Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Syndrom Nangar Khel. Żołnierze boją się jechać na misje, a dowódca wojsk lądowych zapowiada, że zrzuci mundur, jeśli sąd skaże żołnierzy z Bielska oskarżonych o zbrodnie wojenne w Nangar Khel. -Może rozwiązać armię? -mówi dowódca komandosów gen. Wójcik Marcin Górka, Adam Zadworny, za Gazeta.pl Syndrom Nangar Khel. Żołnierze boją się jechać na misje, a dowódca wojsk lądowych zapowiada, że zrzuci mundur, jeśli sąd skaże żołnierzy z Bielska oskarżonych o zbrodnie wojenne w Nangar Khel. -Może rozwiązać armię? -mówi dowódca komandosów gen. Wójcik Osiem miesięcy po tragedii w Nangar Khel w Afganistanie, gdzie od polskich pocisków moździerzowych zginęło ośmioro cywilów, w tym dzieci, nasza armia jest w kryzysie. Wszystko dlatego, że siedmiu bielskim komandosom, którzy siedzą w areszcie, grozi wyrok za zbrodnie wojenne. Taki jest zarzut prokuratury. Jednak śledztwo zaczyna się przechylać na korzyść komandosów. Ekspertyza moździerza, którym ostrzelali wioskę, dowiodła, że broń miała szeroki rozrzut, a granaty -ukrytą wadę. Oznacza to, że strzelając w punkty obserwacyjne talibów, Polacy mogli przypadkowo trafić w cywilów. -Jeśli ta siódemka zostanie skazana, to ja nie widzę dla siebie miejsca w armii -mówi dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, który ręczy za niewinność komandosów. Generał Jerzy Wójcik, dowódca 6. Brygady Desantowo-Szturmowej z Krakowa, który dowodzi bielskim batalionem komandosów: -Może trzeba rozwiązać armię? Jeśli szeregowy otrzymuje rozkaz, to nie ma czasu na dyskusję. Nie roztrząsa, czy przełożony dobrze namierzył cel, ocenił sytuację. Nie ma oglądania się na konwencje, bo one są w tej chwili gdzieś tam daleko. Armia to nie sejmik, szeregowy nie dyskutuje z dowódcą. Skazanie szeregowych podważy sens istnienia armii. Daliśmy im prawo użycia siły i broń, bez żadnych ograniczeń, jak to zrobiły inne armie. Gdzie wtedy byli prawnicy?! Dlaczego nie mówili, że to niezgodne z naszymi konwencjami, dlaczego nie mieli zastrzeżeń, że nasi żołnierze są pod dowództwem Amerykanów, których żadne konwencje nie obowiązują? Polska armia staje murem za aresztowanymi żołnierzami. Gen. Skrzypczak opowiedział nam o"syndromie Nangar Khel”. - Ludzie, którzy mieli jechać na kolejne misje, zastanawiają się teraz: po co? Żebym się bał wyciągnąć broń i strzelić? Nie mówią tego wprost, ale to się już podskórnie czuje w rozmowach z żołnierzami. Mamy kłopot ze skompletowaniem kontyngentów na kolejne zmiany do Afganistanu. Zamiast zwartych oddziałów będziemy wysyłać zbieraninę ludzi z całej Polski. -Dwa razy się zastanowię, zanim znów wyjadę - żali się nam podoficer w bazie Ghazni w Afganistanie. -Na razie robię swoje, ale za każdym razem, gdy trzeba wyciągnąć broń, przebiega myśl: a jeśli strzelę i zabiję, to zamknie mnie prokuratura? - Zgłosiłem się do wyjazdu, zanim to wszystko się zaczęło - mówi inny podoficer, który za kilka dni wylatuje do Afganistanu. Walczył już na trzech misjach w Iraku. -Teraz wiem, że bać się muszę nie tylko talibów. Bo na nich mam broń, a na prokuraturę - żadnej obrony. Za murami koszar 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego największym wrogiem jest Żandarmeria Wojskowa. Tu wciąż mówi się o Nangar Khel i rozwiązaniu Delty. To nieoficjalna nazwa pierwszego plutonu, do którego należeli aresztowani żołnierze: “Osa”, “Bokser”, “Dżej Dżej”, “Bolec”, “Ligo”, “Borys” i “Olo”. -Byli zawsze z przodu - opowiada komandos z Bielska. -Na każdej akcji, podczas każdego szkolenia. Mówili o nich, że sztandarowy pluton, najbardziej doświadczeni. Elita polskiej armii. Siedzą w celach ze zwykłymi przestępcami. Zarówno ci ostatni, jak i klawisze mówią o nich “internowani”. - Słyszeliśmy, że Delta to także skrót -dopytujemy komandosa z pierwszego plutonu. -Dynamiczny Element Likwidacji Talibów Afgańskich - tak sobie wymyśliliśmy dla zgrywy. Jak prokurator się dowiedział, to poszła legenda, że kilerzy - opowiada. Delty już nie ma. -Po Nangar Khel, żeby oczyścić atmosferę, rozrzucili nas po różnych plutonach - tłumaczy jeden z żołnierzy. - Kazali zapomnieć. http://www.islam-in-poland.org/index.php/14518/
Syndrom Nangar Khel. Żołnierze boją się jechać na misje, a dowódca wojsk lądowych zapowiada, że zrzuci mundur, jeśli sąd skaże żołnierzy z Bielska oskarżonych o zbrodnie wojenne w Nangar Khel. -Może rozwiązać armię? -mówi dowódca komandosów gen. Wójcik
Marcin Górka, Adam Zadworny, za Gazeta.pl
Syndrom Nangar Khel. Żołnierze boją się jechać na misje, a dowódca wojsk lądowych zapowiada, że zrzuci mundur, jeśli sąd skaże żołnierzy z Bielska oskarżonych o zbrodnie wojenne w Nangar Khel. -Może rozwiązać armię? -mówi dowódca komandosów gen. Wójcik Osiem miesięcy po tragedii w Nangar Khel w Afganistanie, gdzie od polskich pocisków moździerzowych zginęło ośmioro cywilów, w tym dzieci, nasza armia jest w kryzysie. Wszystko dlatego, że siedmiu bielskim komandosom, którzy siedzą w areszcie, grozi wyrok za zbrodnie wojenne. Taki jest zarzut prokuratury.
Jednak śledztwo zaczyna się przechylać na korzyść komandosów. Ekspertyza moździerza, którym ostrzelali wioskę, dowiodła, że broń miała szeroki rozrzut, a granaty -ukrytą wadę. Oznacza to, że strzelając w punkty obserwacyjne talibów, Polacy mogli przypadkowo trafić w cywilów.
-Jeśli ta siódemka zostanie skazana, to ja nie widzę dla siebie miejsca w armii -mówi dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, który ręczy za niewinność komandosów.
Generał Jerzy Wójcik, dowódca 6. Brygady Desantowo-Szturmowej z Krakowa, który dowodzi bielskim batalionem komandosów: -Może trzeba rozwiązać armię? Jeśli szeregowy otrzymuje rozkaz, to nie ma czasu na dyskusję. Nie roztrząsa, czy przełożony dobrze namierzył cel, ocenił sytuację. Nie ma oglądania się na konwencje, bo one są w tej chwili gdzieś tam daleko. Armia to nie sejmik, szeregowy nie dyskutuje z dowódcą. Skazanie szeregowych podważy sens istnienia armii. Daliśmy im prawo użycia siły i broń, bez żadnych ograniczeń, jak to zrobiły inne armie. Gdzie wtedy byli prawnicy?! Dlaczego nie mówili, że to niezgodne z naszymi konwencjami, dlaczego nie mieli zastrzeżeń, że nasi żołnierze są pod dowództwem Amerykanów, których żadne konwencje nie obowiązują?
Polska armia staje murem za aresztowanymi żołnierzami.
Gen. Skrzypczak opowiedział nam o"syndromie Nangar Khel”. - Ludzie, którzy mieli jechać na kolejne misje, zastanawiają się teraz: po co? Żebym się bał wyciągnąć broń i strzelić? Nie mówią tego wprost, ale to się już podskórnie czuje w rozmowach z żołnierzami. Mamy kłopot ze skompletowaniem kontyngentów na kolejne zmiany do Afganistanu. Zamiast zwartych oddziałów będziemy wysyłać zbieraninę ludzi z całej Polski.
-Dwa razy się zastanowię, zanim znów wyjadę - żali się nam podoficer w bazie Ghazni w Afganistanie. -Na razie robię swoje, ale za każdym razem, gdy trzeba wyciągnąć broń, przebiega myśl: a jeśli strzelę i zabiję, to zamknie mnie prokuratura?
- Zgłosiłem się do wyjazdu, zanim to wszystko się zaczęło - mówi inny podoficer, który za kilka dni wylatuje do Afganistanu. Walczył już na trzech misjach w Iraku. -Teraz wiem, że bać się muszę nie tylko talibów. Bo na nich mam broń, a na prokuraturę - żadnej obrony. Za murami koszar 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego największym wrogiem jest Żandarmeria Wojskowa. Tu wciąż mówi się o Nangar Khel i rozwiązaniu Delty. To nieoficjalna nazwa pierwszego plutonu, do którego należeli aresztowani żołnierze: “Osa”, “Bokser”, “Dżej Dżej”, “Bolec”, “Ligo”, “Borys” i “Olo”. -Byli zawsze z przodu - opowiada komandos z Bielska. -Na każdej akcji, podczas każdego szkolenia. Mówili o nich, że sztandarowy pluton, najbardziej doświadczeni. Elita polskiej armii.
Siedzą w celach ze zwykłymi przestępcami. Zarówno ci ostatni, jak i klawisze mówią o nich “internowani”.
- Słyszeliśmy, że Delta to także skrót -dopytujemy komandosa z pierwszego plutonu.
-Dynamiczny Element Likwidacji Talibów Afgańskich - tak sobie wymyśliliśmy dla zgrywy. Jak prokurator się dowiedział, to poszła legenda, że kilerzy - opowiada.
Delty już nie ma. -Po Nangar Khel, żeby oczyścić atmosferę, rozrzucili nas po różnych plutonach - tłumaczy jeden z żołnierzy. - Kazali zapomnieć.