Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Libańska armia ogłosiła, że spełni warunki Hezbollahu w zamian za zakończenie walk. W Bejrucie było wczoraj spokojniej, ale w pozostałych częściach kraju ciągle dochodzi do starć zwolenników rządu z opozycją. Gazeta.pl Libańska armia ogłosiła, że spełni warunki Hezbollahu w zamian za zakończenie walk. W Bejrucie było wczoraj spokojniej, ale w pozostałych częściach kraju ciągle dochodzi do starć zwolenników rządu z opozycją. Podpalone domy i sklepy, rozbite szyby, serie z karabinów maszynowych i wybuchające granaty - tak wyglądały wczoraj ulice Trypolisu na północy kraju, gdzie w nocy z soboty na niedzielę doszło do ostrych starć między zwolennikami prozachodniego rządu i związanej z Hezbollahem prosyryjskiej opozycji. W walkach zginęło kilka osób, kilkanaście zostało rannych. Zwolennicy rządu podpalili lokalne biuro prosyryjskiej partii Baas, deptali zdjęcia syryjskiego prezydenta. Do starć doszło też w zamieszkanych przez druzów górach niedaleko Bejrutu i w północnym regionie Akkar, gdzie zginęło co najmniej 14 osób. W samej stolicy, po czterech dniach walk, w weekend było dużo spokojniej. - Wczoraj pierwszy raz od kilku dni wyszłam na zakupy - opowiada “Gazecie” Rana, która mieszka w zachodniej części miasta. - Ale dzieciom nie pozwalam ruszać się z domu, czekam, co będzie dalej, bo u nas nigdy nie wiadomo, jak długo potrwa spokój. Walki zaczęły się w środę, kiedy rząd niespodziewanie postanowił utemperować ambicje coraz bardziej rosnącego w siłę Hezbollahu, który jest nie tylko zbrojną bojówką, ale także potężną partią polityczną w libańskim parlamencie. Premier Fuad Siniora ogłosił, że zwalnia szefa ochrony lotniska w Bejrucie gen. Wafika Szukajra oskarżonego o współpracę z Hezbollahem i zdelegalizował stworzoną przez Partię Boga sieć telefoniczną. Reakcja była błyskawiczna. Szejk Hasan Nasrallah, przywódca Hezbollahu, nazwał tę decyzję “deklaracją wojny” i wysłał ludzi na ulice. W starciach w ciągu czterech dni zginęło ok. 50 osób, Liban stanął na krawędzi wojny domowej. W sobotę rząd skapitulował. Sztab armii ogłosił, że cofa decyzję premiera - Szukajr wróci do pracy, a sieć telefoniczna może nadal funkcjonować. Hezbollah docenił gest. - Wycofamy naszych ludzi i przekażemy kontrolę nad stolicą wojsku - ogłosił. Kryzys polityczny trwa w Libanie od listopada 2006 r., kiedy sześciu ministrów Hezbollahu wyszło z rządu, paraliżując jego prace. Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się rok później, kiedy skończyła się kadencja prezydenta Emila Lahuda. Do tej pory nie udało się wybrać jego następcy. http://www.islam-in-poland.org/index.php/14577/
Libańska armia ogłosiła, że spełni warunki Hezbollahu w zamian za zakończenie walk. W Bejrucie było wczoraj spokojniej, ale w pozostałych częściach kraju ciągle dochodzi do starć zwolenników rządu z opozycją.
Gazeta.pl
Podpalone domy i sklepy, rozbite szyby, serie z karabinów maszynowych i wybuchające granaty - tak wyglądały wczoraj ulice Trypolisu na północy kraju, gdzie w nocy z soboty na niedzielę doszło do ostrych starć między zwolennikami prozachodniego rządu i związanej z Hezbollahem prosyryjskiej opozycji.
W walkach zginęło kilka osób, kilkanaście zostało rannych. Zwolennicy rządu podpalili lokalne biuro prosyryjskiej partii Baas, deptali zdjęcia syryjskiego prezydenta.
Do starć doszło też w zamieszkanych przez druzów górach niedaleko Bejrutu i w północnym regionie Akkar, gdzie zginęło co najmniej 14 osób.
W samej stolicy, po czterech dniach walk, w weekend było dużo spokojniej. - Wczoraj pierwszy raz od kilku dni wyszłam na zakupy - opowiada “Gazecie” Rana, która mieszka w zachodniej części miasta. - Ale dzieciom nie pozwalam ruszać się z domu, czekam, co będzie dalej, bo u nas nigdy nie wiadomo, jak długo potrwa spokój.
Walki zaczęły się w środę, kiedy rząd niespodziewanie postanowił utemperować ambicje coraz bardziej rosnącego w siłę Hezbollahu, który jest nie tylko zbrojną bojówką, ale także potężną partią polityczną w libańskim parlamencie. Premier Fuad Siniora ogłosił, że zwalnia szefa ochrony lotniska w Bejrucie gen. Wafika Szukajra oskarżonego o współpracę z Hezbollahem i zdelegalizował stworzoną przez Partię Boga sieć telefoniczną.
Reakcja była błyskawiczna. Szejk Hasan Nasrallah, przywódca Hezbollahu, nazwał tę decyzję “deklaracją wojny” i wysłał ludzi na ulice. W starciach w ciągu czterech dni zginęło ok. 50 osób, Liban stanął na krawędzi wojny domowej.
W sobotę rząd skapitulował. Sztab armii ogłosił, że cofa decyzję premiera - Szukajr wróci do pracy, a sieć telefoniczna może nadal funkcjonować. Hezbollah docenił gest. - Wycofamy naszych ludzi i przekażemy kontrolę nad stolicą wojsku - ogłosił.
Kryzys polityczny trwa w Libanie od listopada 2006 r., kiedy sześciu ministrów Hezbollahu wyszło z rządu, paraliżując jego prace. Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się rok później, kiedy skończyła się kadencja prezydenta Emila Lahuda. Do tej pory nie udało się wybrać jego następcy.