Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Polacy przyjechali, by zabić nasze kobiety i dzieci. Myśleliśmy, że przyjechali nam tu pomagać, ale widać że jest inaczej - mówi jeden z mieszkańców wioski Nanger Khel. “Superwizjer” jako jedyny dotarł na miejsce tragedii. Jak mówi anonimowo jeden z polskich żołnierzy, nie były jasne rozkazy, jakie wydano Polakom uczestniczącym w zdarzeniu. - Jestem mieszkańcem Nanger Khel, wśród zabitych było 6 osób z mojej rodziny - opowiada mieszkaniec wioski ostrzelanej z moździerzy przez polskich żołnierzy. SuperWizjer, TVN24 Masakra w Nangar Khel: żołnierze nie otrzymali jasnego rozkazu W Afganistanie pełni misję 1200 polskich żołnierzy Polacy przyjechali, by zabić nasze kobiety i dzieci. Myśleliśmy, że przyjechali nam tu pomagać, ale widać że jest inaczej - mówi jeden z mieszkańców wioski Nanger Khel. “Superwizjer” jako jedyny dotarł na miejsce tragedii. Jak mówi anonimowo jeden z polskich żołnierzy, nie były jasne rozkazy, jakie wydano Polakom uczestniczącym w zdarzeniu. - Jestem mieszkańcem Nanger Khel, wśród zabitych było 6 osób z mojej rodziny - opowiada mieszkaniec wioski ostrzelanej z moździerzy przez polskich żołnierzy. Siedmiu polskim żołnierzom aresztowanym przez prokuraturę wojskową pod zarzutem zbrodni ludobójstwa grozi kara od 12. lat więzienia do dożywocia. 16 sierpnia polscy żołnierze ostrzelali z moździerza małą afgańska wioskę. Miała to być akcja przeciwko talibom, okazało się jednak, że terrorystów tam nie było. Zginęło sześciu cywilów, wśród których było dwoje dzieci. Wszystko zaczęło się trzy kilometry od wioski. O godzinie 11 wybuchła, na drodze polskich żołnierzy wybuchła mina. Trzy godziny później nastąpił ostrzał naszej wioski – mówi jeden z Afgańczyków – świadków tragedii. - Polacy przyjechali, by zabić nasze kobiety i dzieci. Myśleliśmy, że przyjechali nam tu pomagać, ale widać że jest inaczej - dodaje kolejny. - W akcjach tego typu stosuje się procedurę “Cordon and clear”, czyli otoczyć i zniszczyć. Otaczamy rejon w którym podejrzewamy, że znajdują się talibowie. Najpierw ostrzałem staramy się zmusić ich do opuszczenia kryjówek, następnie do akcji ruszają grupy bojowe – mówi anonimowo jeden z żołnierzy służących w Afganistanie. Jego zdaniem, “chłopcy wyjechali z bazy bez jasnego rozkazu – nie wiadomo czy mieli ostrzelać wzgórza, czy tez zademonstrować siłę”. - Nikt nie strzelał do Polaków, w wiosce nie było talibów. Nie wiem, czy to była pomyłka, czy celowe działanie. Polacy są najeźdźcami - mówi jeden z mieszkańców wioski. - W wioskę trafił tylko jeden z pocisków, lecz w okolicy wioski było 11 wybuchów – dodaje. Tymczasem anonimowy polski żołnierz twierdzi, że “z tego co mu wiadomo, w okolicy wioski spadło od trzech do pięciu pocisków”. Według “Superwizjera”, polscy żołnierze podejrzewali, że w wiosce przebywa jedne z lokalnych talibskich dowódców. – Widziałem taką osobę znajdującą się na terenie zabudowań – głosi jedno z zeznań żołnierzy obecnych na miejscu, do którego dotarł “Superwizjer”. - Ppor Łukasz B. obawiał się, że ostrzał zrani mieszkańców wioski. Pojechał skonsultować decyzję o ostrzale z innym dowódcą, i właśnie w tym czasie żołnierzy zaczęli strzelać. Przestali gdy na miejsc powrócił Łukasz B. i rozkazał przerwanie ostrzału - mówi anonimowo jeden z polskich żołnierzy. Nie ma strzelania na slepo, cele są zawsze wcześniej sprawdzane – podkreśla były szef GROM gen. Roman Polko. Jak mówi jeden z oficerów amerykańskich, nie zdarzyło się dotychczas by żołnierz któregokolwiek państwa koalicji, został aresztowany za zabicie afgańskich cywilów podczas akcji. http://www.islam-in-poland.org/index.php/13673/
Polacy przyjechali, by zabić nasze kobiety i dzieci. Myśleliśmy, że przyjechali nam tu pomagać, ale widać że jest inaczej - mówi jeden z mieszkańców wioski Nanger Khel. “Superwizjer” jako jedyny dotarł na miejsce tragedii. Jak mówi anonimowo jeden z polskich żołnierzy, nie były jasne rozkazy, jakie wydano Polakom uczestniczącym w zdarzeniu. - Jestem mieszkańcem Nanger Khel, wśród zabitych było 6 osób z mojej rodziny - opowiada mieszkaniec wioski ostrzelanej z moździerzy przez polskich żołnierzy.
SuperWizjer, TVN24
Masakra w Nangar Khel: żołnierze nie otrzymali jasnego rozkazu
W Afganistanie pełni misję 1200 polskich żołnierzy
Siedmiu polskim żołnierzom aresztowanym przez prokuraturę wojskową pod zarzutem zbrodni ludobójstwa grozi kara od 12. lat więzienia do dożywocia. 16 sierpnia polscy żołnierze ostrzelali z moździerza małą afgańska wioskę. Miała to być akcja przeciwko talibom, okazało się jednak, że terrorystów tam nie było. Zginęło sześciu cywilów, wśród których było dwoje dzieci. Wszystko zaczęło się trzy kilometry od wioski. O godzinie 11 wybuchła, na drodze polskich żołnierzy wybuchła mina. Trzy godziny później nastąpił ostrzał naszej wioski – mówi jeden z Afgańczyków – świadków tragedii. - Polacy przyjechali, by zabić nasze kobiety i dzieci. Myśleliśmy, że przyjechali nam tu pomagać, ale widać że jest inaczej - dodaje kolejny.
- W akcjach tego typu stosuje się procedurę “Cordon and clear”, czyli otoczyć i zniszczyć. Otaczamy rejon w którym podejrzewamy, że znajdują się talibowie. Najpierw ostrzałem staramy się zmusić ich do opuszczenia kryjówek, następnie do akcji ruszają grupy bojowe – mówi anonimowo jeden z żołnierzy służących w Afganistanie. Jego zdaniem, “chłopcy wyjechali z bazy bez jasnego rozkazu – nie wiadomo czy mieli ostrzelać wzgórza, czy tez zademonstrować siłę”.
- Nikt nie strzelał do Polaków, w wiosce nie było talibów. Nie wiem, czy to była pomyłka, czy celowe działanie. Polacy są najeźdźcami - mówi jeden z mieszkańców wioski. - W wioskę trafił tylko jeden z pocisków, lecz w okolicy wioski było 11 wybuchów – dodaje. Tymczasem anonimowy polski żołnierz twierdzi, że “z tego co mu wiadomo, w okolicy wioski spadło od trzech do pięciu pocisków”.
Według “Superwizjera”, polscy żołnierze podejrzewali, że w wiosce przebywa jedne z lokalnych talibskich dowódców. – Widziałem taką osobę znajdującą się na terenie zabudowań – głosi jedno z zeznań żołnierzy obecnych na miejscu, do którego dotarł “Superwizjer”.
- Ppor Łukasz B. obawiał się, że ostrzał zrani mieszkańców wioski. Pojechał skonsultować decyzję o ostrzale z innym dowódcą, i właśnie w tym czasie żołnierzy zaczęli strzelać. Przestali gdy na miejsc powrócił Łukasz B. i rozkazał przerwanie ostrzału - mówi anonimowo jeden z polskich żołnierzy.
Nie ma strzelania na slepo, cele są zawsze wcześniej sprawdzane – podkreśla były szef GROM gen. Roman Polko.
Jak mówi jeden z oficerów amerykańskich, nie zdarzyło się dotychczas by żołnierz któregokolwiek państwa koalicji, został aresztowany za zabicie afgańskich cywilów podczas akcji.