na temat Iraku, ponieważ nie znosił tych najbardziej bezmyślnych: “To co, zabiłeś tam kogoś? Jakie to uczucie?”
W rzeczywistości faktycznie zabił człowieka w Iraku i nie mógł się z tym pogodzić. Tak jak wielu z weteranów, z którymi przeprowadzono rozmowy, Setha Strasburga dręczyła jedna śmierć, zanim spowodował kolejną.
W 2004 r. oddział sierżanta Strasburga brał udział w misji mającej na celu utrudnienie rozmieszczania improwizowanych ładunków wybuchowych (IED) na drodze na zachód od Mosulu. Pewnej nocy, ukryty we wraku starego autobusu, przez wiele godzin obserwował drogę, aż pojawił się na niej Irakijczyk, uzbrojony i po godzinie policyjnej. Mężczyzna krążył po poboczu, od czasu do czasu kopiąc nogą w ziemię, sprawiając wrażenie, jakby czegoś szukał. Wreszcie schylił się i podniósł duży worek po mące, który następnie przeciągnął w stronę drogi.
- Siedząc tam pomyślałem, że w ciągu dnia schował na poboczu ładunek IED i zamierzał go teraz ustawić we właściwym miejscu” - powiedział Strasburg. Skontaktowaliśmy się przez radio z dowództwem. Powiedzieli “Rób jak uważasz, decyzja należy do Ciebie”. Więc go zastrzeliłem.
Wraz z innymi żołnierzami z patrolu zwiadowczego, Seth Strasburg umieścił ciało mężczyzny w plastikowej torbie na zwłoki, przyglądając się przez kilka minut jego twarzy, twarzy, której teraz nie może zapomnieć. Kiedy podeszli do worka po mące, by go przeszukać, nie znaleźli nic oprócz żwiru.
- Zgłosiłem zabicie dowództwu batalionu - mówi Strasburg. - Powiedzieli: “Niezły strzał. To jest legalne, nie przejmuj się”. Później już nigdy o tym nie mówiono. Ale ja miałem z tym problem.
Głos Setha Strasburga załamał się, odwrócił głowę i wytarł oczy. Był poruszony.
- Staram się o tym nie myśleć - mówi, po czym zmienia zdanie. - Jak można o tym nie myśleć jeśli jest się człowiekiem? Co by się stało, gdybym chwilę zaczekał?”
- Może byłem nadgorliwy - dodaje. - Może chciałem być pierwszym, który zabije. Może, może, może. Nigdy o tym nie zapomnę.
Nie daje mu to spokoju. Mówi sobie: “Przestań się zadręczać. Zastrzeliłeś kogoś, co z tego. Inni też kogoś zastrzelili”.
Wkrótce po zakończeniu służby w Iraku, Strasburg wrócił tam, by pracować jako ochroniarz, ponieważ po 8 latach w wojsku nie wiedział, co innego ma z sobą zrobić. - Jedyne, co umiem, to posługiwać się bronią - mówi. Przemoc zrodzona z przemocy
Pod koniec 2005 r., przebywając w domu na przepustce, przygotowywał się do kolejnego powrotu do Iraku, zaplanowanego na styczeń.
Sylwestra spędził w towarzystwie swojego brata, pijąc drinki z wódką w lokalnym barze Jim’s Bar and Package w Arnold. Kiedy wieczór chylił się już ku końcowi, Seth nawiązał emocjonującą rozmowę z weteranem wojny w Wietnamie, po czym, z niewiadomych powodów, włożył pistolet do kabury i udał się na imprezę. Stanął przed domem, w którym odbywało się przyjęcie, a następnie po pijanemu podszedł do samochodu wypełnionego młodymi ludźmi, zdenerwował się i wepchnął pistolet do środka.
Seth Strasburg mówi, że nie pamięta, co go sprowokowało. Według relacji świadka, jeden z młodych mężczyzn siedzących w samochodzie - lecz nie ofiara postrzału - nazwał go płatnym zabójcą. Jak twierdzi prokurator, wtedy Strasburg przyłożył chłopakowi pistolet do gardła. W samochodzie wywiązała się szamotanina, pistolet wypalił. Kula trafiła Thomasa Varneya, potężnego 21-latka, pasjonującego się myślistwem, wyścigami samochodowymi i baseballem.
Zapytany, czy pociągnął za spust, Strasburg odpowiada “nie wiem”, dodając jednak, że bierze na siebie odpowiedzialność: - To był mój pistolet i byłem pijany. Ale gdzie ja do cholery miałem rozum?
Samochód z młodymi ludźmi szybko odjechał. Strasburg wskoczył do swojego Jeepa, pędząc po ośnieżonych drogach dopóki nie wpadł do rowu. Wiedział, że nie ma żadnych szans. Nałożył kamizelkę kuloodporną i uciekł do lasu, gdzie zasnął w zaspie, podczas gdy policja organizowała już na niego obławę.
Seth Strasburg nigdy nie został przebadany pod kątem zespołu stresu pourazowego. Jak wielu żołnierzy, nie traktował poważnie kwestionariuszy rozdawanych przez wojsko na koniec misji. - Te ankiety były kretyńskie - mówi. Wszyscy traktowali je tak samo: “Zróbmy to szybko, żebyśmy mogli już pojechać do domu”. Pytali nas: “Czy widzieliście zwłoki? Czy braliście udział w walkach? No błagam, przecież byliśmy w Iraku. Nie zadali nam najważniejszego pytania: czy kogoś zabiliście?”
Po tym, jak Seth trafił do aresztu, psycholog zatrudniony przez jego rodzinę zdiagnozował u niego nerwicę wojenną, w swojej opinii pisząc, iż zespół stresu pourazowego, zaostrzony przez alkohol, odegrał “kluczową rolę” w zabójstwie.
Jednakże we wrześniu 2006 r. na ogłoszeniu wyroku w Broken Bow w stanie Nebraska, sędzia odrzucił argument o zespole stresu pourazowego jako podstawowym czynniku w zbrodni. Nazwał Thomasa Varneya “uosobieniem niewinnej ofiary”, a Strasburga “awanturnikiem”, który “niewłaściwie odebrał komentarze” i “zareagował w sposób agresywny i wrogi”. W sali sądowej wypełnionej po brzegi mieszkańcami miasteczka Arnold oraz weteranami z Iraku, sędzia skazał Setha Strasburga na karę pozbawienia wolności od 22 do 36 lat.
Matka Setha, Aneita, uważa, że strzelanina była wynikiem nerwicy wojennej. Założyła organizację mającą na celu zwiększenie świadomości społeczeństwa w zakresie zespołu stresu pourazowego.
Jednakże rodzice ofiary, prowadzący dom pogrzebowy w Arnold, czują się głęboko urażeni działalnością Aneity.
- Przykro mi to mówić, ale jej poczynania odbieram jako osobisty afront, tak jakby próbowała zrzucić śmierć naszego syna na wojnę w Iraku - mówi Barb Varney, dodając, że Seth Strasburg “nigdy nie okazał skruchy”.
Thomas Tiffany Varney IV, ojciec ofiary, sceptycznie wypowiada się o zdiagnozowaniu zespołu stresu pourazowego u Setha Strasburga oraz ogólnie o samym schorzeniu. - Jego dziadek, mój ojciec, wielu ludzi było na wojnie i zabijało, co nie wpłynęło na ich zachowanie - mówi. - Oni po prostu próbują to zbagatelizować: “No tak, zabił kogoś, cierpi na zespół stresu pourazowego”.
Sam Seth Strasburg, którego diagnozę potwierdził Departament ds. Weteranów, odczuwa dyskomfort mówiąc o swojej chorobie i o jej związku z popełnionym przez niego przestępstwem. - Nie wszystko można zrzucić na zespół stresu pourazowego i nie chcę nadużywać tej wymówki.
“Terapia jest dobra dla mięczaków”
Strasburg woli myśleć, że zmienił swoje zachowanie, by móc przeżyć w Iraku, po czym nie zmienił go po powrocie do domu i pozostał czujny, nieufny i uzbrojony. - Człowiek potrzebuje czasu, by zeszło z niego ciśnienie - mówi. - Gdyby identyczne okoliczności zaistniały rok wcześniej - okoliczności feralnego Sylwestra - nic by się nie wydarzyło. Nigdy by do tego nie doszło.
Seth Strasburg niechętnie odniósł się do publicznego ujawnienia, że cierpi na zespół stresu pourazowego, martwiąc się, że jego byli koledzy z wojska będą go postrzegać jako mięczaka. - Nikt nie chce być facetem, który mówi: ‘Sierżancie, dziś po południu byłem na terapii” - drwi, naśladując płaczliwy głos.
Były dowódca plutonu Strasburga, kapitan Benjamin D. Tiffner, który w listopadzie ubiegłego roku zginął w wybuchu improwizowanego ładunku w Bagdadzie, napisał list do władz stanowych Nebraski. Zaprotestował przeciwko zbyt długiemu wyrokowi oraz poprosił o przeniesienie Strasburga “do placówki, która pozwoli mu poradzić sobie z nerwicą wojenną”.
“Od Setha wymagano, by w obronie swojej ojczyzny używał przemocy - napisał kapitan Tiffner. “W latach 2003-2005 większość czasu spędził w Iraku, rozwiązując niebezpieczne sytuacje poprzez przemoc oraz groźbę przemocy; to były jego podstawowe narzędzia. Za takie działania odbierał gratulacje i nagrody. W ten sposób w człowieku powstaje skłonność do radzenia sobie z życiowymi problemami poprzez przemoc i groźbę przemocy”.
“Uważam, że w pewien sposób wyjaśnia to, dlaczego Seth zareagował tak gwałtownie tej nocy w Nebrasce” - pisze dalej. “Nie próbuję usprawiedliwiać jego czynów, ale uważam, że jest szczególnym przypadkiem i należy mu się opieka ze strony naszego wymiaru sprawiedliwości oraz systemu ochrony zdrowia”. Wielu nie zwraca się o pomoc do lekarzy
W przeciwieństwie do wojny w Wietnamie, obecnie wojsko dokłada zdecydowanych starań, poprzez badania przesiewowe i naukowe, by poznać potrzeby związane ze zdrowiem psychicznym powracających weteranów. Jednakże poznanie potrzeb, a sprostanie nim, to dwie różne sprawy. W zeszłym roku Pentagon opisał wojskowy system ochrony zdrowia psychicznego jako przeciążony, z “rozpaczliwymi” brakami kadrowymi, niedofinansowany oraz osłabiony przez napiętnowanie społeczne towarzyszące zespołowi stresu pourazowego.
Mimo iż wczesne wykrycie i leczenie choroby może pomóc weteranom w ocaleniu ich małżeństw i związków, jak również zapobiec innym problemom, takim jak depresja, alkoholizm i zachowania przestępcze, wielu z nich nie zwraca się o taką pomoc lub jej nie otrzymuje. Grupa weteranów oskarżonych o zabójstwo może służyć tutaj jako sztandarowy przykład takich zaniedbań.
Tak jak Seth Strasburg, wielu z tych weteranów dowiedziało się, że cierpi na zespół stresu pourazowego, dopiero po tym, jak trafili do aresztu. Ich problemy psychiczne często nie zostały zdiagnozowane nawet po zabójstwach, jeżeli nie przyznawali się do winy lub nie mieli zdeterminowanych prawników i krewnych - lub jeżeli popełnili samobójstwo.
Wśród 13 weteranów umieszczonych w bazie danych “New York Times’a”, którzy dokonali zabójstwa, a następnie popełnili samobójstwo, jedynie u 2 wojskowi lekarze zdiagnozowali problemy psychiczne po ich powrocie z wojny.
- W przypadku tych weteranów prawdziwa tragedia polega na tym, że tam, gdzie czynnikiem w zabójstwie był zespół stresu pourazowego, można było łatwo pomóc - mówi Lawrence W. Sherman, dyrektor Centrum Kryminalistyki im. Jerry’ego Lee na Uniwersytecie Pensylwanii. - Kiedy ludzie doświadczą poważnej traumy, a następnie nie zostaną poddani leczeniu, istnieje poważne ryzyko wystąpienia brutalnych zachowań.
Czasami pada pytanie, czy wojsko ponosi część winy za to zabójstwo. Tak dzieje się szczególnie wtedy, gdy wojsko wiedziało wcześniej o problemach psychicznych weterana wojennego, kłopotach małżeńskich lub uzależnieniach.
W niektórych przypadkach armia amerykańska wysyłała na pole bitwy żołnierzy z wcześniej znanymi problemami - historią choroby psychicznej, przypadkami uzależnienia od narkotyków lub przemocy w rodzinie - po czym stwierdzała, że problemy te ulegają zaostrzeniu w wyniku stresu wojennego. W innych przypadkach szybko zwalniano ze służby powracających weteranów cierpiących na problemy psychiczne lub uzależnionych od używek, a ci następnie dokonywali zabójstw.
W oparach eteru
Prawdopodobnie żadna inna sprawa tak wyraźnie nie postawiła pytania o odpowiedzialność armii, jak sprawa 25-letniego Lucasa T. Borgesa, byłego szeregowca piechoty morskiej, którego ofiary pozwały rząd Stanów Zjednoczonych, utrzymując, iż wojsko “miało obowiązek podjąć wszelkie kroki konieczne, by powstrzymać Borgesa od wyrządzenia krzywdy innym”. Rząd dąży do oddalenia pozwu.
Lucas Borges przyjechał do Stanów Zjednoczonych z Brazylii w wieku 14 lat, a 4 lata później zaciągnął się do piechoty morskiej. Po 6 miesiącach spędzonych w Iraku na początku wojny, “wrócił odmieniony, jakby postradał rozum” - mówi jego matka, Dina Borges, która prowadzi małą pralnię w Maryland.
Po powrocie z Iraku szeregowiec Borges został przydzielony do batalionu technicznego w Camp Lejeune w Płn. Karolinie, gdzie zasmakował w eterze, używanym w zimie do uruchamiania dużych silników spalinowych.
- Borges w przeszłości palił marihuanę, co ujawnił, kiedy zaciągał się do piechoty morskiej - mówi Jeffrey Weber, prawnik reprezentujący do niedawna ofiary Borgesa.
Jednakże wdychanie eteru, powodujące stan euforii, a jednocześnie prowadzące do upośledzenia, było dla niego nowością. Jego siostra Gabriela, 20-letnia studentka na Uniwersytecie Waszyngtona, uważa, że uzależnił się on od eteru, bo substancja ta pozwalała mu złagodzić nerwicę, jaką przywiózł ze sobą z wojny.
Dowództwo piechoty morskiej posiadało informacje, że Borges w przeszłości używał narkotyków, wiedziało także, że uzależnił się od eteru. Mimo to, jak głosi pozew, nie odsunięto go od zadań, w których miał bezpośredni dostęp do narkotyku. Adwokat Borgesa powiedział w sądzie, iż wojsko nie zaproponowało jego klientowi leczenia odwykowego.
4 miesiące po powrocie Borgesa z Iraku, urzędnicy wojskowi zdecydowali się zwolnić go ze służby po tym, jak złapali go na wdychaniu eteru w jego samochodzie. Zatrzymali pojazd, w którym znajdowało się kilkanaście kanistrów rządowego eteru i umieścili Borgesa, który groził, że targnie się na własne życie, na oddziale psychiatrycznym szpitala w bazie wojskowej.
- Znalazł się wreszcie pod opieką psychiatry, ale wycofali go z terapii, bo stwarzał problemy, a oni chcieli się go pozbyć - mówi Weber. - Wypisali go ze szpitala, wręczyli kluczyki do samochodu, a jego przełożony powiedział: “Jeśli nie będziesz ostrożny, to kogoś zabijesz”.
Kiedy Borges odebrał swój samochód, odkrył, że żołnierze pozostawili w nim kanistry z eterem - podczas procesu urzędnicy wojskowi powiedzieli, że nie mieli gdzie ich przechować - i natychmiast się odurzył. Następnie wjechał pod prąd na autostradę, zderzając się czołowo z innym samochodem i zabijając 19-letnią Jamie Marie Lumsden, córkę żołnierza piechoty morskiej odbywającego służbę w Iraku, oraz ciężko raniąc 4 inne osoby.
Borgesa uznano winnym zabójstwa drugiego stopnia i skazano na karę pozbawienia wolności od 24 do 32 lat. Zagubiony w Las Vegas
Amerykańska armia niedawno opracowała kurs szkoleniowy pod nazwą “Battlemind Training”, mający pomóc żołnierzom w psychologicznym przejściu z powrotem do cywila. “Na polu bitwy wróg jest naszym celem”, czytamy w materiałach szkoleniowych, “W domu jednak nie ma wrogów”.
Nie jest łatwo się tego nauczyć. Wielu wojskowych i żołnierzy piechoty morskiej po powrocie do domu toczy wojnę ze swoimi partnerami życiowymi, dziećmi, kolegami z oddziału, światem zewnętrznym i, w ostatecznym rozrachunku, z samymi sobą.
- Z mojego doświadczenia wynika, że większość z tych weteranów odczuwa ogromne poczucie winy z powodu wyrządzonych przez siebie bezsensownych krzywd” - mówi Dr Shay. “Większość weteranów nie chce ranić innych ludzi”.
Po powrocie z Iraku Matthew Sepi zamknął się w sobie.
Ten młody Indianin z plemienia Navaho, nie widząc dla siebie perspektyw w rodzinnym miasteczku Winslow w Arizonie, wstąpił do amerykańskiej armii w wieku 16 lat, za pisemną zgodą swojej matki.
To, co zobaczył na wojnie w Iraku przerosło tego nastolatka bez większego doświadczenia życiowego. Znalazł się on w samym środku najgorętszych walk. Kiedy jego brygada piechoty przyjechała do Iraku w kwietniu 2003 r., jej zadaniem było rozgromienie stawiających opór bastionów Gwardii Republikańskiej na północ od Bagdadu.
- Mówiono, że wojna się już zakończyła, lecz było to dalekie od prawdy - mówi Sepi. - Służyłem w wojskach lądowych, z granatnikiem doczepionym do mojego M-16. To ja z kolegami musieliśmy szturmować domy. Wchodziliśmy do budynków i je oczyszczaliśmy. Strzelaliśmy i do nas strzelano.
Po roku uczestnictwa w walkach, Sepi powrócił do Fort Carson w Kolorado, gdzie życie wydawało się nudne i rutynowe. Żołnierze nie mówili o swoich doświadczeniach wojennych ani emocjach, jakie towarzyszyły im po powrocie. Zamiast tego imprezowali, a przez picie alkoholu zarówno Sepi, jak i inni żołnierze, wpadli w kłopoty. Matthew aresztowano za nielegalne picie alkoholu (był nieletni) oraz jazdę po pijanemu. Nakazano mu uczestnictwo w szkoleniu o szkodliwości narkotyków i alkoholu oraz w terapii. Wkrótce potem zdecydował się porzucić służbę w wojsku.
Po zwolnieniu z wojska, “z kilkoma małymi medalami”, Matthew nie mógł się odnaleźć, postanowił więc przeprowadzić się do Las Vegas, obcego mu miasta, ze znajomym znajomego. Bez grosza przy duszy zamieszkał w dzielnicy Naked City, nazwanej tak na cześć tancerek rewiowych, które kiedyś opalały się tam topless. Wynajął rojącą się od karaluchów norę z dziurą w ścianie i zatrudnił przy robotach drogowych, a także w fabryce przy produkcji plastikowych butelek. Opuszczony i samotny zaczął odczuwać wpływ swoich doświadczeń na polu walki.
W Las Vegas zaopiekował się nim jego terapeuta ds. uzależnienia alkoholowego, rozpoznając u Matthew objawy zespołu stresu pourazowego związanego z wojną, takie jak nerwowość, uderzenia adrenaliny, koszmary senne i potrzebę upijania się do nieprzytomności.
Terapeuta skierował go do specjalistów w szpitalu Departamentu ds. Weteranów. Matthew Sepi mówi, iż zadzwonił do Departamentu, gdzie poinformowano go, że musi zjawić się osobiście. Jednakże pracując na 12-godzinne zmiany w fabryce butelek, nie zrobił tego.
W lipcu 2005 r., kiedy go aresztowano, przedstawił się jako weteran wojny w Iraku. Ale, jak mówi oficer Andersen, “Nie zachowywał się jak weteran wojenny. Zachowywał się jak wystraszony dzieciak”.
Nietypowa ugoda sądowa
Wkrótce potem Nancy Lemcke, obrońca z urzędu, odwiedziła Matthew w więzieniu. - Zapytałam go, czy wie, co to jest zespół stresu pourazowego - mówi Lemcke. - Zaczyna opowiadać mi o Iraku i nagle do oczu napływają mu łzy i krzyczy: “Pomyliliśmy domy! Pomyliliśmy domy!” I praktycznie wpada w histerię.
W ramach działań mających na celu złamanie oporu w samym mieście i w okolicach miasta Balad, Matthew Sepi i jego jednostka co noc otrzymywali listę celów do ujęcia w nocy. Zamaskowani amerykańscy żołnierze chyłkiem przemykali się przez miasteczka, odhaczając kolejne cele na liście, w każdym domu detonując ładunki C-4, by ogłuszyć jego mieszkańców i zmusić ich do poddania się.
- Tej konkretnej nocy w grudniu 2003 r. było ponad 100 celów do ataku - mówi Sepi. - Każdy zespół miał swoją listę. W jednym z domów wysadziliśmy bramę i zobaczyliśmy, że tuż za bramą w samochodzie siedzi mężczyzna. Wkroczyliśmy do akcji, a on wytoczył się z samochodu, płonąc. Biegał dookoła podwórka, cały w płomieniach. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić, a on nagle upadł, weszliśmy do domu, przeszukaliśmy go i okazało się, że to była pomyłka.
Chociaż Matthew Sepi mówi, że wówczas czuł się źle, to jednak wiedział, że tylko wykonywał rozkazy, a wojsko wypłaciło rodzinie zmarłego mężczyzny odszkodowanie. Nie wiedział jednak, że obraz płonącego irackiego cywila będzie mu już zawsze towarzyszyć niczym widmo.
Słuchając, jak Matthew opowiada historię śmierci w Iraku, która nie daje mu spokoju, jednocześnie zmagając się z wyrzutami sumienia związanymi z zabójstwem, którego dokonał w Las Vegas, jego adwokat była coraz bardziej zdeterminowana, by mu pomóc. - Ta historia była tak wstrząsająca, jego emocje nie do opanowania, a on sam w tak opłakanym stanie - mówi Lemcke.
Lemcke udało się wzbudzić współczucie dla młodego żołnierza wśród urzędników wymiaru sprawiedliwości zajmujących się sprawą. Dochodzenie potwierdziło wersję o zabójstwie w obronie własnej, jednakże nigdy nie udało się ustalić, kto strzelił pierwszy. Policja przyznała, że napastnicy mieli znaczną przewagę - Sepi ważył 59 kg, a jego przeciwnicy 95 kg (mężczyzna) i 90 kg (kobieta). Nie bez znaczenia okazał się też fakt, że ofiary Matthew Sepiego były włóczęgami, bez rodziny, która dochodziłaby sprawiedliwości.
Policja poinformowała, iż 36-letni Kevin Ratcliff, postrzelony i zraniony przez Sepiego, należał do gangu Crips oraz był już karany za ciężkie przestępstwo; 47-letnia Sharon Jackson, zabita, należała do gangu NC, Naked City, a sekcja zwłok wykazała obecność w jej krwi alkoholu, kokainy i metamfetaminy.
Zachęcona poparciem ze strony kolegów Matthew z wojska oraz orędowników w sprawach weteranów wojennych, Lemcke naciskała na Departament ds. Weteranów, by ten znalazł programy leczenia, w których jej klient mógłby uczestniczyć. Pozwoliło to na zawarcie nietypowej ugody z lokalną prokuraturą: w zamian za pomyślne zakończenie terapii odwykowej oraz leczenia zespołu stresu pourazowego, zarzuty przeciwko Matthew Sepiemu zostałyby wycofane.
Po około 3 miesiącach spędzonych w więzieniu, następne 3 miesiące Matthew spędził w Prescott w Arizonie, uczestnicząc w leczeniu odwykowym, gdzie siwiejący weterani stanowili najlepszą lekcję poglądową: “Nie chcę być taki, jak oni, kiedy dorosnę” - obiecał sobie. Na początku 2006 r. przeniósł się do centrum leczenia zespołu stresu pourazowego prowadzonego przez Departament ds. Weteranów w Topeka, w Kansas, gdzie nauczył się, jak radzić sobie z gniewem, smutkiem i poczuciem winy, jak i z objawami nerwicy, oraz zwalczać nocne koszmary.
- Z jakiegoś powodu nie nękają mnie już złe sny - mówi. - To całkiem fajnie.
Mając możliwość zacząć życie od nowa, Matthew Sepi stawia pierwsze kroki w dorosłe życie. Zamieszkał w Phoenix, zapisał się do technikum samochodowego i dostał pracę jako spawacz w dużym zakładzie piekarniczym. Od czasu do czasu, gdy usłyszy głośny huk, czuje, jak przyspiesza mu tętno i oblewa się zimnym potem, gotowy do walki. Jednakże dziś wie, jak się uspokoić, nie posiada już broni, jest trzeźwy, a otrzeźwiło go to, co uczynił.
- Gdybym mógł wymazać tę noc - mówi, wspominając upalną letnią noc w Las Vegas, kiedy aresztowano go za zabójstwo - to tak bym zrobił. Zabijanie jest częścią wojny, ale tutaj, w kraju…