Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Żydowski ruch narodowy i arabski ruch narodowy pojawiły się na historycznej scenie równolegle, w połowie XIX wieku. Wraz z przybyciem do Palestyny pierwszych syjonistów w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, oba ruchy po raz pierwszy znalazły się w sytuacji bezpośredniej konfrontacji. W tym czasie Palestyna była nadal częścią Imperium Osmańskiego i sukces bądź porażka wczesnych żydowskich osadników w dużej skali zależały od polityki Istambułu. Arabska reakcja w Palestynie, bądź gdziekolwiek indziej na Bliskim Wschodzie, miała jedynie marginalny, jeśli w ogóle, wpływ na politykę osmańską. Od początku żydowskich prób osiedlenia się w Palestynie, osmański rząd oraz sułtan Abd al-Hamid II (1875-1908), który okazał się ostatnim efektywnym władcą dynastii osmańskiej, przyjęli negatywne nastawienie wobec syjonizmu. Gdy w roku 1908 do władzy (na terenie imperium osmańskiego) doszli młodoturcy, kontynuowali oni tę samą politykę, obawiając się – podobnie jak przed nimi sułtan – że syjonizm jest tylko kolejnym narzędziem realizowania europejskich ambicji na Bliskim Wschodzie i kolejnym sposobem podważania znaczenia Istambułu w regionie. W dodatku, syjonistyczni osadnicy pochodzili głównie z Rosji i postrzegani byli przez Turków jako potencjalni sojusznicy Imperium Rosyjskiego – którego ambicje związane z Bałkanami oraz północnymi rejonami Anatolii stanowiły dla Imperium Osmańskiego jedno z głównych zewnętrznych zagrożeń. Lewą Nogą Ilan Pappé (wykładowca historii Bliskiego Wschodu na Uniwersytecie w Hajfie i kieruje izraelskim Instytutem Pokoju.) Żydowski ruch narodowy i arabski ruch narodowy pojawiły się na historycznej scenie równolegle, w połowie XIX wieku. Wraz z przybyciem do Palestyny pierwszych syjonistów w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, oba ruchy po raz pierwszy znalazły się w sytuacji bezpośredniej konfrontacji. W tym czasie Palestyna była nadal częścią Imperium Osmańskiego i sukces bądź porażka wczesnych żydowskich osadników w dużej skali zależały od polityki Istambułu. Arabska reakcja w Palestynie, bądź gdziekolwiek indziej na Bliskim Wschodzie, miała jedynie marginalny, jeśli w ogóle, wpływ na politykę osmańską. Od początku żydowskich prób osiedlenia się w Palestynie, osmański rząd oraz sułtan Abd al-Hamid II (1875-1908), który okazał się ostatnim efektywnym władcą dynastii osmańskiej, przyjęli negatywne nastawienie wobec syjonizmu. Gdy w roku 1908 do władzy (na terenie imperium osmańskiego) doszli młodoturcy, kontynuowali oni tę samą politykę, obawiając się – podobnie jak przed nimi sułtan – że syjonizm jest tylko kolejnym narzędziem realizowania europejskich ambicji na Bliskim Wschodzie i kolejnym sposobem podważania znaczenia Istambułu w regionie. W dodatku, syjonistyczni osadnicy pochodzili głównie z Rosji i postrzegani byli przez Turków jako potencjalni sojusznicy Imperium Rosyjskiego – którego ambicje związane z Bałkanami oraz północnymi rejonami Anatolii stanowiły dla Imperium Osmańskiego jedno z głównych zewnętrznych zagrożeń. Jednakże, ostatnia faza władzy osmańskiej charakteryzowała się polityczną niestabilnością oraz niezdolnością rządu centralnego do narzucenia swej woli w wielu dystryktach osmańskiej Palestyny. Dzięki przekupstwu i innym formom perswazji, energicznym przywódcom rodzącego się ruchu syjonistycznego udało się okpić osmański rząd kategorycznie przeciwstawiający się osadnictwu Żydów w Palestynie. Dlatego, mimo oficjalnej polityki Sułtana Abd al-Hamida II, to właśnie w późnym okresie osmańskim położono fundamenty pod żydowską ojczyznę. O ile Osmanowie wydawali się obojętni na położenie Palestyńczyków, o tyle liderzy syjonistyczni całkowicie je ignorowali. Teodor Herzl, przywódca i założyciel syjonizmu, jest często cytowany jako autor wypowiedzi stwierdzającej, że Palestyna jest „ziemią bez ludzi dla ludzi bez ziemi”. W rzeczywistości to nie Herzl, tylko Israel Zangwill, jeden z tych, którzy stanowili zapowiedź ruchu syjonistycznego, wypowiedział te słowa w roku 1901. Niemniej, jest całkiem oczywiste, że podobnie jak inni Syjoniści, Herzl nie był świadom, bądź też nie poświęcał zbyt wiele uwagi kwestii rdzennej populacji palestyńskiej. Kiedy pierwsi żydowscy osadnicy spróbowali zakupić ziemię i osiedlić się, natychmiast doskonale zdali sobie sprawę z obecności Palestyńczyków w „Ziemi Obiecanej”. Pierwszą grupą osadników, która przybyła do Palestyny byli młodzi rosyjscy intelektualiści zwani billuim. Od swojego przybycia w roku 1883 napotkali oni arabskie oburzenie i wrogość, które przypisali ksenofobicznemu nastawieniu Arabów, gdziekolwiek by się nie znajdowali. Niemniej, mamy również obfite historyczne dowody gościnnego i hojnego przyjęcia przez Arabów nowych imigranckich osadników. Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych pojawiają się doniesienia o narastających konfliktach lokalnych, dotyczących takich kwestii jak dostęp do zasobów wodnych, pastwisk, żniw itp. Pierwsze poważne starcie między rdzennymi Arabami i osadnikami żydowskimi nastąpiło 29 marca 1886 roku, w pasie przybrzeżnym. Arabscy wieśniacy z Jahudy zaatakowali Petach Tikwę, najstarsze osiedle żydowskie (założone w roku 1878). To uruchomiło falę ataków w innych regionach Palestyny i doprowadziło do pierwszych zorganizowanych protestów palestyńskich wobec żydowskich wysiłków osadniczych. W roku 1893, Tahir al-Husajni, mufti Jerozolimy i jeden z liderów społeczności muzułmańskiej w Palestynie – ponad 75 proc. Palestyńczyków było muzułmanami – rozpoczął działalność skierowaną przeciwko żydowskiemu osadnictwu i imigracji. Uważał on, że żydowskie usiłowania zakupu gruntów i zwiększenia swojej liczebności w Palestynie stanowią bezpośrednie zagrożenie dla istniejącej tu społeczności arabskiej; przekonanie to od tego czasu podzielane było przez wielu innych członków rodziny Husajniego. Syn Tahira, Hajj Amin al-Husajni, który został muftim Jerozolimy w roku 1920, odziedziczył po ojcu nie tylko stanowisko, ale i ideologię, i kontynuował kampanię przeciwko syjonizmowi na gruncie narodowym. Tak więc praktycznie od początku, kwestią centralną była ziemia. Każdy żydowski jej zakup postrzegany był przez wielu Palestyńczyków jako kolejny krok ku realizacji syjonistycznego marzenia – marzenia, którego realizacja mogła w ich oczach przynieść Palestyńczykom wyłącznie krzywdę. W okolicach lat 1910-1911, intelektualiści i dziennikarze w Palestynie, jak również w całym świecie arabskim zaczęli pisać o narodowym konflikcie, przede wszystkim koncentrując się na kwestii ziemi. Aktywiści żydowscy w Palestynie wyrażali się na temat konfliktu w tych samych kategoriach. W roku 1911 spór zaognił się w związku z walką o zatrudnienie. „Hebrajska Praca” (Avoda Ivrit) stało się syjonistycznym hasłem dnia, a Żydzi świadomie rozpoczęli z miejscowymi Arabami współzawodnictwo o garść miejsc pracy dostępnych w miastach. Podczas gdy w roku 1910 nie było to nic poza próbą – zresztą niezbyt udaną – problem stał się znacznie bardziej bolesny w latach 20-tych, kiedy nowi żydowscy imigranci zaczęli zastępować arabskich robotników rolnych w żydowskich gospodarstwach. Zaakcentowaliśmy te konkretne kwestie, gdyż wraz z nasilającą się żydowską obecnością w Palestynie, narastały syjonistyczne żądania w odniesieniu do ziemi, jednocześnie zaostrzając walkę o pracę. W latach trzydziestych, narastająca, w wyniku postępów nazizmu i faszyzmu w Europie, żydowska imigracja do Palestyny wywoływała wśród Palestyńczyków wzrastające poczucie strachu i oburzenia, co znalazło swoją kulminację w arabskiej rewolcie lat 1936-39. Palestyna dostała się pod brytyjskie panowanie pod koniec 1918 roku. Generał Allenby, dowódca Egipskich Sił Ekspedycyjnych, zajął byłe osmańskie prowincje Palestyny w wyniku krwawej bitwy z Kemalem Paszą, dowodzącym Czwartą Armią Turecką. W ten sposób, czterysta lat władzy osmańskiej i prawie tysiąclecie muzułmańskiej dominacji dobiegły końca. Brytyjczycy, podobnie jak czynili to w innych rejonach arabskiego Bliskiego Wschodu zajętych przez Ententę po pierwszej wojnie światowej, ustanowili w Palestynie administrację wojskową. Zgodnie z porozumieniem osiągniętym w trakcie wojny przez Brytyjczyków i Francuzów, umową Sykes-Picot z maja 1916 roku, Palestyna miała stać się międzynarodową enklawą, a reszta arabskiego Bliskiego Wschodu została podzielona między brytyjską i francuską strefę wpływów. Jednak, gdy we wrześniu 1919 roku premierzy Wielkiej Brytanii i Francji, David Lloyd George i Georges Clemenceau, zgodzili się na rewizję układu Sykes-Picot, Palestyna dostała się w orbitę brytyjską. W wyniku ich spotkania w Deauville, we Francji, Clemenceau, niechętnie i zgodnie z niektórymi relacjami z wyraźnym gniewem, scedował Palestynę na rzecz Wielkiej Brytanii. Koncepcja ustanowienia w Palestynie regionu międzynarodowego została zarzucona, a Mosul przeszedł z rąk francuskich w brytyjskie. W zamian za to Brytyjczycy ponowili swoje poparcie dla francuskiej kontroli nad Syrią i Libanem, zgodnie z literą układu Sykes-Picot. Chociaż Francuzi zdawali się bardzo niewiele zyskiwać na rewizji umowy, istniały dwa poważne argumenty skłaniające do uległości wobec brytyjskiego nacisku. Po pierwsze, w tamtym momencie na arabskich terytoriach nie stacjonowały żadne francuskie wojska, po drugie, Clemenceau nie mógł sobie pozwolić na utratę przez Brytyjczyków dobrej woli w trakcie dyskusji o losie Niemiec i Europy prowadzonej podczas konferencji pokojowej. Dlatego właśnie, kiedy w kwietniu 1920 roku zwołano do San Remo ostatnią sesję konferencji pokojowej, Wielkiej Brytanii zagwarantowano mandat nad Palestyną i w następstwie tego, w tym samym roku, administracja wojskowa została zastąpiona przez rząd mandatowy. Palestyński statut mandatowy zawierał zarówno podpisaną 2 listopada 1917 roku Deklarację Balfoura, zawierającą mgliste określenia dotyczące brytyjskich działań zmierzających do ustanowienia kraju żydowskiego w Palestynie; jak i 22-gą klauzulę Konwencji Ligi Narodów, obdarzającą Wielką Brytanię „świętym zaufaniem cywilizacji” w kwestii pomocy Palestynie w osiągnięciu pełnej niepodległości. Zgodnie z tą klauzulą, celem systemu mandatowego była pomoc byłym prowincjom osmańskim Bliskiego Wschodu w osiągnięciu statusu niepodległych państw. To był cel, do którego osiągnięcia Liga Narodów wyznaczyła jako potęgi mandatowe Francję i Anglię, zwycięskich sojuszników na froncie bliskowschodnim, pod których przewodnictwem i nadzorem nowo uformowane państwa miały zmierzać ku pełnej niepodległości. Stany Zjednoczone również zostały upoważnione do sprawowania funkcji mandatowych, jednak ich wycofanie się ze światowej polityki w roku 1920 – wynikające z nasilających się w Kongresie tendencji izolacjonistycznych – pozostawiło całą przestrzeń dwóm europejskim potęgom kolonialnym. Granice mandatowej Palestyny, po raz pierwszy nakreślone w układzie Sykes-Picot, otrzymały swój ostateczny kształt w trakcie długich i żmudnych negocjacji prowadzonych przez brytyjskich i francuskich przedstawicieli, pomiędzy 1919 a 1922 rokiem. Dwie główne kwestie dotyczyły granic północnych i wschodnich – granica południowa była „wewnętrzną” sprawą brytyjską, ponieważ Egipt znajdował się pod brytyjskimi wpływami i granica, która została ustalona w okresie osmańskim w roku 1907, pozostała nienaruszona. Na północy, ostateczne wytyczenie granicy zostało zdeterminowane przez kwestie zasobów wody, dróg strategicznych oraz problemy ekonomiczne. Mając na uwadze fundamentalną wagę, jaką kwestie tej granicy odgrywały w trakcie konfliktu arabsko-izraelskiego, warto pamiętać, że w październiku 1919 roku Brytyjczycy postrzegali tereny leżące dziś na południu Libanu oraz większość południowej Syrii jako część mandatowej brytyjskiej Palestyny. Szersze uwarunkowania polityki kolonialnej skłoniły Brytyjczyków do porzucenia tego stanowiska i to urzędnicy Ministerstwa Kolonii oraz bliskowschodniego komitetu Ministerstwa Spraw Zagranicznych ostatecznie określili terytorialne ramy Palestyny. Na wschodzie sprawy były bardziej skomplikowane. Trudności wynikły z debaty o przyszłości Transjordanii. Kraj ten, w większości jałowy i niezamieszkały, stanowił część osmańskiej prowincji Damaszku, która na mocy układu Sykes-Picot została przyznana Francji. Jednakże, szarif Husajn, przywódca haszemickiej (1) rodziny z Hidżazu (2) oraz brytyjski sojusznik w wojnie z Turkami, został przekonany przez Londyn, że Syria, lub przynajmniej jej część, może po wojnie stać się niezależnym państwem arabskim. Brytyjskie gwarancje zawarte były w poprzedzającej układ Sykes-Picot, tajnej korespondencji między Husajnem a MacMahonem, brytyjskim Wysokim Komisarzem do spraw Egiptu. Jako dynastia, Haszemici mieli odegrać ważną rolę w wojnie 1948 roku oraz w będących jej konsekwencją negocjacjach pokojowych. Wywodzący się z Hidżazu Haszemici byli szlachetnym klanem, potomkami Proroka Mahometa, któremu Osmanowie zagwarantowali przywilej nadzoru nad dwoma najświętszymi miejscami islamu, Mekką i Medyną. W zamian za ich pomoc w wojnie przeciwko Turkom, Brytyjczycy obiecali im udział w sprawowaniu kontroli nad kilkoma arabskimi terytoriami, poprzednio kontrolowanymi przez Osmanów. To było sedno korespondencji między Husajnem a MacMahonem – mglisty, niejasny układ (w oczach większości historyków było to niezamierzone), który w rzeczywistości stał w sprzeczności z brytyjskim porozumieniem z Francuzami, dotyczącym przyszłości arabskiego Bliskiego Wschodu. Brytyjski rząd był podzielony w kwestii swego stosunku do Haszemitów. Eli Kedourie twierdził, że pro-haszemicka szkoła myślenia w rządzie brytyjskim była przyczyną popełniania przez Wielką Brytanię w swej polityce bliskowschodniej jednego błędu za drugim, co okazało się być równoznaczne z niewymuszonym samobójstwem. Chodzi o to, że Anglia, mimo swoich ówczesnych możliwości narzucenia każdego pożądanego przez siebie rozwiązania, pozwoliła lokalnym przywódcom arabskim zdobyć kontrolę nad kluczowymi dla brytyjskiego imperium terenami. Po zakończeniu okupacji Damaszku w grudniu 1918 roku, Brytyjczycy pozwolili jednemu z synów Husajna, Fajsalowi, ustanowić się de facto władcą Syrii, zwanej później „Wielką Syrią”, która obejmowała Syrię, Liban i Transjordanię. Mimo iż Fajsal aspirował również do zwierzchnictwa nad Palestyną, nie stanowiła ona części Wielkiej Syrii. Stąd, w czasach tego krótkotrwałego królestwa, wschodnią granicę Palestyny stanowiła w zasadzie rzeka Jordan. Jednakże, brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które w tamtym czasie nie przejawiało jakichkolwiek pro-haszemickich inklinacji, dokonało rozstrzygnięć na rzecz francuskiej Syrii i w ten sposób zmniejszyło dolegliwość postanowień układu z Deauville. Palestyńska granica po raz kolejny przesunięta została na syryjską pustynię, a brytyjski mandat został rozszerzony na Transjordanię (w ten sposób brutalnie pozbawiono dzisiejszą Jordanię Zachodniego Brzegu). Brytyjska armia wycofała się z Damaszku pod koniec 1919 roku i syryjska armia Fajsala została postawiona oko w oko z siłami francuskimi, które w tym czasie przesunęły się z libańskiego wybrzeża w stronę Syrii. Po bitwie pod Majsalun w lipcu 1920, królestwo „Wielkiej Syrii” stało się w przeciągu kilku godzin francuskim mandatem. Po ucieczce do Hajfy, Brytyjczycy zaproponowali Fajsalowi w zamian za tron syryjski, tytuł króla Iraku – chociaż byli arabscy oficerowie armii osmańskiej obiecali iracki tron bratu Fajsala, Abdullahowi. Jednakże, to właśnie Brytyjczycy byli rozgrywającymi w tej grze i mogli manipulować Haszemitami jak pionkami na szachownicy. Na razie, decydenci woleli pozostawić Abdullaha jako króla bez królestwa i zachować bagdadzki wakat dla jego młodszego brata Fajsala. Abdullah został zdegradowany do stanowiska ministra spraw zagranicznych przy dworze jego ojca w Hidżazie – który został uznany po wojnie za niepodległe państwo. Oczywiście Abdullah nie był na dłuższą metę zadowolony z takiego spadku swojego znaczenia i, zgodnie z ostatnią biografią, czuł również, że Hidżaz, zagrożony przez swych sąsiadów z południa (Idris z Asyrii) oraz wrogów ze wschodu (Saudowie z Nadżdżu), nie jest dla Haszemitów miejscem bezpiecznym. Abdullah był szczególnie świadom zagrożenia saudyjskiego, jako że był osobiście odpowiedzialny za porażkę Haszemitów w bitwie przeciwko Ibn Saudowi w Turabie, w maju 1919 roku. Pod koniec roku 1920 zwerbował około tysiąca ludzi i wraz z ich rodzinami udał się w daleką podróż z Hidżazu do Transjordanii, deklarując intencję odzyskania Damaszku z rąk Francuzów. Istnieje wiele historiograficznych prób wyjaśnienia decyzji Abdullaha o podjęciu tej wojskowej ekspedycji. Niektórzy uważają, że w istocie zamierzał on odzyskać Syrię, podczas gdy inni postrzegają go jako przenikliwego polityka, który zdecydował się na taki desperacki krok w celu uzyskania solidnego punktu oparcia (a być może królestwa), możliwie jak najdalej od politycznych ruchomych piasków Arabii. Wygląda na to, że doświadczony haszemicki książę uważał przez moment, że w militarnej konfrontacji z Francuzami da sobie radę znacznie lepiej, niż jego brat. Jakakolwiek była tego przyczyna, Abdullah skierował się do Damaszku zimą 1920-21 r., a brytyjskie władze pozwoliły mu i jego stronnikom pozostać w Transjordanii, bojąc się komplikacji w stosunkach anglo-francuskich, a także dlatego, że i tak nie dysponowali siłą pozwalającą na wydalenie go. Brytyjskim urzędnikom udało się ostatecznie przekonać sekretarza stanu do spraw kolonii, Winstona Churchilla, iż haszemickie panowanie w Transjordanii może w ostatecznym rozrachunku opłacać się Wielkiej Brytanii. Nie tylko był to najtańszy sposób na kontrolowanie relatywnie nieistotnego obszaru, ale mogło również służyć za formę zadośćuczynienia Haszemitom za utratę Damaszku. Z upływem czasu Brytyjczycy zaczęli w coraz większym stopniu zależeć od zdolności Haszemitów do utrzymywania spokoju wzdłuż potencjalnie niespokojnej granicy Palestyny; stabilizacja panowania Abdullaha w Transjordanii była w tym samym stopniu w interesie Brytyjczyków, co Haszemitów. Dla syjonistów obecność Haszemitów w Transjordanii oznaczała poważne ograniczenie obszaru żydowskiego osadnictwa w Palestynie – biorąc pod uwagę, że deklaracja Balfoura, która zachęcała Żydów do osiedlania się w „Palestynie” nie definiowała jej terytorialnych granic. Z tych przyczyn, Churchill zdecydował zebrać w marcu 1921 roku w Kairze swoich bliskowschodnich ekspertów, w celu przedyskutowania i ustalenia brytyjskiej polityki wobec tego obszaru. Jedną z podjętych wówczas decyzji była zgoda na półroczny okres próbny dla Abdullaha jako władcy Transjordanii. Musiał on ów egzamin zdać, ponieważ nigdy nie opuścił swojego królestwa, aż do śmierci z rąk zabójcy w roku 1951. Rozwiązanie kwestii haszemickich ambicji w Transjordanii stawiało na porządku dnia brytyjską obietnicę złożoną wcześniej żydowskiemu ruchowi narodowemu – syjonizmowi. Deklaracja Balfoura z 2 listopada 1917 roku, aczkolwiek w niewyraźnych sformułowaniach, gwarantowała Żydom prawo do zbudowania swojej ojczyzny w Palestynie. Zgodnie z tym, kiedy Palestyna dostała się pod panowanie brytyjskie, syjoniści oczekiwali od Anglii, iż ustanowi ona władzę mandatową, która swoim natychmiastowym celem uczyni wprowadzenie deklaracji w życie. Większość syjonistów uważała w tamtych czasach Transjordanię za część biblijnej Palestyny. Jednakże wobec faktu, że żydowska społeczność stanowiła tylko jedną dziesiątą całej populacji, większość przywódców syjonistycznych, która była zarówno anglofilska jak i pragmatyczna, nie oponowała przeciwko utworzeniu w Transjordanii haszemickiej jednostki politycznej. Z powodu tego przyzwolenia, Włodzimierz Żabotyński, przewodzący grupie bardziej radykalnych syjonistów, dokonał secesji od głównego nurtu syjonizmu – kreując w ten sposób rozłam mający po dziś dzień wpływ na izraelską politykę. Syjonistyczna zgoda na nowe ustalenia pozwoliła Churchillowi na realizację planów wypracowanych w Kairze. Warto zaznaczyć, że jego decyzja o zezwoleniu Abdullahowi na pozostanie w Transjordanii wynikała z niechęci wobec otwartego przeciwstawienia mu się w Ammanie, jak również z przekonania, że haszemicka obecność w Transjordanii ułatwi Brytyjczykom sprawowanie kontroli nad rozlicznymi w tym rejonie plemionami beduińskimi, które tradycyjnie odrzucały jakąkolwiek formę rządu centralnego. Możliwe również, że widział to jako środek wychodzący naprzeciw niektórym haszemickim żądaniom oraz dezawuujący ich oskarżenia o niedotrzymanie przez Brytyjczyków podjętych zobowiązań. Oddzielenie Transjordanii od Palestyny we wrześniu 1922 roku nie zmieniło biegu ani rozwoju arabsko-żydowskiego konfliktu w zachodniej Palestynie. Od momentu proklamacji mandatu w lipcu 1922 roku, sednem problemu była sprzeczność między teorią i uzasadnieniem systemu mandatowego z jednej strony i realną rzeczywistością w Palestynie z drugiej. Zgodnie z mandatem, Wielka Brytania była odpowiedzialna za rozwój kraju w kierunku niepodległości, lecz zawierało to w sobie również deklarację Balfoura z jej nieokreślonym zobowiązaniem wobec przyszłego „żydowskiego domu” w Palestynie. Z biegiem czasu, oba te cele okazały się nie do pogodzenia. Nie tylko sytuacja demograficzna, a konkretnie fakt, że Żydzi w Palestynie stanowili zaledwie jedną dziesiątą populacji, ale również, co bardziej istotne, powstanie arabskiego palestyńskiego ruchu narodowego wymuszało niezależność Palestyny w kształcie określonym przez traktat. W trakcie pierwszych dziesięciu lat sprawowania mandatu, brytyjski rząd miał ciągle nadzieję, iż mimo sprzecznych interesów obie społeczności będą znajdować się pod brytyjskim panowaniem i wpływami, i zaakceptują koegzystencję. W roku 1926, wobec nowej fali imigracji z Polski, wywołanej tamtejszymi pogromami z roku 1924, żydowskie kierownictwo rozpoczęło skupowanie dużych połaci ziemi w Palestynie. Tak jak w latach 90-tych poprzedniego wieku, niezwykły wzrost imigracji i zakupu ziemi odmieniły Palestyńczyków; i tak jak we wczesnych latach wieku XX, żydowskie hasło „Hebrajska praca” znowu postrzegane było jako bezpośrednie zagrożenie dla arabskich warunków egzystencji w Palestynie. Wybuch przemocy między Arabami i Żydami w roku 1929 uświadomił Brytyjczykom, że Palestyna może być bardziej brzemieniem, niż cennym strategicznym nabytkiem. Począwszy od roku 1930 Brytyjczycy podjęli szereg inicjatyw, od podziału kraju zaczynając, a kończąc na jego kantonizacji, mających na celu rozwiązanie konfliktu. Jako że kierownictwo palestyńskich Arabów miało nadzieję, iż arabskie zaangażowanie i zasadniczo pro-arabskie ministerstwo spraw zagranicznych skłonią Wielką Brytanię do odrzucenia deklaracji Balfoura i przyzwolenia na ustanowienie arabskiego państwa unitarnego w Palestynie, odrzuciło ono większość zaproponowanych rozwiązań. Pod przywództwem Ben Guriona, Żydzi w Palestynie zaakceptowali większość planów, gdyż w ten czy inny sposób wszystkie one zawierały uznanie praw Żydów do własnego państwa. W tym czasie, żydowski gmach w Palestynie rozrastał się zarówno liczebnie, jak i jakościowo, i Palestyńczycy stawali się coraz bardziej świadomi niebezpieczeństw opisywanych przez Hajj Amin al-Husajniego. Bardziej zuchwała i mniej ograniczona, niż w latach 20-tych, żydowska imigracja i zakupy ziemi osiągnęły rekordowy poziom w latach 30-tych. Wobec Hitlera, który w Niemczech otwarcie wspierał wypędzenie ludności żydowskiej oraz naśladującego go Mussoliniego, arabski nacisk na konieczność rozwiązania tracił na znaczeniu w zestawieniu z natychmiastową koniecznością uratowania Żydów w Europie przed zagładą i zapewnienia im bezpiecznego schronienia. Do połowy lat 30-tych, Żydzi stanowili już jedną trzecią populacji i w dalszym ciągu cieszyli się poparciem wyrażonym w deklaracji Balfoura. Brak nadziei wobec polityki brytyjskiej popchnął w roku 1936 przywódców arabskich do trwającej trzy lata bezpośredniej rewolty przeciwko rządowi palestyńskiemu. Początkowo polegała ona na wykonywaniu regularnych uderzeń, lecz szybko przekształciła się w wojnę partyzancką skierowaną przeciwko brytyjskim instalacjom w Palestynie i angażującą ochotników z Syrii i Iraku jak również, w charakterze pomocniczym gdy sytuacja tego wymagała, wiejskie palestyńskie peryferia (miejska populacja była nastawiona bardziej nacjonalistycznie i dlatego była bardziej aktywna w rewolcie). Dzięki mediacji trzech arabskich władców, Ibn Sauda z Arabii Saudyjskiej, Faruka z Egiptu i Abdullaha z Transjordanii, w roku 1939 Brytyjczycy zgodzili się zmienić swoją politykę w Palestynie. Ta nowa polityka zawarta została w Białym Dokumencie z roku 1939. Zdaniem wielu żydowskich i izraelskich historyków otwarcie obiecywał on odrzucenie deklaracji Balfoura oraz poważne restrykcje wobec żydowskiej imigracji i zakupu ziemi. Jednak w tym czasie, Wielka Brytania była całkowicie pochłonięta wojną w Europie, a żydowska organizacja w Palestynie zainicjowała operacje nielegalnej imigracji i osadnictwa. Podczas gdy w pierwszych latach wojny Palestyńczycy łudzili się, że postępy Rommla w Afryce Północnej zapowiadają nową, korzystną dla Arabów erę na Bliskim Wschodzie, Żydzi opowiedzieli się po stronie aliantów, nawet przez chwilę nie wyrzekając się swoich politycznych aspiracji w Palestynie. Tu syjonistyczni przywódcy usiłowali osiągnąć niemożliwe: współpracować z Brytyjczykami przeciwko nazistom i w tym samym czasie przygotowywać się do możliwego konfliktu z Brytyjczykami w okresie powojennym. Jeszcze przed ostatecznym pokonaniem Niemiec wybuchła pod koniec roku 1944 otwarta walka między żydowskim podziemiem a armią brytyjską. Nowy rząd laburzystowski wyłoniony w wyniku wyborów parlamentarnych w lipcu 1945 roku musiał stawić czoła tej żydowskiej polityce konfrontacji. Zadanie określenia polityki brytyjskiej wobec Palestyny po roku 1945 zostało powierzone nowemu ministrowi spraw zagranicznych, Ernestowi Bevinowi. W trakcie swojej pierwszej konferencji prasowej, Bevin przejawiał spory optymizm w kwestii szans na rozwiązanie konfliktu. Jego partia prezentowała w trakcie kampanii wyborczej pro-syjonistyczny punkt widzenia i dlatego syjoniści oczekiwali, że Wielka Brytania przyjmie teraz wobec nich mniej wrogą postawę. Mimo iż Bevin był czołowym politykiem laburzystowskim, był on jednocześnie jak najbardziej konserwatywnym ministrem spraw zagranicznych, który w swoim stosunku wobec bloku wschodniego i byłego Imperium Brytyjskiego w żadnym stopniu nie odchodził od linii obrony tradycyjnych brytyjskich interesów. Utrzymywał on politykę podobną do realizowanej przez poprzedni gabinet – usiłując uspokoić obawy świata arabskiego poprzez ograniczenie zarówno żydowskiej imigracji do Palestyny jak i możliwości zakupu ziemi. Podobnie jak jego poprzednicy, Bevin proponował parę rozwiązań, które tym razem zostały odrzucone nie tylko przez Palestyńczyków, ale również przez syjonistów. Pierwsza i najważniejsza za czasów Bevina próba rozwiązania konfliktu podjęta została przez komitet anglo-amerykański, który zajmował się kwestią Palestyny od końca 1945 r., poprzez cały rok 1946. 31 sierpnia 1945 roku, poruszony sytuacją uratowanych z Holocaustu, amerykański prezydent Harry S. Truman wywarł nacisk na rząd brytyjski, aby ten zezwolił na natychmiastową imigrację 100 tysięcy Żydów z Europy do Palestyny. Brytyjskie ministerstwo Spraw Zagranicznych odpowiedziało sugestią powołania połączonego anglo-amerykańskiego komitetu badawczego, który miałby znaleźć rozwiązanie sytuacji żydowskich ocalonych i jednocześnie wydać opinię na temat rozstrzygnięcia arabsko-żydowskiego konfliktu w Palestynie. Początkowa pozytywna reakcja Bevina na inicjatywę amerykańską wynikała z jego pragnienia bardziej aktywnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w kwestię Palestyny. Po II wojnie światowej, amerykańska polityka izolacjonistyczna została zastąpiona kierunkiem na obronę i realizację interesów bloku zachodniego vis-á-vis Związku Radzieckiego. To doprowadziło do powstania głośnego aliansu anglo-amerykańskiego, którego Bevin był bez wątpienia jednym z głównych architektów. Z oczywistych przyczyn, próbował on wykorzystać siłę tej nowej, wspólnej transatlantyckiej woli w celu zwiększenia szans na znalezienie rozwiązania sytuacji w Palestynie. Co więcej, wierzył on, że taki sojusz mógłby ograniczyć wpływy amerykańskiej diaspory żydowskiej w Białym Domu, które postrzegał jako podstawową przyczynę braku jedności polityki obu mocarstw wobec Palestyny. Jakkolwiek większość historyków będzie twierdzić, że Bevin przeceniał wagę amerykańskich syjonistów zarówno w samych Stanach Zjednoczonych, jak i w Palestynie, niemniej oceniał on poprawnie wpływ amerykańskiej administracji na politykę syjonistyczną. Amerykanie krytycznie oceniali stosunek Bevina do syjonistycznych aspiracji, ale sami nie potrafili zaproponować rozwiązania alternatywnego; w rzeczywistości nie mieli oni ochoty dzielić brzemienia rozwiązywania problemu. W każdym razie, sześciu „nieoficjalnych obywateli” z każdego kraju wzięło udział w anglo-amerykańskim komitecie, który u progu 1946 roku wyruszył do Europy i Palestyny. Działalność tego komitetu oraz wnioski przezeń wypracowane w pewnym sensie należą do bilansu wojny roku 1948, gdyż oznaczają one początek dyplomatycznej walki między Palestyńczykami a syjonistami o sympatię i zrozumienie światowej opinii publicznej. Nie będąc czysto abstrakcyjnym pojęciem, światowa opinia publiczna posiadała swoje forum i swoją instytucję: Organizację Narodów Zjednoczonych, ponadnarodowe ciało utworzone przez zwycięskich aliantów w roku 1945 w celu rozwiązywania międzynarodowych problemów, a szczególnie takich konfliktów regionalnych jak kwestia palestyńska. Jako że osiągnięty na tym wczesnym etapie sukces syjonistów dał im istotną przewagę w następnych okresach dyplomatycznej batalii, opiszemy go tutaj w kilku szczegółach. Komitet rozpoczął swoje badania od odwiedzenia obozów dla uchodźców w Europie i dopiero potem przeniósł się do Palestyny. Główną przyczyną syjonistycznego sukcesu było wrażenie, jakie na członkach komitetu wywarł Holocaust. Delegaci z żydowskiej społeczności w Palestynie przekonali wielu mieszkańców obozów do przyjęcia pro-syjonistycznego punktu widzenia. Wszyscy żydowscy ocaleni mówili o swoim pragnieniu wyemigrowania do Palestyny: Większość z dipisów, którzy początkowo nie chcieli jechać do Palestyny została dość łatwo przekonana, że dla dobra większości powinni przed obliczem komitetu zaprezentować zjednoczony front żydowski. Kiedy komitet przybył do Palestyny, został on gorąco powitany przez Żydów i zbojkotowany przez Wysoki Komitet Arabski. To przechyliło sympatię komitetu na stronę żydowską, który i tak już był pod wrażeniem militarnej siły Żydów oraz ich osiągnięć w dziedzinie osadniczej ekspansji. Po wizycie w Palestynie większość członków komitetu zgadzało się z syjonistami co do konieczności powiązania demograficznej sytuacji Żydów w Europie i żydowskiego osadnictwa w Palestynie. W rzeczywistości komitet podzielił syjonistyczną argumentację, iż powinno brać się pod uwagę nie tylko rozmiar żydowskiej i arabskiej społeczności w samej Palestynie, ale również możliwość natychmiastowej masowej imigracji żydowskiej do tego kraju. Ten punkt widzenia został przyjęty przez amerykańskich członków komitetu w Waszyngtonie. Historycy różnią się w swych wyjaśnieniach przyczyn amerykańskiej odmowy współpracy z Brytyjczykami. Niektórzy utrzymują, że ruch syjonistyczny korzystał na kontrowersjach między USA a Wielką Brytanią, odnoszących się do wielu globalnych zagadnień, co skłaniało administrację amerykańską do przyjmowania bardziej pro-syjonistycznego kursu. Inni podkreślają, że szczere zaniepokojenie Trumana położeniem europejskich Żydów odgrywało istotną rolę w pro-syjonistycznej polityce jego administracji. Michael Cohen wskazuje, że: „Truman miał również inne, bardziej przyziemne powody, aby nagłaśniać swoje sympatie dla żydowskich ofiar. Jako niewybrany i niezwykle niepopularny w trakcie swej pierwszej kadencji prezydent, Truman w żadnym razie nie mógł sobie pozwolić na nic poniżej nadwrażliwości na tę kwestię.” Ponadto, jak wykazały ostatnie badania, nawet niesyjonistyczne organizacje żydowskie w USA – szczególnie Amerykański Kongres Żydów – sprawiały na komitecie i na administracji wrażenie, że w kwestiach praktycznych będą popierać koncepcję ustanowienia żydowskiego państwa. Powiązanie, jakie zostało wytworzone w umysłach członków komitetu pomiędzy losem europejskich przesiedleńców i Żydów w Palestynie, stanowi decydujący czynnik umożliwiający zrozumienie roli odgrywanej przez Holocaust w utworzeniu państwa Izrael. Izraelscy historycy nie zaprzeczają dziś tej zależności. 30 kwietnia 1946 roku anglo-amerykański komitet zakończył swoją pracę. Po pierwsze, rekomendował on obu rządom przyzwolenie na wpuszczenie do Palestyny 100 tysięcy Żydów z europejskich obozów dla uchodźców. Druga rekomendacja mogła wyłącznie zadowolić marginalną żydowską frakcję zwaną „Brit Shalom”; komitet sugerował ustanowienie dwunarodowego państwa pod administracją ONZ, które gwarantowałoby równe prawa oby społecznościom. Do czasu, gdy rekomendacje zostały upublicznione, zarówno Żydzi, jak i Arabowie w Palestynie mieli już wysokie aspiracje. Propozycje komitetu zostały odrzucone przez rząd brytyjski. Jednakże pierwsza rekomendacja znamionowała rzecz jasna znaczącą zmianę stanowiska zachodniej opinii publicznej i musiała ucieszyć syjonistycznych przywódców. Tak przedstawiała się sytuacja, kiedy oba mocarstwa postanowiły przemyśleć odrzucone rekomendacje komitetu anglo-amerykańskiego, desygnując do kolejnego komitetu badawczego dwóch przedstawicieli, Brytyjczyka Herberta Morrisona i amerykańskiego dyplomatę, Henry’ego F. Grady’ego. Komitet Morrisona-Grady’ego sugerował podział Palestyny na cztery prowincje pod patronatem międzynarodowym, a rząd brytyjski zaprosił obie strony do wzięcia udziału we wspólnej konferencji, mającej przedyskutować nową propozycję. Jednak dzielenie jabłka na czworo było równie nieatrakcyjne dla Palestyńczyków i Żydów, jak dzielenie go na dwie części i tylko kraje arabskie wysłały swoich przedstawicieli do wzięcia udziału w negocjacjach z Brytyjczykami. Bez uczestnictwa bezpośrednio zainteresowanych stron, konferencja okazała się próżnym zabiegiem dyplomatycznym. Oczywiste niezadowolenie Bevina z konkluzji osiągniętych przez komitet anglo-amerykański oraz rozczarowanie postawą stron wobec propozycji Morrisona-Grady’ego doprowadziło do ostatniej brytyjskiej próby rozwiązania konfliktu. Był to owoc własnych przemyśleń Bevina i konstytuował kompromis między tendencją jego Ministerstwa Spraw Zagranicznych do wspierania arabskich żądań państwa unitarnego oraz gotowością nowego sekretarza do spraw kolonii, Arthura Creech-Jonesa do poparcia koncepcji podziału. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opierało się na stwierdzeniu 76 artykułu Karty Narodów Zjednoczonych, które wspierało prawo do niepodległości każdego narodu, który sobie tego życzył. Niepodległości wprowadzanej zgodnie z zasadami demokratycznymi, takimi jak władza większości. W roku 1947 Arabowie stanowili ponad 65 procent populacji Palestyny i dlatego uzyskali poparcie brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z drugiej strony, Creech-Jones, akceptując odniesienie do wartości demokratycznych, zaznaczał, że ani jeden, jakkolwiek umiarkowany syjonista, nie zaakceptuje takiego rozwiązania. Akcentował on również brytyjskie, a szczególnie laburzystowskie oddanie dla ruchu syjonistycznego. Bevin musiał balansować między tymi dwiema sprzecznymi opiniami i jego kompromisowe rozwiązanie, zaproponowane na początku roku 1947, zakładało autonomię prowincjonalną w Palestynie – to znaczy, sugerował on kantonizację Palestyny pod administracją brytyjską. Akceptował wpuszczenie 100 tys. Żydów, lecz skłaniał się do zrealizowania tego etapami – 4 tys. Żydów każdego miesiąca w trakcie dwóch lat. Plan Bevina został zaprezentowany na konferencji w Londynie, w której uczestniczyli zarówno syjoniści, jak i Palestyńczycy, jednak żadna ze stron propozycji nie zaakceptowała. Nie istniała możliwość wypracowania kompromisu, skoro żydowskie kierownictwo w Palestynie „nie będzie rozważać żadnego rozwiązania poza podziałem”, podczas gdy przywódcy arabscy „nie zgodzą się na nic mniej, niż natychmiastowa niepodległość całej Palestyny”. Dlatego też „żadna ilość brytyjskich próśb bądź brytyjskiego nacisku nie mogła pogodzić stanowisk obu stron”. Niemożliwość znalezienia akceptowalnego rozwiązania, nasilenie żydowskich operacji w Palestynie skierowanych przeciwko brytyjskiemu personelowi i instalacjom, szczególnie mroźna zima na wyspach brytyjskich, połączona z brakami w zaopatrzeniu w węgiel i chleb, kryzys ekonomiczny wywołany amerykańskimi żądaniami zwrotu wysoko oprocentowanych pożyczek udzielonych Wielkiej Brytanii jako finansowe wsparcie w trakcie II wojny światowej – wszystkie te wydarzenia złożyły się na uświadomienie sobie, że problem palestyński jest nierozwiązywalny i przywiodło gabinet brytyjski do oddania go w inne ręce. Najistotniejszą rolę w podjęciu tej decyzji odegrały rozważania natury strategicznej. Dla premiera Clementa Atlee, Palestyna stała się, podobnie jak Indie, „ekonomicznym i militarnym obciążeniem” i dlatego w następstwie przekazania władzy w Indiach, zaczął on coraz konsekwentniej stosować tę samą formułę wobec Palestyny. W Indiach Brytyjczykom udało się ustalić datę ewakuacji oraz zapewnić wstępne porozumienie między dwiema społecznościami. Z tej przyczyny, rozwiązanie indyjskie odgrywało istotną rolę w myślowej ewolucji premiera. Możliwe są również inne historiograficzne wyjaśnienia. Podczas gdy istnieją izraelscy i arabscy historycy, którzy podejrzewają, że Londyn nie chciał całkowicie wycofywać się z Palestyny, lecz rozważał powrócić tam przy pomocy ONZ i USA, historycy brytyjscy zapewniają, iż Bevin był kompetentnym mężem stanu, który w odpowiednim momencie zdecydował o skoncentrowaniu swojej energii i wysiłków na rozpoczynającej się zimnej wojnie w Europie i porzucił mniej istotne kwestie, takie jak Palestyna. Są również tacy, którzy źródeł brytyjskiej decyzji szukają we wczesnych latach 40-tych. Można też wspomnieć o wersji prezentowanej przez prawicowych historyków izraelskich, którzy zdają się wierzyć, że decydująca rolę w wyparciu Brytyjczyków z Palestyny odegrały przedpaństwowe organizacje podziemne. Na poziomie akademickim, można to rzecz jasna uznać jako częściowe wytłumaczenie. Podziemny terroryzm miał niewątpliwie wpływ na brytyjską politykę. Dokonywane przez żydowskich ekstremistów zabójstwa brytyjskich żołnierzy, stwarzały wokół dalszej brytyjskiej obecności w kraju atmosferę niemożliwą do zniesienia. Jednakże wątpliwe jest, czy samo w sobie mogło to skłonić Brytyjczyków do opuszczenia Palestyny. Tak czy inaczej, do lutego 1947 roku wszyscy zainteresowani zdali sobie sprawę, że brytyjski mandat w Palestynie ma się ku końcowi. Kwestię, kto będzie rządzić Palestyną po wycofaniu się Brytyjczyków, pozostawiono ONZ-owi. Karta NZ zawierała zobowiązanie niepodległych narodów świata do wspierania prawa do samostanowienia. Karta wyrażała również nadzieję na zapanowanie pokoju w umęczonym i okaleczonym świecie. Było to szczególnie trudne do osiągnięcia w regionach, gdzie dwa ruchy narodowe walczyły o tę samą ziemię. WYBUCH PRZEMOCY: OD LISTOPADA 1947 DO MAJA 1948 Następnego ranka po tym, jak Zgromadzenie Ogólne ONZ ratyfikowało rezolucję o podziale, Palestynę ogarnął wybuch przemocy zwiastujący początek wojny domowej, która trwać miała do 15 maja 1948 roku. Pierwsze ataki przeprowadzili Palestyńczycy przeciwko Żydom. Dwa żydowskie autobusy zostały zaatakowane w pobliżu lotniska w Liddzie, a 2 grudnia w Jerozolimie arabska młodzież splądrowała żydowski bazar i centrum handlowe. Tego samego dnia Arabowie w całej Palestynie rozpoczęli trzydniowy strajk. W pierwszych dwóch tygodniach grudnia odnotowano sporadyczne ataki na osiedla żydowskie na północy i wzdłuż palestyńskiego wybrzeża oraz na główne drogi międzymiastowe. Wkrótce na arabską przemoc zareagowały Irgun i gang Sterna – trzykrotnie pomiędzy 23 grudnia i 7 listopada żydowscy ekstremiści dokonali zamachów bombowych na arabskie tłumy w pobliżu Bramy Damasceńskiej i Bramy Jafy, w obrębie jerozolimskiego Starego Miasta. Czy były to początki „palestyńskiej rzezi na społeczności żydowskiej” w Palestynie? Sir Alan Cunningham – ostatni Wysoki Komisarz w Palestynie – jest odmiennego zdania. Informował on Londyn, że „zamieszki w Jerozolimie nie są wynikiem zorganizowanej ofensywy przeciw Żydom, lecz raczej spontanicznymi demonstracjami przeciwko rezolucji o podziale”. Do analizy Cunninghama przychylają się historycy palestyńscy, którzy postrzegają przemoc jako naturalną konsekwencję wielu odbywających się w tym czasie demonstracji. Stało to jednak w sprzeczności z poglądem przyjętym przez żydowskich przywódców, którzy z naciskiem zadeklarowali światu, iż zaczęła się wojna na wyniszczenie. Pierwszy dzień walk zakończył się śmiercią siedmiu Żydów i spaleniem w Jerozolimie kilku budynków mieszkalnych i usługowych. Następnego ranka identyczną ilość Arabów zostało zabitych z zemsty przez Żydów. Podobnie jak w przypadku wojny domowej w Libanie, ograniczone wystąpienia w rodzaju tych, które miały miejsce w Jerozolimie, mogą okazać się wystarczające do rozpalenia całego kraju, szczególnie, gdy nieobecna jest wola do natychmiastowego zakończenia starć. Istnienie takiej sytuacji w Palestynie potwierdza następujący fragment z dziennika Ben Guriona, gdzie autor odnosi się do wznowienia przemocy po okresowym zastoju w walkach w ciągu roku 1947. „Jeszcze pięć dni temu [25 grudnia 1947] Jerozolima była w miarę spokojna. Miały miejsce izolowane ataki na żydowskich turystów zwiedzających Stare Miasto i Bramę Damasceńską. I wówczas nagle dowódca Hagany w Jerozolimie oświadczył, że w Romemie [okolica na zachodnich przedmieściach Jerozolimy] mieszka Arab, który posiada motocykl oraz stację benzynową, i który jest informatorem [na rzecz strony arabskiej] przekazującym dane dotyczące ruchu żydowskich konwojów w stronę miasta. Żydowski dowódca podejmuje decyzję o zabiciu go na jego stacji w Romemie i dokonuje tego. Ten Arab pochodzi z Kolonii (a nie z Lifty, wioski, która była źródłem kłopotów dla żydowskich konwojów do miasta), więc ludzie z jego wioski dokonują zemsty atakując żydowski autobus, siedem osób jest rannych. W tym momencie błędne koło zaczyna się toczyć – odwet i kontrodwet.” Świadectwo Ben Guriona jest najistotniejsze dlatego, że ujawnia ono, iż w niektórych przypadkach – a wspomina on o wielu takich – bardziej umiarkowane zachowanie Żydów mogło sprawić, iż ludność arabska pozostałaby w większości obojętna wobec rozwijającego się konfliktu. Jako kolejny przykład, Ben Gurion podaje wioskę Silwan, na obszarze Jerozolimy, która została bez prowokowania zaatakowana przez Haganę. Ben Gurion cynicznie zauważa: „Teraz oczywiście, Silwan atakuje Żydów”. W tym samym miejscu, Gad Machnes, doradca Ben Guriona do spraw arabskich mówi żydowskiemu przywódcy, że zamieszki w Galilei zostały sprowokowane i zainicjowane przez stronę żydowską. Arabskie ataki, które swoją kulminację osiągnęły w styczniu 1948 roku, przeprowadzone zostały na taką skalę, iż udało im się wstrząsnąć poczuciem pewności społeczności żydowskiej, która po raz ostatni doświadczyła podobnego okresu wrogości w roku 1937. Podsumowując nastrój panujący w tamtym okresie wśród żydowskiej społeczności w Palestynie, izraelscy historycy nazwali ten okres „nadirem jiszuw”. Akcje przeciwko osiedlom i głównym drogom zaskoczyły syjonistyczne kierownictwo, które dokonało błędnej oceny siły oraz intensywności arabskiej reakcji. Konsternację i desperację daje się łatwo wyczytać z materiałów pochodzących ze spotkania rady Mapai, które odbyło się na początku lutego 1948 roku. Większość członków była szczególnie zaniepokojona losem Jerozolimy i winiła uczestniczącego w tym spotkaniu Ben Guriona za nieodpowiednie przygotowanie społeczności do walki. Arabskie oblężenie izolowanego osiedla żydowskiego w Negewie było kolejną gorzką pigułką. Ben Gurion odmówił opisywania sytuacji w tonie alarmistycznym i kładł nacisk na to – i tu miał rację – że arabskie lokalne wysiłki w Palestynie nie przyniosły rezultatu. Był on jednakże gotów przyznać, iż jest zaskoczony brakiem szybkich sukcesów ze strony żydowskiej społeczności w Jerozolimie i przypisać ten relatywny arabski sukces pro-arabskiej postawie przyjętej przez wojska brytyjskie oraz heterogenicznej tkance etnicznej ludności miasta. Żydowski przywódca nie uściślił co miała znaczyć ta ostania uwaga – mogło to być odniesienie do braku poparcia ze strony Żydów sefardyjskich, bądź, co bardziej prawdopodobne, do lokalnego patriotyzmu przeróżnych sekt. W ciągu kilku tygodni, oszołomienie po stronie żydowskiej zostało zastąpione przez desperację wśród Arabów. Sekretarz Wysokiego Komitetu Arabskiego, Husajn al-Khalidi, był w tym czasie w Jerozolimie i informował muftiego, że brak amunicji, nieobecność pomocy medycznej oraz brytyjska polityka rozbrajania każdego spotkanego, Żyda czy Araba, pozostawia Palestyńczyków bezbronnymi wobec zdeterminowanych żydowskich działań, mających na celu przejęcie miasta. Narzekał on również, że żaden z palestyńskich przywódców nie stanął u jego boku w tej decydującej godzinie. W marcu 1948 roku, wojna w Jerozolimie rozprzestrzeniła się na sąsiadujące arabskie wioski. Arabski komendant obszaru Jerozolimy, Abd al-Kader al-Husajni, którego wojska stacjonowały w wioskach, próbował utrudniać codzienną komunikację między Jerozolimą a wybrzeżem. Walka Żydów o utrzymanie drogi do Jerozolimy oraz operacje odwetowe przeprowadzane przeciwko arabskim wioskom położonym w okolicy, stały się ważnym rozdziałem późniejszej izraelskiej epiki wojennej. Z punktu widzenia historycznego, kampania ta umożliwiła Żydom rozszerzenie zasięgu swojego panowania w Jerozolimie i okolicznych osiedlach. Nieustanne arabskie ataki na drogę jerozolimską od samego początku wojny wywoływały wśród ludności żydowskiej w mieście poczucie oblężenia, a kierownictwo bało się, że jego zdemoralizowana społeczność nie będzie w stanie na dłuższą metę przeciwstawić się temu wrażeniu. W rzeczywistości, jakkolwiek Arabom udało się przejąć główne źródła zaopatrzenia w wodę, a ich częste ataki na drogi wiodące do miasta wywoływały braki w zaopatrzeniu żydowskich okolic w żywność, miasto nigdy nie zostało całkowicie otoczone przez siły arabskie. Na przestrzeni lutego 1948 r., lokalne kierownictwo żydowskie, dzięki mądremu zorganizowaniu i rozdysponowaniu miejskich zasobów, przezwyciężyło większość problemów i ciężkie dla społeczności dni skończyły się. Dwa miesiące później, na początku kwietnia, Żydzi pokonali oddziały al-Husajniego – był to sukces który dawał im poważną przewagę w momencie, kiedy wojna w Jerozolimie weszła w swoją druga fazę, trwającą od czerwca do lipca 1948 r. Dwa inne główne miejskie centra Palestyny, Jafa-Tel Awiw i Hajfa zostały również silnie dotknięte toczącą się wojną. Miasto Jafa-Tel Awiw zostało wyraźnie podzielone między obie społeczności, z wyjątkiem arabskich wiosek Szeik Munis, Semeil i Jamusin, które usytuowane były wewnątrz zdominowanego przez Żydów terenu Tel Awiwu. Od początku walk Żydzi mieli przewagę i we wczesnym etapie wojny mieszkańcy Sumeilu i Jamusinu zostali wypędzeni, a ich wioski zniszczone. Co więcej, podczas gdy w Jerozolimie drogi wiodące do miasta kontrolowane były przez arabskich wieśniaków, Jaffa pozostawała na łasce żydowskich osadników, zawiadujących głównymi wjazdami do miasta. Bardzo szybko po pierwszej wymianie ognia w Jafie, lokalne kierownictwo złożone z burmistrza Jusufa Hajkala i przywódcy paramilitarnego ruchu Najjada, Nimra Hawariego, chciało rozpocząć negocjacje z Żydami. 9 grudnia 1947 roku, pomiędzy burmistrzami Tel Awiwu i Jafy osiągnięte zostało porozumienie o zawieszeniu broni. Porozumienie popierane było przez bogatych arabskich kupców z Jafy, jako że zawieszenie broni umożliwiało im wznowienie normalnej działalności handlowej, a ich byt zależał od handlu cytrusami. Jednakże ta wyjątkowa sytuacja nie przetrwała długo, gdyż pozostałe elementy po obu stronach nie respektowały porozumienia o zawieszeniu broni. Po stronie żydowskiej złożenia broni odmawiał Irgun i Lehi (gang Sterna), po stronie arabskiej walkę kontynuowała Arabska Armia Wyzwoleńcza. Porozumienia nie przestrzegał również powołany przez Wysoki Komitet Arabski wojskowy komendant Liddy i Ramallah. Na tym etapie, lokalni przywódcy arabscy w Jafie błagali komitet wojskowy Ligi o przysłanie amunicji i wzmocnień, lecz na próżno. Oddziały żydowskie, zgodnie z planem D, okrążyły Jafę ale nie posunęły się do niczego więcej niż oblężenia, gdyż dowodzący oficerowie brytyjscy zapobiegli zmasowanemu atakowi na miasto. Jednakże, skoro nie było nikogo, kto chciałby uratować jej mieszkańców, wystarczyło oblężenie i 11 maja 1948 roku Jafa skapitulowała. Aż do ostatnich dni mandatu gwarantującego obecność Brytyjczyków, również arabskie dzielnice w Hajfie były bezpieczne. Tak jak w Jafie, lokalne wymiany ognia, strzały snajperów oraz materiały wybuchowe podkładane przez Żydów na terytorium arabskim i vice versa doprowadziły do bardziej intensywnych walk. Usytuowanie żydowskich osiedli na górze Karmel dawało istotną przewagę strategiczną, w pełni wykorzystaną przez żydowskie oddziały. W dodatku Żydzi w Hajfie przewyższali liczebnie Arabów, byli lepiej wyposażeni i lepiej zorganizowani pod dowództwem tak efektywnych oficerów jak Mosze Karmel. Przed podjęciem działań będących odpowiedzią na ataki Arabów, Karmel nie czekał na instrukcje swoich przełożonych. Przyniosło to falę uchodźców z biedniejszych okolic miasta, która poszła w ślady wcześniejszej grupy lepiej sytuowanych rolników, którzy uciekli już w grudniu 1947 r. Jednym z pierwszych celów żydowskiej ofensywy był port. Zbudowany przez Brytyjczyków w roku 1925, był on w praktyce jedynym z prawdziwego zdarzenia portem w Palestynie i dlatego też pożądały go obie strony konfliktu. Żydowska operacja miała na celu usunięcie arabskich dokerów i zastąpienie ich robotnikami żydowskimi. W lutym 1948 r. mianowano żydowskiego dyrektora portu i wszyscy Arabowie zostali z doków usunięci. Gorszy los spotkał dwie wioski na północno-wschodnich przedmieściach Hajfy (Balad al-Szeik i Hawassę) w następstwie walk pomiędzy żydowskimi i arabskimi robotnikami pobliskiego kompleksu rafineryjnego, które przyniosły śmierć czterdziestu Żydów. Operacja przeciwko tym dwu wioskom, która zakończyła się ich całkowitym zniszczeniem, miała jednak szersze cele: dowództwo Hagany postanowiło przeprowadzić operację na szeroką skalę w celu zastraszenia Arabów oraz poprawienia morale, a jako cele wyznaczono właśnie wioski Balad al-Szeik i Hawassę. Na podstawie zaaprobowanej przez generalne dowództwo sugestii Karmela przeprowadzono w dwóch wioskach masakrę. Rozkaz mówił o zabiciu tak wielu mężczyzn, jak jest to możliwe, ale o „unikaniu zabijania kobiet i dzieci, na ile to jest możliwe”. Po zakończeniu operacji wszyscy mężczyźni z obu wiosek byli martwi, podobnie jak pewna ilość dzieci i kobiet. W późniejszym okresie, na ruinach tych wiosek wzniesiono żydowskie osiedla Ben-Dor i Tel-Hanan. W następstwie tego, wśród polityków społeczności żydowskiej wywiązała się dyskusja na temat konieczności podobnych akcji, jednak nie wyciągnięto z niej żadnych operacyjnych wniosków. Gdyby dotarł wysłany z Bejrutu arabski konwój z ludźmi i amunicją, mogło to zmienić sytuację w marcu 1948 roku. Jednak został on wciągnięty w zasadzkę przez oddziały Hagany i Arabowie z Hajfy zostali zdani całkowicie na własne siły. Oddziały żydowskie w mieście czekały ze swoją operacją przejęcia kontroli aż do 12 kwietnia 1948 roku, kiedy generał Stockwell, brytyjski wojskowy komendant Hajfy ogłosił, że jego siły zostały zwolnione z jakiejkolwiek odpowiedzialności za miasto. Siły żydowskie natychmiast rozpoczęły swoją ofensywę i w ciągu trzech dni zajęły dzielnice arabskie. Ostatnią usługą zaoferowaną przez lokalnych dowódców brytyjskich była mediacja między pokonanymi Palestyńczykami a Żydami, która przyniosła rezultat w postaci relatywnie dużej ilości Arabów, którym pozwolono pozostać w Hajfie. Ogólna atmosfera wkrótce się poprawiła, co może wyjaśniać względnie dobre stosunki panujące tam dzisiaj między obiema społecznościami. Zwycięstwo w bitwie o centra miejskie było najbardziej istotnym żydowskim osiągnięciem w trakcie wczesnej fazy wojny. Sukces ten miał dwie główne przyczyny: po pierwsze, Plan D wymieniał przejęcie miast o ludności mieszanej, jako jeden z głównych celów wojny. Po stronie arabskiej, zarówno jeśli chodzi o dokonywanie w niektórych wypadkach aktów przemocy, jak i w innych, gdzie odpowiadano na ataki żydowskie, nie istniało takie jasne zrozumienie kierunków i celów, jakie Plan D zapewniał Żydom. Ważnym czynnikiem decydującym o wyniku walk w miastach była również różnica w jakości oddziałów wywiadowczych obu stron. Można odnieść wrażenie, że palestyńskie dowództwo było całkowicie nieświadome wielkości i siły oddziałów, z którymi przychodziło mu się konfrontować. Z drugiej strony, wywiad żydowski poprawnie oceniał zamęt, słabość i chaos panujący po stronie palestyńskiej oraz posiadał dobre rozeznanie w odniesieniu do dysfunkcjonalności przeróżnych arabskich narodowych komitetów. Większość rozmów telefonicznych pomiędzy lokalnymi przywódcami i Wysokim Komitetem Arabskim była przez Żydów przechwytywana i dzięki temu wiedzieli oni o konfliktach pomiędzy poszczególnymi frakcjami. Żydowski wywiad działał również jako agent provocateur, usiłując, w kilku przypadkach z sukcesem, wyolbrzymić już istniejące napięcia i wzmocnić siły sprzeciwiające się Husajniemu. Żydzi byli szczególnie zainteresowani popieraniem znanego politycznego przeciwnika Husajniego, burmistrza Nablusu, Sulimana Tukana. Jednakże Tukan obiecał już swoje posłuszeństwo Haszemitom. W porównaniu z porażką w miastach, Arabowie byli dość efektywni w kwestii kontroli głównych dróg w kraju, m.in. drogi między Tel Awiwem a Jerozolimą, drogi z Tel Awiwu do Negewu, nadbrzeżnej drogi wiodącej na północ do Ras al-Nakura oraz równoległej do niej na wschodzie Palestyny, wiodącej z Tyberiady do żydowskiego osiedla Metula. Żydzi starali się obejść problem używając dróg drugorzędnych oraz poprzez eskortowanie uzbrojonymi pojazdami cywilnych transportów. Jednak największy nacisk kładli na odwet, atakując arabskie wioski wzdłuż dróg. Jak już zilustrowano na przykładzie masakr w Balad al-Szeik i Hawassie, najbardziej „aktywny” w tym dziele był na północy Mosze Karmel, który dokonywał odwetów natychmiast po incydencie i wiele z jego operacji przyniosło masowe ofiary w wioskach w południowej Palestynie. Potrzeba podobnej polityki była już dyskutowana przez niektórych doradców Ben Guriona do spraw arabskich w styczniu 1948 roku. Wśród nich, zdecydowanym zwolennikiem polityki odwetu był Ezra Danin, który preferował jej stosowanie tak szeroko, jak to było możliwe. Danin powiedział Ben Gurionowi, że „nasi przyjaciele wśród Arabów informują nas, że zdecydowane uderzenie, z wysoką ilością ofiar po stronie arabskiej mogłoby zwiększyć wśród Arabów strach i mogłoby uczynić zewnętrzną arabską interwencję nieskuteczną.” Jego zdanie podzielał Gad Machnes, który powiedział Ben Gurionowi, że: „potrzebujemy okrutnej i brutalnej polityki odwetu, musimy być dokładni co do czasu, miejsca i ilości zabitych. Jeśli wiemy, że rodzina jest winna, powinniśmy być bezlitośni i zabić również kobiety i dzieci, w innym przypadku, reakcja jest bezużyteczna. Kiedy oddziały są w akcji, nie ma miejsca na sprawdzanie, kto jest winny, a kto nie.” O ile dwaj ostatni wiernie reprezentowali nastrój praktycznie całego otoczenia Ben Guriona, wyjątkiem był Eliahu Sasson, który sugerował ograniczenie działalności militarnej do tych rejonów, z których wyprowadzane były arabskie ataki. Wykazując odpowiednie rozeznanie sytuacji, Sasson myślał, że skoro Arabska Armia Wyzwoleńcza tak źle wypadała w konfrontacji z Żydami, wskazane byłoby ograniczenie żydowskich akcji po to, by nie dawać pretekstu Lidze do przysłania do Palestyny wzmocnień – było to wyjątkowe stanowisko w kwestii strategii, którego Ben Gurion, zgadzając się ze swymi pozostałymi doradcami, nie zaakceptował. Danin i Machnes postawili na swoim, a społeczność żydowska podjęła decyzję, iż najlepszym zabezpieczeniem embrionalnego państwa będzie szeroko zakrojona ofensywa. Jednak polityka odwetu nie rozwiązała problemów z transportem, które w dodatku narastały w wyniku żydowskiej determinacji w utrzymaniu każdego osiedla, nawet najbardziej izolowanego. Żydowska koncepcja zakładała, że każde osiedle oznacza kontrolę nad otaczającym go rejonem. W kampanii przeciwko tym izolowanym osiedlom, główną rolę odegrała Arabska Armia Wyzwoleńcza, po klęsce której stały się one znowu relatywnie dostępne, a drogi zostały otwarte. Pierwszy atak na izolowane żydowskie osiedle miał miejsce 9 stycznia 1948 roku. Żydowski kibuc na północy, Kefar Szold, został zaatakowany przez przybyły z Syrii oddział Arabskiej Armii Wyzwoleńczej. Następnie wojska al-Kawkjia (3) przeprowadziły w styczniu i lutym dwie skuteczne operacje przeciwko dwóm żydowskim konwojom, jedną na północy i jedną w okolicach Jerozolimy. Jednakże były to pierwsze i ostatnie zwycięstwa; ataki na kibuce Jehi’am i Tirat Zvi zostały skutecznie odparte. W marcu i kwietniu Arabska Armia Wyzwoleńcza zaczynała już być mniej efektywna w kwestii wpływu na przebieg wojny domowej. Jej ostatnim znaczącym wkładem w kampanię był atak na kibuc Miszmar Ha-emek, przeprowadzony 4 kwietnia 1948 r. Chociaż al-Kawkji rzucił do walki prawie wszystkie swoje siły i liczebnie przewyższał żydowskich obrońców, nie udało mu się ich pokonać. Porażkę al-Kawkjia można wytłumaczyć faktem, iż nie były mu dostępne jakiekolwiek posiłki czy amunicja. Jego problemy zaczęły się, gdy Żydzi wysadzili wiele mostów na głównych drogach wiodących przez rzekę z Transjordanii ku Palestynie, co odcięło go od logistycznego zaplecza. Jednak jego głównym problemem była decyzja Abdullaha o zakazie transportu i ruchu ochotników poprzez jego terytorium. Haszemicki władca, który wcześniej był gorącym zwolennikiem al-Kawkjia uległ w styczniu 1948 roku perswazji sir Aleca Kirkbride’a i zatrzymał przerzut wojsk przez swoje posiadłości. Kirkbride był przekonany, że siły te mogły być ostatecznie użyte przeciwko Haszemitom i posłużyć do zamachu w Transjordanii. Abdullah bardziej obawiał się możliwego zagrożenia z południa – gdzie Saudowie sugerowali wysłanie swoich ochotników poprzez Transjordanię do Palestyny – i posunął się do wysłania swojej armii, aby zablokowała tym ochotnikom drogę. Trzeba zaznaczyć, że nie istnieją żadne dowody wspierające podejrzenia Kirkbride’a. Al-Kawkji podlegał i zawdzięczał swoje zaopatrzenie Irakijczykom i do pewnego stopnia, Jordańczykom. Nie żywił on żadnych ambicji obalenia Abdullaha, ani też nic nie wskazywało na to, że mógłby on być w podobnej misji wysłannikiem Syryjczyków, czy kogokolwiek innego. Później w swoich dziennikach będzie on wyolbrzymiał własną rolę w wojnie, jednak żydowskie źródła przedstawiają go jako kogoś, kto w celu ustanowienia swojej władzy na północy Palestyny szukał modus vivendi praktycznie ze wszystkim, włącznie z Żydami. Z kolei Egipt pozwolił swoim ochotnikom wkroczyć do Palestyny. Byli to głównie członkowie Bractwa Muzułmańskiego, którzy brali udział w atakach na izolowane żydowskie osiedla w Negewie. Były to całkiem udane operacje i w konsekwencji wiele osób po żydowskiej stronie doszło do przekonania, że niektóre z tych osiedli powinny być ewakuowane. Już w grudniu 1947 roku jeden z doradców Ben Guriona stanowczo doradzał ewakuację bardziej izolowanych osiedli. Jednak Ben Gurion zdawał sobie sprawę z wagi żydowskiej obecności na obszarze określonym przez ONZ jako część żydowskiego państwa i konsekwentnie odmawiał brania pod uwagę podobnych rad. W styczniu 1948 raku zadeklarował: „Problem w Negewie nie polega na obronie osiedli. Nie ma tam prawie żadnych osiedli. Problem Negewu polega na obronie całego obszaru, jako części przyszłego żydowskiego państwa. Powiem to bardziej otwarcie: na okupacji Negewu. Musimy uważać każde osiedle w Negewie za wojskowy garnizon, widzieć w każdym Żydzie żołnierza i potrzebujemy siły, która zapewni całkowitą kontrolę Negewu.” Strategia Ben Guriona natychmiast się opłaciła. Bractwo Muzułmańskie nie stanowiło poważnego zagrożenia dla sił żydowskich, których komendant na obszarze Negewu mógł 15 maja meldować: „Cały Negew jest pod panowaniem żydowskim. Walki ucichły, nie ma już zasadzek na konwoje, a wodociągi nie są już zagrożone sabotażami. Lokalna ludność, Beduini, zaakceptowali nasze panowanie.” Podsumowując, jedynymi arabskimi sukcesami było utrudnianie żydowskich transportów, oblężenie Jerozolimy oraz kilka izolowanych ataków na osiedla w południowej Palestynie. Bardziej ekstremistyczne frakcje arabskie przez moment terroryzowały codzienne życie w Jerozolimie, Hajfie i Tel Awiwie (warte odnotowania jest wysadzenie Poczty Palestyńskiej oraz budynków Agencji Żydowskiej w Jerozolimie w lutym i marcu 1948 r.). Jednak tylko bardzo mała ilość oddziałów kontratakowała żydowskie palcówki i przez większość czasu Palestyńczycy zaangażowani byli w działania obronne. Kiedy Plan D został wcielony w życie, Żydzi przeszli z obrony do ataku. Plan, inter alia, nakierowany był na rozszerzenie żydowskiego panowania w Palestynie. W wyniku czasowego zawieszenia przez Amerykanów ich bezwarunkowego poparcia dla planu podziału oraz porażki w walce o dominację nad głównymi drogami w kraju, postanowiono przejść do bardziej agresywnych operacji. Dlatego, od pierwszego kwietnia 1948 do końca wojny, żydowskie operacje realizowane były z zamiarem okupowania jak największej części Palestyny. Ipso facto, polityka ta zapewniła bezpieczny transport i komunikację między izolowanymi osiedlami. Pierwsze żydowskie uderzenie skoncentrowane zostało na wąskim pasie łączącym Tel Awiw i Jerozolimę. Tam, w trakcie walk o drogę do Jerozolimy, zabity został Abd al.-Kader al-Husajni. Dzień później zajęto Dajr Jasin i zmasakrowano tamtejszą ludność. Masakry dokonała grupa żołnierzy Irgunu, która zabiła około 200 wieśniaków. Irgun twierdził później, że operacja ta miała przyzwolenie Hagany i byłą częścią większej operacji żydowskiej w Jerozolimie. Dajr Jasin było usytuowane na szczycie strategicznego wzgórza panującego nad drogami wiodącymi do Jerozolimy. Dlatego można przyjąć, że jego zniszczenie było rzeczywiście zaaprobowane przez Haganę oraz że masakra była „interpretacją” rozkazów wojskowych dowódców dokonaną przez Irgun. Gdzie indziej, na terenach wiejskich, Plan D został w pełni wprowadzony w życie. Plan wymieniał trzynaście operacji mających na celu okupację Palestyny, z których tylko jedna całkowicie się nie powiodła – okupacja żydowskiej dzielnicy w Jerozolimie. Do kwietnia Żydzi zakończyli zajmowanie miast z mieszaną ludnością, prawie całkowicie zabezpieczyli Jerozolimę i zadali Arabskiej Armii Wyzwoleńczej al-Kawkji’ego straty, z których nigdy się nie podniosła. Dziennik Ben Guriona oddaje uczucie ulgi, jakie żywili przywódcy żydowscy przed drugą fazą wojny – inwazją armii arabskich. Między 4 a 12 kwietnia, Ben Gurion zajęty był relatywnie mniej istotnymi sprawami, takimi jak natura stosunków między Agencją Żydowską a rządem tymczasowym po zwycięstwie. Po stronie palestyńskiej nie było miejsca na odpoczynek czy mniej istotne sprawy. Trwała tragedia setek tysięcy Palestyńczyków, którzy byli wysiedlani bądź podejmowali decyzję o ucieczce, opuszczając swoją ojczyznę i stając się uchodźcami, których istnienie określa sytuację Bliskiego Wschodu po dziś dzień. tłum. Tomasz Rafał Wiśniewski Lewą Nogą - półrocznik polityczno-artystyczny 17/05 http://www.islam-in-poland.org/index.php/7436/
Żydowski ruch narodowy i arabski ruch narodowy pojawiły się na historycznej scenie równolegle, w połowie XIX wieku. Wraz z przybyciem do Palestyny pierwszych syjonistów w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, oba ruchy po raz pierwszy znalazły się w sytuacji bezpośredniej konfrontacji. W tym czasie Palestyna była nadal częścią Imperium Osmańskiego i sukces bądź porażka wczesnych żydowskich osadników w dużej skali zależały od polityki Istambułu. Arabska reakcja w Palestynie, bądź gdziekolwiek indziej na Bliskim Wschodzie, miała jedynie marginalny, jeśli w ogóle, wpływ na politykę osmańską. Od początku żydowskich prób osiedlenia się w Palestynie, osmański rząd oraz sułtan Abd al-Hamid II (1875-1908), który okazał się ostatnim efektywnym władcą dynastii osmańskiej, przyjęli negatywne nastawienie wobec syjonizmu. Gdy w roku 1908 do władzy (na terenie imperium osmańskiego) doszli młodoturcy, kontynuowali oni tę samą politykę, obawiając się – podobnie jak przed nimi sułtan – że syjonizm jest tylko kolejnym narzędziem realizowania europejskich ambicji na Bliskim Wschodzie i kolejnym sposobem podważania znaczenia Istambułu w regionie. W dodatku, syjonistyczni osadnicy pochodzili głównie z Rosji i postrzegani byli przez Turków jako potencjalni sojusznicy Imperium Rosyjskiego – którego ambicje związane z Bałkanami oraz północnymi rejonami Anatolii stanowiły dla Imperium Osmańskiego jedno z głównych zewnętrznych zagrożeń.
Lewą Nogą Ilan Pappé (wykładowca historii Bliskiego Wschodu na Uniwersytecie w Hajfie i kieruje izraelskim Instytutem Pokoju.)
Jednakże, ostatnia faza władzy osmańskiej charakteryzowała się polityczną niestabilnością oraz niezdolnością rządu centralnego do narzucenia swej woli w wielu dystryktach osmańskiej Palestyny. Dzięki przekupstwu i innym formom perswazji, energicznym przywódcom rodzącego się ruchu syjonistycznego udało się okpić osmański rząd kategorycznie przeciwstawiający się osadnictwu Żydów w Palestynie. Dlatego, mimo oficjalnej polityki Sułtana Abd al-Hamida II, to właśnie w późnym okresie osmańskim położono fundamenty pod żydowską ojczyznę.
O ile Osmanowie wydawali się obojętni na położenie Palestyńczyków, o tyle liderzy syjonistyczni całkowicie je ignorowali. Teodor Herzl, przywódca i założyciel syjonizmu, jest często cytowany jako autor wypowiedzi stwierdzającej, że Palestyna jest „ziemią bez ludzi dla ludzi bez ziemi”. W rzeczywistości to nie Herzl, tylko Israel Zangwill, jeden z tych, którzy stanowili zapowiedź ruchu syjonistycznego, wypowiedział te słowa w roku 1901. Niemniej, jest całkiem oczywiste, że podobnie jak inni Syjoniści, Herzl nie był świadom, bądź też nie poświęcał zbyt wiele uwagi kwestii rdzennej populacji palestyńskiej. Kiedy pierwsi żydowscy osadnicy spróbowali zakupić ziemię i osiedlić się, natychmiast doskonale zdali sobie sprawę z obecności Palestyńczyków w „Ziemi Obiecanej”. Pierwszą grupą osadników, która przybyła do Palestyny byli młodzi rosyjscy intelektualiści zwani billuim. Od swojego przybycia w roku 1883 napotkali oni arabskie oburzenie i wrogość, które przypisali ksenofobicznemu nastawieniu Arabów, gdziekolwiek by się nie znajdowali. Niemniej, mamy również obfite historyczne dowody gościnnego i hojnego przyjęcia przez Arabów nowych imigranckich osadników. Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych pojawiają się doniesienia o narastających konfliktach lokalnych, dotyczących takich kwestii jak dostęp do zasobów wodnych, pastwisk, żniw itp. Pierwsze poważne starcie między rdzennymi Arabami i osadnikami żydowskimi nastąpiło 29 marca 1886 roku, w pasie przybrzeżnym. Arabscy wieśniacy z Jahudy zaatakowali Petach Tikwę, najstarsze osiedle żydowskie (założone w roku 1878). To uruchomiło falę ataków w innych regionach Palestyny i doprowadziło do pierwszych zorganizowanych protestów palestyńskich wobec żydowskich wysiłków osadniczych.
W roku 1893, Tahir al-Husajni, mufti Jerozolimy i jeden z liderów społeczności muzułmańskiej w Palestynie – ponad 75 proc. Palestyńczyków było muzułmanami – rozpoczął działalność skierowaną przeciwko żydowskiemu osadnictwu i imigracji. Uważał on, że żydowskie usiłowania zakupu gruntów i zwiększenia swojej liczebności w Palestynie stanowią bezpośrednie zagrożenie dla istniejącej tu społeczności arabskiej; przekonanie to od tego czasu podzielane było przez wielu innych członków rodziny Husajniego. Syn Tahira, Hajj Amin al-Husajni, który został muftim Jerozolimy w roku 1920, odziedziczył po ojcu nie tylko stanowisko, ale i ideologię, i kontynuował kampanię przeciwko syjonizmowi na gruncie narodowym.
Tak więc praktycznie od początku, kwestią centralną była ziemia. Każdy żydowski jej zakup postrzegany był przez wielu Palestyńczyków jako kolejny krok ku realizacji syjonistycznego marzenia – marzenia, którego realizacja mogła w ich oczach przynieść Palestyńczykom wyłącznie krzywdę. W okolicach lat 1910-1911, intelektualiści i dziennikarze w Palestynie, jak również w całym świecie arabskim zaczęli pisać o narodowym konflikcie, przede wszystkim koncentrując się na kwestii ziemi. Aktywiści żydowscy w Palestynie wyrażali się na temat konfliktu w tych samych kategoriach. W roku 1911 spór zaognił się w związku z walką o zatrudnienie. „Hebrajska Praca” (Avoda Ivrit) stało się syjonistycznym hasłem dnia, a Żydzi świadomie rozpoczęli z miejscowymi Arabami współzawodnictwo o garść miejsc pracy dostępnych w miastach. Podczas gdy w roku 1910 nie było to nic poza próbą – zresztą niezbyt udaną – problem stał się znacznie bardziej bolesny w latach 20-tych, kiedy nowi żydowscy imigranci zaczęli zastępować arabskich robotników rolnych w żydowskich gospodarstwach.
Zaakcentowaliśmy te konkretne kwestie, gdyż wraz z nasilającą się żydowską obecnością w Palestynie, narastały syjonistyczne żądania w odniesieniu do ziemi, jednocześnie zaostrzając walkę o pracę. W latach trzydziestych, narastająca, w wyniku postępów nazizmu i faszyzmu w Europie, żydowska imigracja do Palestyny wywoływała wśród Palestyńczyków wzrastające poczucie strachu i oburzenia, co znalazło swoją kulminację w arabskiej rewolcie lat 1936-39.
Palestyna dostała się pod brytyjskie panowanie pod koniec 1918 roku. Generał Allenby, dowódca Egipskich Sił Ekspedycyjnych, zajął byłe osmańskie prowincje Palestyny w wyniku krwawej bitwy z Kemalem Paszą, dowodzącym Czwartą Armią Turecką. W ten sposób, czterysta lat władzy osmańskiej i prawie tysiąclecie muzułmańskiej dominacji dobiegły końca. Brytyjczycy, podobnie jak czynili to w innych rejonach arabskiego Bliskiego Wschodu zajętych przez Ententę po pierwszej wojnie światowej, ustanowili w Palestynie administrację wojskową. Zgodnie z porozumieniem osiągniętym w trakcie wojny przez Brytyjczyków i Francuzów, umową Sykes-Picot z maja 1916 roku, Palestyna miała stać się międzynarodową enklawą, a reszta arabskiego Bliskiego Wschodu została podzielona między brytyjską i francuską strefę wpływów. Jednak, gdy we wrześniu 1919 roku premierzy Wielkiej Brytanii i Francji, David Lloyd George i Georges Clemenceau, zgodzili się na rewizję układu Sykes-Picot, Palestyna dostała się w orbitę brytyjską. W wyniku ich spotkania w Deauville, we Francji, Clemenceau, niechętnie i zgodnie z niektórymi relacjami z wyraźnym gniewem, scedował Palestynę na rzecz Wielkiej Brytanii. Koncepcja ustanowienia w Palestynie regionu międzynarodowego została zarzucona, a Mosul przeszedł z rąk francuskich w brytyjskie. W zamian za to Brytyjczycy ponowili swoje poparcie dla francuskiej kontroli nad Syrią i Libanem, zgodnie z literą układu Sykes-Picot. Chociaż Francuzi zdawali się bardzo niewiele zyskiwać na rewizji umowy, istniały dwa poważne argumenty skłaniające do uległości wobec brytyjskiego nacisku. Po pierwsze, w tamtym momencie na arabskich terytoriach nie stacjonowały żadne francuskie wojska, po drugie, Clemenceau nie mógł sobie pozwolić na utratę przez Brytyjczyków dobrej woli w trakcie dyskusji o losie Niemiec i Europy prowadzonej podczas konferencji pokojowej. Dlatego właśnie, kiedy w kwietniu 1920 roku zwołano do San Remo ostatnią sesję konferencji pokojowej, Wielkiej Brytanii zagwarantowano mandat nad Palestyną i w następstwie tego, w tym samym roku, administracja wojskowa została zastąpiona przez rząd mandatowy.
Palestyński statut mandatowy zawierał zarówno podpisaną 2 listopada 1917 roku Deklarację Balfoura, zawierającą mgliste określenia dotyczące brytyjskich działań zmierzających do ustanowienia kraju żydowskiego w Palestynie; jak i 22-gą klauzulę Konwencji Ligi Narodów, obdarzającą Wielką Brytanię „świętym zaufaniem cywilizacji” w kwestii pomocy Palestynie w osiągnięciu pełnej niepodległości. Zgodnie z tą klauzulą, celem systemu mandatowego była pomoc byłym prowincjom osmańskim Bliskiego Wschodu w osiągnięciu statusu niepodległych państw. To był cel, do którego osiągnięcia Liga Narodów wyznaczyła jako potęgi mandatowe Francję i Anglię, zwycięskich sojuszników na froncie bliskowschodnim, pod których przewodnictwem i nadzorem nowo uformowane państwa miały zmierzać ku pełnej niepodległości. Stany Zjednoczone również zostały upoważnione do sprawowania funkcji mandatowych, jednak ich wycofanie się ze światowej polityki w roku 1920 – wynikające z nasilających się w Kongresie tendencji izolacjonistycznych – pozostawiło całą przestrzeń dwóm europejskim potęgom kolonialnym.
Granice mandatowej Palestyny, po raz pierwszy nakreślone w układzie Sykes-Picot, otrzymały swój ostateczny kształt w trakcie długich i żmudnych negocjacji prowadzonych przez brytyjskich i francuskich przedstawicieli, pomiędzy 1919 a 1922 rokiem. Dwie główne kwestie dotyczyły granic północnych i wschodnich – granica południowa była „wewnętrzną” sprawą brytyjską, ponieważ Egipt znajdował się pod brytyjskimi wpływami i granica, która została ustalona w okresie osmańskim w roku 1907, pozostała nienaruszona. Na północy, ostateczne wytyczenie granicy zostało zdeterminowane przez kwestie zasobów wody, dróg strategicznych oraz problemy ekonomiczne. Mając na uwadze fundamentalną wagę, jaką kwestie tej granicy odgrywały w trakcie konfliktu arabsko-izraelskiego, warto pamiętać, że w październiku 1919 roku Brytyjczycy postrzegali tereny leżące dziś na południu Libanu oraz większość południowej Syrii jako część mandatowej brytyjskiej Palestyny. Szersze uwarunkowania polityki kolonialnej skłoniły Brytyjczyków do porzucenia tego stanowiska i to urzędnicy Ministerstwa Kolonii oraz bliskowschodniego komitetu Ministerstwa Spraw Zagranicznych ostatecznie określili terytorialne ramy Palestyny.
Na wschodzie sprawy były bardziej skomplikowane. Trudności wynikły z debaty o przyszłości Transjordanii. Kraj ten, w większości jałowy i niezamieszkały, stanowił część osmańskiej prowincji Damaszku, która na mocy układu Sykes-Picot została przyznana Francji. Jednakże, szarif Husajn, przywódca haszemickiej (1) rodziny z Hidżazu (2) oraz brytyjski sojusznik w wojnie z Turkami, został przekonany przez Londyn, że Syria, lub przynajmniej jej część, może po wojnie stać się niezależnym państwem arabskim. Brytyjskie gwarancje zawarte były w poprzedzającej układ Sykes-Picot, tajnej korespondencji między Husajnem a MacMahonem, brytyjskim Wysokim Komisarzem do spraw Egiptu. Jako dynastia, Haszemici mieli odegrać ważną rolę w wojnie 1948 roku oraz w będących jej konsekwencją negocjacjach pokojowych.
Wywodzący się z Hidżazu Haszemici byli szlachetnym klanem, potomkami Proroka Mahometa, któremu Osmanowie zagwarantowali przywilej nadzoru nad dwoma najświętszymi miejscami islamu, Mekką i Medyną. W zamian za ich pomoc w wojnie przeciwko Turkom, Brytyjczycy obiecali im udział w sprawowaniu kontroli nad kilkoma arabskimi terytoriami, poprzednio kontrolowanymi przez Osmanów. To było sedno korespondencji między Husajnem a MacMahonem – mglisty, niejasny układ (w oczach większości historyków było to niezamierzone), który w rzeczywistości stał w sprzeczności z brytyjskim porozumieniem z Francuzami, dotyczącym przyszłości arabskiego Bliskiego Wschodu.
Brytyjski rząd był podzielony w kwestii swego stosunku do Haszemitów. Eli Kedourie twierdził, że pro-haszemicka szkoła myślenia w rządzie brytyjskim była przyczyną popełniania przez Wielką Brytanię w swej polityce bliskowschodniej jednego błędu za drugim, co okazało się być równoznaczne z niewymuszonym samobójstwem. Chodzi o to, że Anglia, mimo swoich ówczesnych możliwości narzucenia każdego pożądanego przez siebie rozwiązania, pozwoliła lokalnym przywódcom arabskim zdobyć kontrolę nad kluczowymi dla brytyjskiego imperium terenami. Po zakończeniu okupacji Damaszku w grudniu 1918 roku, Brytyjczycy pozwolili jednemu z synów Husajna, Fajsalowi, ustanowić się de facto władcą Syrii, zwanej później „Wielką Syrią”, która obejmowała Syrię, Liban i Transjordanię. Mimo iż Fajsal aspirował również do zwierzchnictwa nad Palestyną, nie stanowiła ona części Wielkiej Syrii. Stąd, w czasach tego krótkotrwałego królestwa, wschodnią granicę Palestyny stanowiła w zasadzie rzeka Jordan. Jednakże, brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które w tamtym czasie nie przejawiało jakichkolwiek pro-haszemickich inklinacji, dokonało rozstrzygnięć na rzecz francuskiej Syrii i w ten sposób zmniejszyło dolegliwość postanowień układu z Deauville. Palestyńska granica po raz kolejny przesunięta została na syryjską pustynię, a brytyjski mandat został rozszerzony na Transjordanię (w ten sposób brutalnie pozbawiono dzisiejszą Jordanię Zachodniego Brzegu).
Brytyjska armia wycofała się z Damaszku pod koniec 1919 roku i syryjska armia Fajsala została postawiona oko w oko z siłami francuskimi, które w tym czasie przesunęły się z libańskiego wybrzeża w stronę Syrii. Po bitwie pod Majsalun w lipcu 1920, królestwo „Wielkiej Syrii” stało się w przeciągu kilku godzin francuskim mandatem. Po ucieczce do Hajfy, Brytyjczycy zaproponowali Fajsalowi w zamian za tron syryjski, tytuł króla Iraku – chociaż byli arabscy oficerowie armii osmańskiej obiecali iracki tron bratu Fajsala, Abdullahowi. Jednakże, to właśnie Brytyjczycy byli rozgrywającymi w tej grze i mogli manipulować Haszemitami jak pionkami na szachownicy. Na razie, decydenci woleli pozostawić Abdullaha jako króla bez królestwa i zachować bagdadzki wakat dla jego młodszego brata Fajsala. Abdullah został zdegradowany do stanowiska ministra spraw zagranicznych przy dworze jego ojca w Hidżazie – który został uznany po wojnie za niepodległe państwo.
Oczywiście Abdullah nie był na dłuższą metę zadowolony z takiego spadku swojego znaczenia i, zgodnie z ostatnią biografią, czuł również, że Hidżaz, zagrożony przez swych sąsiadów z południa (Idris z Asyrii) oraz wrogów ze wschodu (Saudowie z Nadżdżu), nie jest dla Haszemitów miejscem bezpiecznym. Abdullah był szczególnie świadom zagrożenia saudyjskiego, jako że był osobiście odpowiedzialny za porażkę Haszemitów w bitwie przeciwko Ibn Saudowi w Turabie, w maju 1919 roku. Pod koniec roku 1920 zwerbował około tysiąca ludzi i wraz z ich rodzinami udał się w daleką podróż z Hidżazu do Transjordanii, deklarując intencję odzyskania Damaszku z rąk Francuzów.
Istnieje wiele historiograficznych prób wyjaśnienia decyzji Abdullaha o podjęciu tej wojskowej ekspedycji. Niektórzy uważają, że w istocie zamierzał on odzyskać Syrię, podczas gdy inni postrzegają go jako przenikliwego polityka, który zdecydował się na taki desperacki krok w celu uzyskania solidnego punktu oparcia (a być może królestwa), możliwie jak najdalej od politycznych ruchomych piasków Arabii. Wygląda na to, że doświadczony haszemicki książę uważał przez moment, że w militarnej konfrontacji z Francuzami da sobie radę znacznie lepiej, niż jego brat.
Jakakolwiek była tego przyczyna, Abdullah skierował się do Damaszku zimą 1920-21 r., a brytyjskie władze pozwoliły mu i jego stronnikom pozostać w Transjordanii, bojąc się komplikacji w stosunkach anglo-francuskich, a także dlatego, że i tak nie dysponowali siłą pozwalającą na wydalenie go. Brytyjskim urzędnikom udało się ostatecznie przekonać sekretarza stanu do spraw kolonii, Winstona Churchilla, iż haszemickie panowanie w Transjordanii może w ostatecznym rozrachunku opłacać się Wielkiej Brytanii. Nie tylko był to najtańszy sposób na kontrolowanie relatywnie nieistotnego obszaru, ale mogło również służyć za formę zadośćuczynienia Haszemitom za utratę Damaszku.
Z upływem czasu Brytyjczycy zaczęli w coraz większym stopniu zależeć od zdolności Haszemitów do utrzymywania spokoju wzdłuż potencjalnie niespokojnej granicy Palestyny; stabilizacja panowania Abdullaha w Transjordanii była w tym samym stopniu w interesie Brytyjczyków, co Haszemitów. Dla syjonistów obecność Haszemitów w Transjordanii oznaczała poważne ograniczenie obszaru żydowskiego osadnictwa w Palestynie – biorąc pod uwagę, że deklaracja Balfoura, która zachęcała Żydów do osiedlania się w „Palestynie” nie definiowała jej terytorialnych granic.
Z tych przyczyn, Churchill zdecydował zebrać w marcu 1921 roku w Kairze swoich bliskowschodnich ekspertów, w celu przedyskutowania i ustalenia brytyjskiej polityki wobec tego obszaru. Jedną z podjętych wówczas decyzji była zgoda na półroczny okres próbny dla Abdullaha jako władcy Transjordanii. Musiał on ów egzamin zdać, ponieważ nigdy nie opuścił swojego królestwa, aż do śmierci z rąk zabójcy w roku 1951.
Rozwiązanie kwestii haszemickich ambicji w Transjordanii stawiało na porządku dnia brytyjską obietnicę złożoną wcześniej żydowskiemu ruchowi narodowemu – syjonizmowi. Deklaracja Balfoura z 2 listopada 1917 roku, aczkolwiek w niewyraźnych sformułowaniach, gwarantowała Żydom prawo do zbudowania swojej ojczyzny w Palestynie. Zgodnie z tym, kiedy Palestyna dostała się pod panowanie brytyjskie, syjoniści oczekiwali od Anglii, iż ustanowi ona władzę mandatową, która swoim natychmiastowym celem uczyni wprowadzenie deklaracji w życie. Większość syjonistów uważała w tamtych czasach Transjordanię za część biblijnej Palestyny. Jednakże wobec faktu, że żydowska społeczność stanowiła tylko jedną dziesiątą całej populacji, większość przywódców syjonistycznych, która była zarówno anglofilska jak i pragmatyczna, nie oponowała przeciwko utworzeniu w Transjordanii haszemickiej jednostki politycznej. Z powodu tego przyzwolenia, Włodzimierz Żabotyński, przewodzący grupie bardziej radykalnych syjonistów, dokonał secesji od głównego nurtu syjonizmu – kreując w ten sposób rozłam mający po dziś dzień wpływ na izraelską politykę.
Syjonistyczna zgoda na nowe ustalenia pozwoliła Churchillowi na realizację planów wypracowanych w Kairze. Warto zaznaczyć, że jego decyzja o zezwoleniu Abdullahowi na pozostanie w Transjordanii wynikała z niechęci wobec otwartego przeciwstawienia mu się w Ammanie, jak również z przekonania, że haszemicka obecność w Transjordanii ułatwi Brytyjczykom sprawowanie kontroli nad rozlicznymi w tym rejonie plemionami beduińskimi, które tradycyjnie odrzucały jakąkolwiek formę rządu centralnego. Możliwe również, że widział to jako środek wychodzący naprzeciw niektórym haszemickim żądaniom oraz dezawuujący ich oskarżenia o niedotrzymanie przez Brytyjczyków podjętych zobowiązań.
Oddzielenie Transjordanii od Palestyny we wrześniu 1922 roku nie zmieniło biegu ani rozwoju arabsko-żydowskiego konfliktu w zachodniej Palestynie. Od momentu proklamacji mandatu w lipcu 1922 roku, sednem problemu była sprzeczność między teorią i uzasadnieniem systemu mandatowego z jednej strony i realną rzeczywistością w Palestynie z drugiej. Zgodnie z mandatem, Wielka Brytania była odpowiedzialna za rozwój kraju w kierunku niepodległości, lecz zawierało to w sobie również deklarację Balfoura z jej nieokreślonym zobowiązaniem wobec przyszłego „żydowskiego domu” w Palestynie. Z biegiem czasu, oba te cele okazały się nie do pogodzenia. Nie tylko sytuacja demograficzna, a konkretnie fakt, że Żydzi w Palestynie stanowili zaledwie jedną dziesiątą populacji, ale również, co bardziej istotne, powstanie arabskiego palestyńskiego ruchu narodowego wymuszało niezależność Palestyny w kształcie określonym przez traktat. W trakcie pierwszych dziesięciu lat sprawowania mandatu, brytyjski rząd miał ciągle nadzieję, iż mimo sprzecznych interesów obie społeczności będą znajdować się pod brytyjskim panowaniem i wpływami, i zaakceptują koegzystencję.
W roku 1926, wobec nowej fali imigracji z Polski, wywołanej tamtejszymi pogromami z roku 1924, żydowskie kierownictwo rozpoczęło skupowanie dużych połaci ziemi w Palestynie. Tak jak w latach 90-tych poprzedniego wieku, niezwykły wzrost imigracji i zakupu ziemi odmieniły Palestyńczyków; i tak jak we wczesnych latach wieku XX, żydowskie hasło „Hebrajska praca” znowu postrzegane było jako bezpośrednie zagrożenie dla arabskich warunków egzystencji w Palestynie.
Wybuch przemocy między Arabami i Żydami w roku 1929 uświadomił Brytyjczykom, że Palestyna może być bardziej brzemieniem, niż cennym strategicznym nabytkiem. Począwszy od roku 1930 Brytyjczycy podjęli szereg inicjatyw, od podziału kraju zaczynając, a kończąc na jego kantonizacji, mających na celu rozwiązanie konfliktu. Jako że kierownictwo palestyńskich Arabów miało nadzieję, iż arabskie zaangażowanie i zasadniczo pro-arabskie ministerstwo spraw zagranicznych skłonią Wielką Brytanię do odrzucenia deklaracji Balfoura i przyzwolenia na ustanowienie arabskiego państwa unitarnego w Palestynie, odrzuciło ono większość zaproponowanych rozwiązań. Pod przywództwem Ben Guriona, Żydzi w Palestynie zaakceptowali większość planów, gdyż w ten czy inny sposób wszystkie one zawierały uznanie praw Żydów do własnego państwa.
W tym czasie, żydowski gmach w Palestynie rozrastał się zarówno liczebnie, jak i jakościowo, i Palestyńczycy stawali się coraz bardziej świadomi niebezpieczeństw opisywanych przez Hajj Amin al-Husajniego. Bardziej zuchwała i mniej ograniczona, niż w latach 20-tych, żydowska imigracja i zakupy ziemi osiągnęły rekordowy poziom w latach 30-tych. Wobec Hitlera, który w Niemczech otwarcie wspierał wypędzenie ludności żydowskiej oraz naśladującego go Mussoliniego, arabski nacisk na konieczność rozwiązania tracił na znaczeniu w zestawieniu z natychmiastową koniecznością uratowania Żydów w Europie przed zagładą i zapewnienia im bezpiecznego schronienia. Do połowy lat 30-tych, Żydzi stanowili już jedną trzecią populacji i w dalszym ciągu cieszyli się poparciem wyrażonym w deklaracji Balfoura.
Brak nadziei wobec polityki brytyjskiej popchnął w roku 1936 przywódców arabskich do trwającej trzy lata bezpośredniej rewolty przeciwko rządowi palestyńskiemu. Początkowo polegała ona na wykonywaniu regularnych uderzeń, lecz szybko przekształciła się w wojnę partyzancką skierowaną przeciwko brytyjskim instalacjom w Palestynie i angażującą ochotników z Syrii i Iraku jak również, w charakterze pomocniczym gdy sytuacja tego wymagała, wiejskie palestyńskie peryferia (miejska populacja była nastawiona bardziej nacjonalistycznie i dlatego była bardziej aktywna w rewolcie). Dzięki mediacji trzech arabskich władców, Ibn Sauda z Arabii Saudyjskiej, Faruka z Egiptu i Abdullaha z Transjordanii, w roku 1939 Brytyjczycy zgodzili się zmienić swoją politykę w Palestynie.
Ta nowa polityka zawarta została w Białym Dokumencie z roku 1939. Zdaniem wielu żydowskich i izraelskich historyków otwarcie obiecywał on odrzucenie deklaracji Balfoura oraz poważne restrykcje wobec żydowskiej imigracji i zakupu ziemi. Jednak w tym czasie, Wielka Brytania była całkowicie pochłonięta wojną w Europie, a żydowska organizacja w Palestynie zainicjowała operacje nielegalnej imigracji i osadnictwa.
Podczas gdy w pierwszych latach wojny Palestyńczycy łudzili się, że postępy Rommla w Afryce Północnej zapowiadają nową, korzystną dla Arabów erę na Bliskim Wschodzie, Żydzi opowiedzieli się po stronie aliantów, nawet przez chwilę nie wyrzekając się swoich politycznych aspiracji w Palestynie. Tu syjonistyczni przywódcy usiłowali osiągnąć niemożliwe: współpracować z Brytyjczykami przeciwko nazistom i w tym samym czasie przygotowywać się do możliwego konfliktu z Brytyjczykami w okresie powojennym. Jeszcze przed ostatecznym pokonaniem Niemiec wybuchła pod koniec roku 1944 otwarta walka między żydowskim podziemiem a armią brytyjską. Nowy rząd laburzystowski wyłoniony w wyniku wyborów parlamentarnych w lipcu 1945 roku musiał stawić czoła tej żydowskiej polityce konfrontacji.
Zadanie określenia polityki brytyjskiej wobec Palestyny po roku 1945 zostało powierzone nowemu ministrowi spraw zagranicznych, Ernestowi Bevinowi. W trakcie swojej pierwszej konferencji prasowej, Bevin przejawiał spory optymizm w kwestii szans na rozwiązanie konfliktu. Jego partia prezentowała w trakcie kampanii wyborczej pro-syjonistyczny punkt widzenia i dlatego syjoniści oczekiwali, że Wielka Brytania przyjmie teraz wobec nich mniej wrogą postawę. Mimo iż Bevin był czołowym politykiem laburzystowskim, był on jednocześnie jak najbardziej konserwatywnym ministrem spraw zagranicznych, który w swoim stosunku wobec bloku wschodniego i byłego Imperium Brytyjskiego w żadnym stopniu nie odchodził od linii obrony tradycyjnych brytyjskich interesów. Utrzymywał on politykę podobną do realizowanej przez poprzedni gabinet – usiłując uspokoić obawy świata arabskiego poprzez ograniczenie zarówno żydowskiej imigracji do Palestyny jak i możliwości zakupu ziemi. Podobnie jak jego poprzednicy, Bevin proponował parę rozwiązań, które tym razem zostały odrzucone nie tylko przez Palestyńczyków, ale również przez syjonistów.
Pierwsza i najważniejsza za czasów Bevina próba rozwiązania konfliktu podjęta została przez komitet anglo-amerykański, który zajmował się kwestią Palestyny od końca 1945 r., poprzez cały rok 1946. 31 sierpnia 1945 roku, poruszony sytuacją uratowanych z Holocaustu, amerykański prezydent Harry S. Truman wywarł nacisk na rząd brytyjski, aby ten zezwolił na natychmiastową imigrację 100 tysięcy Żydów z Europy do Palestyny. Brytyjskie ministerstwo Spraw Zagranicznych odpowiedziało sugestią powołania połączonego anglo-amerykańskiego komitetu badawczego, który miałby znaleźć rozwiązanie sytuacji żydowskich ocalonych i jednocześnie wydać opinię na temat rozstrzygnięcia arabsko-żydowskiego konfliktu w Palestynie.
Początkowa pozytywna reakcja Bevina na inicjatywę amerykańską wynikała z jego pragnienia bardziej aktywnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w kwestię Palestyny. Po II wojnie światowej, amerykańska polityka izolacjonistyczna została zastąpiona kierunkiem na obronę i realizację interesów bloku zachodniego vis-á-vis Związku Radzieckiego. To doprowadziło do powstania głośnego aliansu anglo-amerykańskiego, którego Bevin był bez wątpienia jednym z głównych architektów. Z oczywistych przyczyn, próbował on wykorzystać siłę tej nowej, wspólnej transatlantyckiej woli w celu zwiększenia szans na znalezienie rozwiązania sytuacji w Palestynie. Co więcej, wierzył on, że taki sojusz mógłby ograniczyć wpływy amerykańskiej diaspory żydowskiej w Białym Domu, które postrzegał jako podstawową przyczynę braku jedności polityki obu mocarstw wobec Palestyny. Jakkolwiek większość historyków będzie twierdzić, że Bevin przeceniał wagę amerykańskich syjonistów zarówno w samych Stanach Zjednoczonych, jak i w Palestynie, niemniej oceniał on poprawnie wpływ amerykańskiej administracji na politykę syjonistyczną. Amerykanie krytycznie oceniali stosunek Bevina do syjonistycznych aspiracji, ale sami nie potrafili zaproponować rozwiązania alternatywnego; w rzeczywistości nie mieli oni ochoty dzielić brzemienia rozwiązywania problemu.
W każdym razie, sześciu „nieoficjalnych obywateli” z każdego kraju wzięło udział w anglo-amerykańskim komitecie, który u progu 1946 roku wyruszył do Europy i Palestyny. Działalność tego komitetu oraz wnioski przezeń wypracowane w pewnym sensie należą do bilansu wojny roku 1948, gdyż oznaczają one początek dyplomatycznej walki między Palestyńczykami a syjonistami o sympatię i zrozumienie światowej opinii publicznej. Nie będąc czysto abstrakcyjnym pojęciem, światowa opinia publiczna posiadała swoje forum i swoją instytucję: Organizację Narodów Zjednoczonych, ponadnarodowe ciało utworzone przez zwycięskich aliantów w roku 1945 w celu rozwiązywania międzynarodowych problemów, a szczególnie takich konfliktów regionalnych jak kwestia palestyńska. Jako że osiągnięty na tym wczesnym etapie sukces syjonistów dał im istotną przewagę w następnych okresach dyplomatycznej batalii, opiszemy go tutaj w kilku szczegółach.
Komitet rozpoczął swoje badania od odwiedzenia obozów dla uchodźców w Europie i dopiero potem przeniósł się do Palestyny. Główną przyczyną syjonistycznego sukcesu było wrażenie, jakie na członkach komitetu wywarł Holocaust. Delegaci z żydowskiej społeczności w Palestynie przekonali wielu mieszkańców obozów do przyjęcia pro-syjonistycznego punktu widzenia. Wszyscy żydowscy ocaleni mówili o swoim pragnieniu wyemigrowania do Palestyny: Większość z dipisów, którzy początkowo nie chcieli jechać do Palestyny została dość łatwo przekonana, że dla dobra większości powinni przed obliczem komitetu zaprezentować zjednoczony front żydowski.
Kiedy komitet przybył do Palestyny, został on gorąco powitany przez Żydów i zbojkotowany przez Wysoki Komitet Arabski. To przechyliło sympatię komitetu na stronę żydowską, który i tak już był pod wrażeniem militarnej siły Żydów oraz ich osiągnięć w dziedzinie osadniczej ekspansji. Po wizycie w Palestynie większość członków komitetu zgadzało się z syjonistami co do konieczności powiązania demograficznej sytuacji Żydów w Europie i żydowskiego osadnictwa w Palestynie. W rzeczywistości komitet podzielił syjonistyczną argumentację, iż powinno brać się pod uwagę nie tylko rozmiar żydowskiej i arabskiej społeczności w samej Palestynie, ale również możliwość natychmiastowej masowej imigracji żydowskiej do tego kraju.
Ten punkt widzenia został przyjęty przez amerykańskich członków komitetu w Waszyngtonie. Historycy różnią się w swych wyjaśnieniach przyczyn amerykańskiej odmowy współpracy z Brytyjczykami. Niektórzy utrzymują, że ruch syjonistyczny korzystał na kontrowersjach między USA a Wielką Brytanią, odnoszących się do wielu globalnych zagadnień, co skłaniało administrację amerykańską do przyjmowania bardziej pro-syjonistycznego kursu. Inni podkreślają, że szczere zaniepokojenie Trumana położeniem europejskich Żydów odgrywało istotną rolę w pro-syjonistycznej polityce jego administracji. Michael Cohen wskazuje, że: „Truman miał również inne, bardziej przyziemne powody, aby nagłaśniać swoje sympatie dla żydowskich ofiar. Jako niewybrany i niezwykle niepopularny w trakcie swej pierwszej kadencji prezydent, Truman w żadnym razie nie mógł sobie pozwolić na nic poniżej nadwrażliwości na tę kwestię.” Ponadto, jak wykazały ostatnie badania, nawet niesyjonistyczne organizacje żydowskie w USA – szczególnie Amerykański Kongres Żydów – sprawiały na komitecie i na administracji wrażenie, że w kwestiach praktycznych będą popierać koncepcję ustanowienia żydowskiego państwa.
Powiązanie, jakie zostało wytworzone w umysłach członków komitetu pomiędzy losem europejskich przesiedleńców i Żydów w Palestynie, stanowi decydujący czynnik umożliwiający zrozumienie roli odgrywanej przez Holocaust w utworzeniu państwa Izrael. Izraelscy historycy nie zaprzeczają dziś tej zależności.
30 kwietnia 1946 roku anglo-amerykański komitet zakończył swoją pracę. Po pierwsze, rekomendował on obu rządom przyzwolenie na wpuszczenie do Palestyny 100 tysięcy Żydów z europejskich obozów dla uchodźców. Druga rekomendacja mogła wyłącznie zadowolić marginalną żydowską frakcję zwaną „Brit Shalom”; komitet sugerował ustanowienie dwunarodowego państwa pod administracją ONZ, które gwarantowałoby równe prawa oby społecznościom. Do czasu, gdy rekomendacje zostały upublicznione, zarówno Żydzi, jak i Arabowie w Palestynie mieli już wysokie aspiracje. Propozycje komitetu zostały odrzucone przez rząd brytyjski. Jednakże pierwsza rekomendacja znamionowała rzecz jasna znaczącą zmianę stanowiska zachodniej opinii publicznej i musiała ucieszyć syjonistycznych przywódców.
Tak przedstawiała się sytuacja, kiedy oba mocarstwa postanowiły przemyśleć odrzucone rekomendacje komitetu anglo-amerykańskiego, desygnując do kolejnego komitetu badawczego dwóch przedstawicieli, Brytyjczyka Herberta Morrisona i amerykańskiego dyplomatę, Henry’ego F. Grady’ego. Komitet Morrisona-Grady’ego sugerował podział Palestyny na cztery prowincje pod patronatem międzynarodowym, a rząd brytyjski zaprosił obie strony do wzięcia udziału we wspólnej konferencji, mającej przedyskutować nową propozycję. Jednak dzielenie jabłka na czworo było równie nieatrakcyjne dla Palestyńczyków i Żydów, jak dzielenie go na dwie części i tylko kraje arabskie wysłały swoich przedstawicieli do wzięcia udziału w negocjacjach z Brytyjczykami. Bez uczestnictwa bezpośrednio zainteresowanych stron, konferencja okazała się próżnym zabiegiem dyplomatycznym.
Oczywiste niezadowolenie Bevina z konkluzji osiągniętych przez komitet anglo-amerykański oraz rozczarowanie postawą stron wobec propozycji Morrisona-Grady’ego doprowadziło do ostatniej brytyjskiej próby rozwiązania konfliktu. Był to owoc własnych przemyśleń Bevina i konstytuował kompromis między tendencją jego Ministerstwa Spraw Zagranicznych do wspierania arabskich żądań państwa unitarnego oraz gotowością nowego sekretarza do spraw kolonii, Arthura Creech-Jonesa do poparcia koncepcji podziału. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opierało się na stwierdzeniu 76 artykułu Karty Narodów Zjednoczonych, które wspierało prawo do niepodległości każdego narodu, który sobie tego życzył. Niepodległości wprowadzanej zgodnie z zasadami demokratycznymi, takimi jak władza większości. W roku 1947 Arabowie stanowili ponad 65 procent populacji Palestyny i dlatego uzyskali poparcie brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z drugiej strony, Creech-Jones, akceptując odniesienie do wartości demokratycznych, zaznaczał, że ani jeden, jakkolwiek umiarkowany syjonista, nie zaakceptuje takiego rozwiązania. Akcentował on również brytyjskie, a szczególnie laburzystowskie oddanie dla ruchu syjonistycznego. Bevin musiał balansować między tymi dwiema sprzecznymi opiniami i jego kompromisowe rozwiązanie, zaproponowane na początku roku 1947, zakładało autonomię prowincjonalną w Palestynie – to znaczy, sugerował on kantonizację Palestyny pod administracją brytyjską. Akceptował wpuszczenie 100 tys. Żydów, lecz skłaniał się do zrealizowania tego etapami – 4 tys. Żydów każdego miesiąca w trakcie dwóch lat.
Plan Bevina został zaprezentowany na konferencji w Londynie, w której uczestniczyli zarówno syjoniści, jak i Palestyńczycy, jednak żadna ze stron propozycji nie zaakceptowała. Nie istniała możliwość wypracowania kompromisu, skoro żydowskie kierownictwo w Palestynie „nie będzie rozważać żadnego rozwiązania poza podziałem”, podczas gdy przywódcy arabscy „nie zgodzą się na nic mniej, niż natychmiastowa niepodległość całej Palestyny”. Dlatego też „żadna ilość brytyjskich próśb bądź brytyjskiego nacisku nie mogła pogodzić stanowisk obu stron”.
Niemożliwość znalezienia akceptowalnego rozwiązania, nasilenie żydowskich operacji w Palestynie skierowanych przeciwko brytyjskiemu personelowi i instalacjom, szczególnie mroźna zima na wyspach brytyjskich, połączona z brakami w zaopatrzeniu w węgiel i chleb, kryzys ekonomiczny wywołany amerykańskimi żądaniami zwrotu wysoko oprocentowanych pożyczek udzielonych Wielkiej Brytanii jako finansowe wsparcie w trakcie II wojny światowej – wszystkie te wydarzenia złożyły się na uświadomienie sobie, że problem palestyński jest nierozwiązywalny i przywiodło gabinet brytyjski do oddania go w inne ręce.
Najistotniejszą rolę w podjęciu tej decyzji odegrały rozważania natury strategicznej. Dla premiera Clementa Atlee, Palestyna stała się, podobnie jak Indie, „ekonomicznym i militarnym obciążeniem” i dlatego w następstwie przekazania władzy w Indiach, zaczął on coraz konsekwentniej stosować tę samą formułę wobec Palestyny. W Indiach Brytyjczykom udało się ustalić datę ewakuacji oraz zapewnić wstępne porozumienie między dwiema społecznościami. Z tej przyczyny, rozwiązanie indyjskie odgrywało istotną rolę w myślowej ewolucji premiera.
Możliwe są również inne historiograficzne wyjaśnienia. Podczas gdy istnieją izraelscy i arabscy historycy, którzy podejrzewają, że Londyn nie chciał całkowicie wycofywać się z Palestyny, lecz rozważał powrócić tam przy pomocy ONZ i USA, historycy brytyjscy zapewniają, iż Bevin był kompetentnym mężem stanu, który w odpowiednim momencie zdecydował o skoncentrowaniu swojej energii i wysiłków na rozpoczynającej się zimnej wojnie w Europie i porzucił mniej istotne kwestie, takie jak Palestyna. Są również tacy, którzy źródeł brytyjskiej decyzji szukają we wczesnych latach 40-tych.
Można też wspomnieć o wersji prezentowanej przez prawicowych historyków izraelskich, którzy zdają się wierzyć, że decydująca rolę w wyparciu Brytyjczyków z Palestyny odegrały przedpaństwowe organizacje podziemne. Na poziomie akademickim, można to rzecz jasna uznać jako częściowe wytłumaczenie. Podziemny terroryzm miał niewątpliwie wpływ na brytyjską politykę. Dokonywane przez żydowskich ekstremistów zabójstwa brytyjskich żołnierzy, stwarzały wokół dalszej brytyjskiej obecności w kraju atmosferę niemożliwą do zniesienia. Jednakże wątpliwe jest, czy samo w sobie mogło to skłonić Brytyjczyków do opuszczenia Palestyny.
Tak czy inaczej, do lutego 1947 roku wszyscy zainteresowani zdali sobie sprawę, że brytyjski mandat w Palestynie ma się ku końcowi. Kwestię, kto będzie rządzić Palestyną po wycofaniu się Brytyjczyków, pozostawiono ONZ-owi. Karta NZ zawierała zobowiązanie niepodległych narodów świata do wspierania prawa do samostanowienia. Karta wyrażała również nadzieję na zapanowanie pokoju w umęczonym i okaleczonym świecie. Było to szczególnie trudne do osiągnięcia w regionach, gdzie dwa ruchy narodowe walczyły o tę samą ziemię.
WYBUCH PRZEMOCY: OD LISTOPADA 1947 DO MAJA 1948
Następnego ranka po tym, jak Zgromadzenie Ogólne ONZ ratyfikowało rezolucję o podziale, Palestynę ogarnął wybuch przemocy zwiastujący początek wojny domowej, która trwać miała do 15 maja 1948 roku. Pierwsze ataki przeprowadzili Palestyńczycy przeciwko Żydom. Dwa żydowskie autobusy zostały zaatakowane w pobliżu lotniska w Liddzie, a 2 grudnia w Jerozolimie arabska młodzież splądrowała żydowski bazar i centrum handlowe. Tego samego dnia Arabowie w całej Palestynie rozpoczęli trzydniowy strajk. W pierwszych dwóch tygodniach grudnia odnotowano sporadyczne ataki na osiedla żydowskie na północy i wzdłuż palestyńskiego wybrzeża oraz na główne drogi międzymiastowe. Wkrótce na arabską przemoc zareagowały Irgun i gang Sterna – trzykrotnie pomiędzy 23 grudnia i 7 listopada żydowscy ekstremiści dokonali zamachów bombowych na arabskie tłumy w pobliżu Bramy Damasceńskiej i Bramy Jafy, w obrębie jerozolimskiego Starego Miasta.
Czy były to początki „palestyńskiej rzezi na społeczności żydowskiej” w Palestynie? Sir Alan Cunningham – ostatni Wysoki Komisarz w Palestynie – jest odmiennego zdania. Informował on Londyn, że „zamieszki w Jerozolimie nie są wynikiem zorganizowanej ofensywy przeciw Żydom, lecz raczej spontanicznymi demonstracjami przeciwko rezolucji o podziale”. Do analizy Cunninghama przychylają się historycy palestyńscy, którzy postrzegają przemoc jako naturalną konsekwencję wielu odbywających się w tym czasie demonstracji. Stało to jednak w sprzeczności z poglądem przyjętym przez żydowskich przywódców, którzy z naciskiem zadeklarowali światu, iż zaczęła się wojna na wyniszczenie.
Pierwszy dzień walk zakończył się śmiercią siedmiu Żydów i spaleniem w Jerozolimie kilku budynków mieszkalnych i usługowych. Następnego ranka identyczną ilość Arabów zostało zabitych z zemsty przez Żydów. Podobnie jak w przypadku wojny domowej w Libanie, ograniczone wystąpienia w rodzaju tych, które miały miejsce w Jerozolimie, mogą okazać się wystarczające do rozpalenia całego kraju, szczególnie, gdy nieobecna jest wola do natychmiastowego zakończenia starć. Istnienie takiej sytuacji w Palestynie potwierdza następujący fragment z dziennika Ben Guriona, gdzie autor odnosi się do wznowienia przemocy po okresowym zastoju w walkach w ciągu roku 1947.
„Jeszcze pięć dni temu [25 grudnia 1947] Jerozolima była w miarę spokojna. Miały miejsce izolowane ataki na żydowskich turystów zwiedzających Stare Miasto i Bramę Damasceńską. I wówczas nagle dowódca Hagany w Jerozolimie oświadczył, że w Romemie [okolica na zachodnich przedmieściach Jerozolimy] mieszka Arab, który posiada motocykl oraz stację benzynową, i który jest informatorem [na rzecz strony arabskiej] przekazującym dane dotyczące ruchu żydowskich konwojów w stronę miasta. Żydowski dowódca podejmuje decyzję o zabiciu go na jego stacji w Romemie i dokonuje tego. Ten Arab pochodzi z Kolonii (a nie z Lifty, wioski, która była źródłem kłopotów dla żydowskich konwojów do miasta), więc ludzie z jego wioski dokonują zemsty atakując żydowski autobus, siedem osób jest rannych. W tym momencie błędne koło zaczyna się toczyć – odwet i kontrodwet.”
Świadectwo Ben Guriona jest najistotniejsze dlatego, że ujawnia ono, iż w niektórych przypadkach – a wspomina on o wielu takich – bardziej umiarkowane zachowanie Żydów mogło sprawić, iż ludność arabska pozostałaby w większości obojętna wobec rozwijającego się konfliktu. Jako kolejny przykład, Ben Gurion podaje wioskę Silwan, na obszarze Jerozolimy, która została bez prowokowania zaatakowana przez Haganę. Ben Gurion cynicznie zauważa: „Teraz oczywiście, Silwan atakuje Żydów”. W tym samym miejscu, Gad Machnes, doradca Ben Guriona do spraw arabskich mówi żydowskiemu przywódcy, że zamieszki w Galilei zostały sprowokowane i zainicjowane przez stronę żydowską.
Arabskie ataki, które swoją kulminację osiągnęły w styczniu 1948 roku, przeprowadzone zostały na taką skalę, iż udało im się wstrząsnąć poczuciem pewności społeczności żydowskiej, która po raz ostatni doświadczyła podobnego okresu wrogości w roku 1937. Podsumowując nastrój panujący w tamtym okresie wśród żydowskiej społeczności w Palestynie, izraelscy historycy nazwali ten okres „nadirem jiszuw”. Akcje przeciwko osiedlom i głównym drogom zaskoczyły syjonistyczne kierownictwo, które dokonało błędnej oceny siły oraz intensywności arabskiej reakcji. Konsternację i desperację daje się łatwo wyczytać z materiałów pochodzących ze spotkania rady Mapai, które odbyło się na początku lutego 1948 roku. Większość członków była szczególnie zaniepokojona losem Jerozolimy i winiła uczestniczącego w tym spotkaniu Ben Guriona za nieodpowiednie przygotowanie społeczności do walki. Arabskie oblężenie izolowanego osiedla żydowskiego w Negewie było kolejną gorzką pigułką. Ben Gurion odmówił opisywania sytuacji w tonie alarmistycznym i kładł nacisk na to – i tu miał rację – że arabskie lokalne wysiłki w Palestynie nie przyniosły rezultatu. Był on jednakże gotów przyznać, iż jest zaskoczony brakiem szybkich sukcesów ze strony żydowskiej społeczności w Jerozolimie i przypisać ten relatywny arabski sukces pro-arabskiej postawie przyjętej przez wojska brytyjskie oraz heterogenicznej tkance etnicznej ludności miasta. Żydowski przywódca nie uściślił co miała znaczyć ta ostania uwaga – mogło to być odniesienie do braku poparcia ze strony Żydów sefardyjskich, bądź, co bardziej prawdopodobne, do lokalnego patriotyzmu przeróżnych sekt.
W ciągu kilku tygodni, oszołomienie po stronie żydowskiej zostało zastąpione przez desperację wśród Arabów. Sekretarz Wysokiego Komitetu Arabskiego, Husajn al-Khalidi, był w tym czasie w Jerozolimie i informował muftiego, że brak amunicji, nieobecność pomocy medycznej oraz brytyjska polityka rozbrajania każdego spotkanego, Żyda czy Araba, pozostawia Palestyńczyków bezbronnymi wobec zdeterminowanych żydowskich działań, mających na celu przejęcie miasta. Narzekał on również, że żaden z palestyńskich przywódców nie stanął u jego boku w tej decydującej godzinie.
W marcu 1948 roku, wojna w Jerozolimie rozprzestrzeniła się na sąsiadujące arabskie wioski. Arabski komendant obszaru Jerozolimy, Abd al-Kader al-Husajni, którego wojska stacjonowały w wioskach, próbował utrudniać codzienną komunikację między Jerozolimą a wybrzeżem. Walka Żydów o utrzymanie drogi do Jerozolimy oraz operacje odwetowe przeprowadzane przeciwko arabskim wioskom położonym w okolicy, stały się ważnym rozdziałem późniejszej izraelskiej epiki wojennej. Z punktu widzenia historycznego, kampania ta umożliwiła Żydom rozszerzenie zasięgu swojego panowania w Jerozolimie i okolicznych osiedlach.
Nieustanne arabskie ataki na drogę jerozolimską od samego początku wojny wywoływały wśród ludności żydowskiej w mieście poczucie oblężenia, a kierownictwo bało się, że jego zdemoralizowana społeczność nie będzie w stanie na dłuższą metę przeciwstawić się temu wrażeniu. W rzeczywistości, jakkolwiek Arabom udało się przejąć główne źródła zaopatrzenia w wodę, a ich częste ataki na drogi wiodące do miasta wywoływały braki w zaopatrzeniu żydowskich okolic w żywność, miasto nigdy nie zostało całkowicie otoczone przez siły arabskie.
Na przestrzeni lutego 1948 r., lokalne kierownictwo żydowskie, dzięki mądremu zorganizowaniu i rozdysponowaniu miejskich zasobów, przezwyciężyło większość problemów i ciężkie dla społeczności dni skończyły się. Dwa miesiące później, na początku kwietnia, Żydzi pokonali oddziały al-Husajniego – był to sukces który dawał im poważną przewagę w momencie, kiedy wojna w Jerozolimie weszła w swoją druga fazę, trwającą od czerwca do lipca 1948 r.
Dwa inne główne miejskie centra Palestyny, Jafa-Tel Awiw i Hajfa zostały również silnie dotknięte toczącą się wojną. Miasto Jafa-Tel Awiw zostało wyraźnie podzielone między obie społeczności, z wyjątkiem arabskich wiosek Szeik Munis, Semeil i Jamusin, które usytuowane były wewnątrz zdominowanego przez Żydów terenu Tel Awiwu. Od początku walk Żydzi mieli przewagę i we wczesnym etapie wojny mieszkańcy Sumeilu i Jamusinu zostali wypędzeni, a ich wioski zniszczone. Co więcej, podczas gdy w Jerozolimie drogi wiodące do miasta kontrolowane były przez arabskich wieśniaków, Jaffa pozostawała na łasce żydowskich osadników, zawiadujących głównymi wjazdami do miasta.
Bardzo szybko po pierwszej wymianie ognia w Jafie, lokalne kierownictwo złożone z burmistrza Jusufa Hajkala i przywódcy paramilitarnego ruchu Najjada, Nimra Hawariego, chciało rozpocząć negocjacje z Żydami. 9 grudnia 1947 roku, pomiędzy burmistrzami Tel Awiwu i Jafy osiągnięte zostało porozumienie o zawieszeniu broni. Porozumienie popierane było przez bogatych arabskich kupców z Jafy, jako że zawieszenie broni umożliwiało im wznowienie normalnej działalności handlowej, a ich byt zależał od handlu cytrusami. Jednakże ta wyjątkowa sytuacja nie przetrwała długo, gdyż pozostałe elementy po obu stronach nie respektowały porozumienia o zawieszeniu broni. Po stronie żydowskiej złożenia broni odmawiał Irgun i Lehi (gang Sterna), po stronie arabskiej walkę kontynuowała Arabska Armia Wyzwoleńcza. Porozumienia nie przestrzegał również powołany przez Wysoki Komitet Arabski wojskowy komendant Liddy i Ramallah.
Na tym etapie, lokalni przywódcy arabscy w Jafie błagali komitet wojskowy Ligi o przysłanie amunicji i wzmocnień, lecz na próżno. Oddziały żydowskie, zgodnie z planem D, okrążyły Jafę ale nie posunęły się do niczego więcej niż oblężenia, gdyż dowodzący oficerowie brytyjscy zapobiegli zmasowanemu atakowi na miasto. Jednakże, skoro nie było nikogo, kto chciałby uratować jej mieszkańców, wystarczyło oblężenie i 11 maja 1948 roku Jafa skapitulowała.
Aż do ostatnich dni mandatu gwarantującego obecność Brytyjczyków, również arabskie dzielnice w Hajfie były bezpieczne. Tak jak w Jafie, lokalne wymiany ognia, strzały snajperów oraz materiały wybuchowe podkładane przez Żydów na terytorium arabskim i vice versa doprowadziły do bardziej intensywnych walk. Usytuowanie żydowskich osiedli na górze Karmel dawało istotną przewagę strategiczną, w pełni wykorzystaną przez żydowskie oddziały. W dodatku Żydzi w Hajfie przewyższali liczebnie Arabów, byli lepiej wyposażeni i lepiej zorganizowani pod dowództwem tak efektywnych oficerów jak Mosze Karmel. Przed podjęciem działań będących odpowiedzią na ataki Arabów, Karmel nie czekał na instrukcje swoich przełożonych. Przyniosło to falę uchodźców z biedniejszych okolic miasta, która poszła w ślady wcześniejszej grupy lepiej sytuowanych rolników, którzy uciekli już w grudniu 1947 r. Jednym z pierwszych celów żydowskiej ofensywy był port. Zbudowany przez Brytyjczyków w roku 1925, był on w praktyce jedynym z prawdziwego zdarzenia portem w Palestynie i dlatego też pożądały go obie strony konfliktu. Żydowska operacja miała na celu usunięcie arabskich dokerów i zastąpienie ich robotnikami żydowskimi. W lutym 1948 r. mianowano żydowskiego dyrektora portu i wszyscy Arabowie zostali z doków usunięci.
Gorszy los spotkał dwie wioski na północno-wschodnich przedmieściach Hajfy (Balad al-Szeik i Hawassę) w następstwie walk pomiędzy żydowskimi i arabskimi robotnikami pobliskiego kompleksu rafineryjnego, które przyniosły śmierć czterdziestu Żydów. Operacja przeciwko tym dwu wioskom, która zakończyła się ich całkowitym zniszczeniem, miała jednak szersze cele: dowództwo Hagany postanowiło przeprowadzić operację na szeroką skalę w celu zastraszenia Arabów oraz poprawienia morale, a jako cele wyznaczono właśnie wioski Balad al-Szeik i Hawassę. Na podstawie zaaprobowanej przez generalne dowództwo sugestii Karmela przeprowadzono w dwóch wioskach masakrę. Rozkaz mówił o zabiciu tak wielu mężczyzn, jak jest to możliwe, ale o „unikaniu zabijania kobiet i dzieci, na ile to jest możliwe”. Po zakończeniu operacji wszyscy mężczyźni z obu wiosek byli martwi, podobnie jak pewna ilość dzieci i kobiet. W późniejszym okresie, na ruinach tych wiosek wzniesiono żydowskie osiedla Ben-Dor i Tel-Hanan. W następstwie tego, wśród polityków społeczności żydowskiej wywiązała się dyskusja na temat konieczności podobnych akcji, jednak nie wyciągnięto z niej żadnych operacyjnych wniosków.
Gdyby dotarł wysłany z Bejrutu arabski konwój z ludźmi i amunicją, mogło to zmienić sytuację w marcu 1948 roku. Jednak został on wciągnięty w zasadzkę przez oddziały Hagany i Arabowie z Hajfy zostali zdani całkowicie na własne siły. Oddziały żydowskie w mieście czekały ze swoją operacją przejęcia kontroli aż do 12 kwietnia 1948 roku, kiedy generał Stockwell, brytyjski wojskowy komendant Hajfy ogłosił, że jego siły zostały zwolnione z jakiejkolwiek odpowiedzialności za miasto. Siły żydowskie natychmiast rozpoczęły swoją ofensywę i w ciągu trzech dni zajęły dzielnice arabskie. Ostatnią usługą zaoferowaną przez lokalnych dowódców brytyjskich była mediacja między pokonanymi Palestyńczykami a Żydami, która przyniosła rezultat w postaci relatywnie dużej ilości Arabów, którym pozwolono pozostać w Hajfie. Ogólna atmosfera wkrótce się poprawiła, co może wyjaśniać względnie dobre stosunki panujące tam dzisiaj między obiema społecznościami.
Zwycięstwo w bitwie o centra miejskie było najbardziej istotnym żydowskim osiągnięciem w trakcie wczesnej fazy wojny. Sukces ten miał dwie główne przyczyny: po pierwsze, Plan D wymieniał przejęcie miast o ludności mieszanej, jako jeden z głównych celów wojny. Po stronie arabskiej, zarówno jeśli chodzi o dokonywanie w niektórych wypadkach aktów przemocy, jak i w innych, gdzie odpowiadano na ataki żydowskie, nie istniało takie jasne zrozumienie kierunków i celów, jakie Plan D zapewniał Żydom.
Ważnym czynnikiem decydującym o wyniku walk w miastach była również różnica w jakości oddziałów wywiadowczych obu stron. Można odnieść wrażenie, że palestyńskie dowództwo było całkowicie nieświadome wielkości i siły oddziałów, z którymi przychodziło mu się konfrontować. Z drugiej strony, wywiad żydowski poprawnie oceniał zamęt, słabość i chaos panujący po stronie palestyńskiej oraz posiadał dobre rozeznanie w odniesieniu do dysfunkcjonalności przeróżnych arabskich narodowych komitetów. Większość rozmów telefonicznych pomiędzy lokalnymi przywódcami i Wysokim Komitetem Arabskim była przez Żydów przechwytywana i dzięki temu wiedzieli oni o konfliktach pomiędzy poszczególnymi frakcjami. Żydowski wywiad działał również jako agent provocateur, usiłując, w kilku przypadkach z sukcesem, wyolbrzymić już istniejące napięcia i wzmocnić siły sprzeciwiające się Husajniemu. Żydzi byli szczególnie zainteresowani popieraniem znanego politycznego przeciwnika Husajniego, burmistrza Nablusu, Sulimana Tukana. Jednakże Tukan obiecał już swoje posłuszeństwo Haszemitom.
W porównaniu z porażką w miastach, Arabowie byli dość efektywni w kwestii kontroli głównych dróg w kraju, m.in. drogi między Tel Awiwem a Jerozolimą, drogi z Tel Awiwu do Negewu, nadbrzeżnej drogi wiodącej na północ do Ras al-Nakura oraz równoległej do niej na wschodzie Palestyny, wiodącej z Tyberiady do żydowskiego osiedla Metula. Żydzi starali się obejść problem używając dróg drugorzędnych oraz poprzez eskortowanie uzbrojonymi pojazdami cywilnych transportów. Jednak największy nacisk kładli na odwet, atakując arabskie wioski wzdłuż dróg. Jak już zilustrowano na przykładzie masakr w Balad al-Szeik i Hawassie, najbardziej „aktywny” w tym dziele był na północy Mosze Karmel, który dokonywał odwetów natychmiast po incydencie i wiele z jego operacji przyniosło masowe ofiary w wioskach w południowej Palestynie.
Potrzeba podobnej polityki była już dyskutowana przez niektórych doradców Ben Guriona do spraw arabskich w styczniu 1948 roku. Wśród nich, zdecydowanym zwolennikiem polityki odwetu był Ezra Danin, który preferował jej stosowanie tak szeroko, jak to było możliwe. Danin powiedział Ben Gurionowi, że „nasi przyjaciele wśród Arabów informują nas, że zdecydowane uderzenie, z wysoką ilością ofiar po stronie arabskiej mogłoby zwiększyć wśród Arabów strach i mogłoby uczynić zewnętrzną arabską interwencję nieskuteczną.” Jego zdanie podzielał Gad Machnes, który powiedział Ben Gurionowi, że: „potrzebujemy okrutnej i brutalnej polityki odwetu, musimy być dokładni co do czasu, miejsca i ilości zabitych. Jeśli wiemy, że rodzina jest winna, powinniśmy być bezlitośni i zabić również kobiety i dzieci, w innym przypadku, reakcja jest bezużyteczna. Kiedy oddziały są w akcji, nie ma miejsca na sprawdzanie, kto jest winny, a kto nie.” O ile dwaj ostatni wiernie reprezentowali nastrój praktycznie całego otoczenia Ben Guriona, wyjątkiem był Eliahu Sasson, który sugerował ograniczenie działalności militarnej do tych rejonów, z których wyprowadzane były arabskie ataki. Wykazując odpowiednie rozeznanie sytuacji, Sasson myślał, że skoro Arabska Armia Wyzwoleńcza tak źle wypadała w konfrontacji z Żydami, wskazane byłoby ograniczenie żydowskich akcji po to, by nie dawać pretekstu Lidze do przysłania do Palestyny wzmocnień – było to wyjątkowe stanowisko w kwestii strategii, którego Ben Gurion, zgadzając się ze swymi pozostałymi doradcami, nie zaakceptował. Danin i Machnes postawili na swoim, a społeczność żydowska podjęła decyzję, iż najlepszym zabezpieczeniem embrionalnego państwa będzie szeroko zakrojona ofensywa.
Jednak polityka odwetu nie rozwiązała problemów z transportem, które w dodatku narastały w wyniku żydowskiej determinacji w utrzymaniu każdego osiedla, nawet najbardziej izolowanego. Żydowska koncepcja zakładała, że każde osiedle oznacza kontrolę nad otaczającym go rejonem. W kampanii przeciwko tym izolowanym osiedlom, główną rolę odegrała Arabska Armia Wyzwoleńcza, po klęsce której stały się one znowu relatywnie dostępne, a drogi zostały otwarte.
Pierwszy atak na izolowane żydowskie osiedle miał miejsce 9 stycznia 1948 roku. Żydowski kibuc na północy, Kefar Szold, został zaatakowany przez przybyły z Syrii oddział Arabskiej Armii Wyzwoleńczej. Następnie wojska al-Kawkjia (3) przeprowadziły w styczniu i lutym dwie skuteczne operacje przeciwko dwóm żydowskim konwojom, jedną na północy i jedną w okolicach Jerozolimy. Jednakże były to pierwsze i ostatnie zwycięstwa; ataki na kibuce Jehi’am i Tirat Zvi zostały skutecznie odparte. W marcu i kwietniu Arabska Armia Wyzwoleńcza zaczynała już być mniej efektywna w kwestii wpływu na przebieg wojny domowej. Jej ostatnim znaczącym wkładem w kampanię był atak na kibuc Miszmar Ha-emek, przeprowadzony 4 kwietnia 1948 r. Chociaż al-Kawkji rzucił do walki prawie wszystkie swoje siły i liczebnie przewyższał żydowskich obrońców, nie udało mu się ich pokonać.
Porażkę al-Kawkjia można wytłumaczyć faktem, iż nie były mu dostępne jakiekolwiek posiłki czy amunicja. Jego problemy zaczęły się, gdy Żydzi wysadzili wiele mostów na głównych drogach wiodących przez rzekę z Transjordanii ku Palestynie, co odcięło go od logistycznego zaplecza. Jednak jego głównym problemem była decyzja Abdullaha o zakazie transportu i ruchu ochotników poprzez jego terytorium. Haszemicki władca, który wcześniej był gorącym zwolennikiem al-Kawkjia uległ w styczniu 1948 roku perswazji sir Aleca Kirkbride’a i zatrzymał przerzut wojsk przez swoje posiadłości. Kirkbride był przekonany, że siły te mogły być ostatecznie użyte przeciwko Haszemitom i posłużyć do zamachu w Transjordanii. Abdullah bardziej obawiał się możliwego zagrożenia z południa – gdzie Saudowie sugerowali wysłanie swoich ochotników poprzez Transjordanię do Palestyny – i posunął się do wysłania swojej armii, aby zablokowała tym ochotnikom drogę.
Trzeba zaznaczyć, że nie istnieją żadne dowody wspierające podejrzenia Kirkbride’a. Al-Kawkji podlegał i zawdzięczał swoje zaopatrzenie Irakijczykom i do pewnego stopnia, Jordańczykom. Nie żywił on żadnych ambicji obalenia Abdullaha, ani też nic nie wskazywało na to, że mógłby on być w podobnej misji wysłannikiem Syryjczyków, czy kogokolwiek innego. Później w swoich dziennikach będzie on wyolbrzymiał własną rolę w wojnie, jednak żydowskie źródła przedstawiają go jako kogoś, kto w celu ustanowienia swojej władzy na północy Palestyny szukał modus vivendi praktycznie ze wszystkim, włącznie z Żydami.
Z kolei Egipt pozwolił swoim ochotnikom wkroczyć do Palestyny. Byli to głównie członkowie Bractwa Muzułmańskiego, którzy brali udział w atakach na izolowane żydowskie osiedla w Negewie. Były to całkiem udane operacje i w konsekwencji wiele osób po żydowskiej stronie doszło do przekonania, że niektóre z tych osiedli powinny być ewakuowane. Już w grudniu 1947 roku jeden z doradców Ben Guriona stanowczo doradzał ewakuację bardziej izolowanych osiedli. Jednak Ben Gurion zdawał sobie sprawę z wagi żydowskiej obecności na obszarze określonym przez ONZ jako część żydowskiego państwa i konsekwentnie odmawiał brania pod uwagę podobnych rad. W styczniu 1948 raku zadeklarował:
„Problem w Negewie nie polega na obronie osiedli. Nie ma tam prawie żadnych osiedli. Problem Negewu polega na obronie całego obszaru, jako części przyszłego żydowskiego państwa. Powiem to bardziej otwarcie: na okupacji Negewu. Musimy uważać każde osiedle w Negewie za wojskowy garnizon, widzieć w każdym Żydzie żołnierza i potrzebujemy siły, która zapewni całkowitą kontrolę Negewu.”
Strategia Ben Guriona natychmiast się opłaciła. Bractwo Muzułmańskie nie stanowiło poważnego zagrożenia dla sił żydowskich, których komendant na obszarze Negewu mógł 15 maja meldować: „Cały Negew jest pod panowaniem żydowskim. Walki ucichły, nie ma już zasadzek na konwoje, a wodociągi nie są już zagrożone sabotażami. Lokalna ludność, Beduini, zaakceptowali nasze panowanie.”
Podsumowując, jedynymi arabskimi sukcesami było utrudnianie żydowskich transportów, oblężenie Jerozolimy oraz kilka izolowanych ataków na osiedla w południowej Palestynie. Bardziej ekstremistyczne frakcje arabskie przez moment terroryzowały codzienne życie w Jerozolimie, Hajfie i Tel Awiwie (warte odnotowania jest wysadzenie Poczty Palestyńskiej oraz budynków Agencji Żydowskiej w Jerozolimie w lutym i marcu 1948 r.). Jednak tylko bardzo mała ilość oddziałów kontratakowała żydowskie palcówki i przez większość czasu Palestyńczycy zaangażowani byli w działania obronne.
Kiedy Plan D został wcielony w życie, Żydzi przeszli z obrony do ataku. Plan, inter alia, nakierowany był na rozszerzenie żydowskiego panowania w Palestynie. W wyniku czasowego zawieszenia przez Amerykanów ich bezwarunkowego poparcia dla planu podziału oraz porażki w walce o dominację nad głównymi drogami w kraju, postanowiono przejść do bardziej agresywnych operacji. Dlatego, od pierwszego kwietnia 1948 do końca wojny, żydowskie operacje realizowane były z zamiarem okupowania jak największej części Palestyny. Ipso facto, polityka ta zapewniła bezpieczny transport i komunikację między izolowanymi osiedlami. Pierwsze żydowskie uderzenie skoncentrowane zostało na wąskim pasie łączącym Tel Awiw i Jerozolimę. Tam, w trakcie walk o drogę do Jerozolimy, zabity został Abd al.-Kader al-Husajni. Dzień później zajęto Dajr Jasin i zmasakrowano tamtejszą ludność. Masakry dokonała grupa żołnierzy Irgunu, która zabiła około 200 wieśniaków. Irgun twierdził później, że operacja ta miała przyzwolenie Hagany i byłą częścią większej operacji żydowskiej w Jerozolimie. Dajr Jasin było usytuowane na szczycie strategicznego wzgórza panującego nad drogami wiodącymi do Jerozolimy. Dlatego można przyjąć, że jego zniszczenie było rzeczywiście zaaprobowane przez Haganę oraz że masakra była „interpretacją” rozkazów wojskowych dowódców dokonaną przez Irgun.
Gdzie indziej, na terenach wiejskich, Plan D został w pełni wprowadzony w życie. Plan wymieniał trzynaście operacji mających na celu okupację Palestyny, z których tylko jedna całkowicie się nie powiodła – okupacja żydowskiej dzielnicy w Jerozolimie. Do kwietnia Żydzi zakończyli zajmowanie miast z mieszaną ludnością, prawie całkowicie zabezpieczyli Jerozolimę i zadali Arabskiej Armii Wyzwoleńczej al-Kawkji’ego straty, z których nigdy się nie podniosła. Dziennik Ben Guriona oddaje uczucie ulgi, jakie żywili przywódcy żydowscy przed drugą fazą wojny – inwazją armii arabskich. Między 4 a 12 kwietnia, Ben Gurion zajęty był relatywnie mniej istotnymi sprawami, takimi jak natura stosunków między Agencją Żydowską a rządem tymczasowym po zwycięstwie.
Po stronie palestyńskiej nie było miejsca na odpoczynek czy mniej istotne sprawy. Trwała tragedia setek tysięcy Palestyńczyków, którzy byli wysiedlani bądź podejmowali decyzję o ucieczce, opuszczając swoją ojczyznę i stając się uchodźcami, których istnienie określa sytuację Bliskiego Wschodu po dziś dzień.
tłum. Tomasz Rafał Wiśniewski Lewą Nogą - półrocznik polityczno-artystyczny 17/05