Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Okołoterrorystyczne dylematy związane z dostępem do technologii i wiedzy naukowej wykraczają daleko poza przypadek irańskiego programu atomowego. Geoff Brumfiel opisuje w “Nature” sądowy spór między brytyjskim ministerstwem spraw wewnętrznych a mieszkającym na Wyspach Irakijczykiem. Rząd nie pozwala mu studiować zagadnień naukowych, bo mógłby użyć tej wiedzy do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Irakijczyk jest jednym z kilkunastu mieszkańców Wielkiej Brytanii, wobec których zastosowano specyficzny dozór w ramach prawa o przeciwdziałaniu aktom terroru. Nie został skazany, nie zna nawet stawianych mu zarzutów, ale służby specjalne uznały, że trzeba profilaktycznie ograniczyć jego prawa. W efekcie Irakijczyk nie może znaleźć pracy. Ale chce się uczyć. techNOblog Brytyjski rząd zabronił podejrzewanemu o terroryzm Irakijczykowi uczęszczać na kursy biologii i chemii - donosi najnowszy numer “Nature”. Czy w ramach Wojny z Terroryzmem będziemy wkrótce dopuszczać do uprawiania nauki i poznawania najnowszych technologii wyłącznie obywateli wiernych władzy? Łukasz Partyka Okołoterrorystyczne dylematy związane z dostępem do technologii i wiedzy naukowej wykraczają daleko poza przypadek irańskiego programu atomowego. Geoff Brumfiel opisuje w “Nature” sądowy spór między brytyjskim ministerstwem spraw wewnętrznych a mieszkającym na Wyspach Irakijczykiem. Rząd nie pozwala mu studiować zagadnień naukowych, bo mógłby użyć tej wiedzy do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Irakijczyk jest jednym z kilkunastu mieszkańców Wielkiej Brytanii, wobec których zastosowano specyficzny dozór w ramach prawa o przeciwdziałaniu aktom terroru. Nie został skazany, nie zna nawet stawianych mu zarzutów, ale służby specjalne uznały, że trzeba profilaktycznie ograniczyć jego prawa. W efekcie Irakijczyk nie może znaleźć pracy. Ale chce się uczyć. Już sam pomysł na ograniczanie praw obywatelskich trochę na zasadach sądów kapturowych jest mocno krytykowany. Ale mniejsza o to, współczesny terroryzm to nie lada wyzwanie dla tradycyjnych organizmów państwowych. Jednak bardzo mnie dziwi decyzja brytyjskich urzędników odcinająca podejrzanego od szkolnych kursów. Tym bardziej, że ten akurat człowiek studiował medycynę, a zakres obu zakazanych przedmiotów to nie jest jakaś wiedza tajemna. Może laboratorium zachodniej uczelni pozwala nauczyć się jakich nowatorskich technik? - Każdy z jakimś doświadczeniem w kucharzeniu może robić takie rzeczy - ripostuje na łamach “Nature” prof. Peter Atkins, chemik z Oksfordu. Szczęśliwie rząd pozwolił pechowemu imigrantowi uczyć się angielskiego. Tymczasem na decyzję sądu w sprawie biologii i chemii przyjdzie mu poczekać do wiosny. Ale co będzie dalej? Czy patent Brytyjczyków na bezpieczeństwo narodowe ma szanse przyjąć się na całym świecie? Może lepiej od razu pozamykać naukowców w luksusowych więzieniach, jak to na początku zimnej wojny bywało. Lekarzy też, operacje przecież mogą wykonywać roboty. Takie myślenie wydaje się ciut anachroniczne, gdy precyzyjne instrukcje robienia bomb pączkują od dawna w internecie. No, chyba, że finalnym celem opisywanych regulacji jest sytuacja, gdy nikt niezaaprobowany przez służby bezpieczeństwa nie będzie w stanie odcyfrować jakiejkolwiek instrukcji. Najlepiej, żeby ktoś taki internetu też nie używał (ograniczenia w dostępie do sieci i telefonów komórkowych to zresztą jedno z narzędzi rządu Jej Królewskiej Mości przeciwko podejrzanym indywiduom). Druga sprawa, to międzynarodowy obieg wiedzy naukowej i technologii. Będziemy się teraz odgradzać od wszystkich dookoła? Moim zdaniem, nawet ten niesympatyczny prezydent Iranu powinien możliwie szybko dostać od Zachodu najlepsze technologie w dziedzinie energetyki jądrowej. Inaczej, jak ostrzegają eksperci, Buszer może wkrótce przyćmić Czarnobyl. Ale wracając do tematu, ja nie jestem pewien, czy opisane rozwiązania nie są krokiem w dobrą stronę. Pożartowałem sobie z totalitarnych smrodków, które się nad tym wszystkim unoszą, ale rząd brytyjski dokucza przecież tylko wybranym jednostkom. Wypada wierzyć, że odpowiednie służby miały swoje powody. Trochę tylko szkoda, że o restykcjach nie zadecydował sąd w normalnym procesie i że podejrzany musi dopiero wywalczyć odebrane przywileje. http://www.islam-in-poland.org/index.php/13584/
Okołoterrorystyczne dylematy związane z dostępem do technologii i wiedzy naukowej wykraczają daleko poza przypadek irańskiego programu atomowego. Geoff Brumfiel opisuje w “Nature” sądowy spór między brytyjskim ministerstwem spraw wewnętrznych a mieszkającym na Wyspach Irakijczykiem. Rząd nie pozwala mu studiować zagadnień naukowych, bo mógłby użyć tej wiedzy do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. Irakijczyk jest jednym z kilkunastu mieszkańców Wielkiej Brytanii, wobec których zastosowano specyficzny dozór w ramach prawa o przeciwdziałaniu aktom terroru. Nie został skazany, nie zna nawet stawianych mu zarzutów, ale służby specjalne uznały, że trzeba profilaktycznie ograniczyć jego prawa. W efekcie Irakijczyk nie może znaleźć pracy. Ale chce się uczyć.
techNOblog
Brytyjski rząd zabronił podejrzewanemu o terroryzm Irakijczykowi uczęszczać na kursy biologii i chemii - donosi najnowszy numer “Nature”. Czy w ramach Wojny z Terroryzmem będziemy wkrótce dopuszczać do uprawiania nauki i poznawania najnowszych technologii wyłącznie obywateli wiernych władzy?
Łukasz Partyka
Już sam pomysł na ograniczanie praw obywatelskich trochę na zasadach sądów kapturowych jest mocno krytykowany. Ale mniejsza o to, współczesny terroryzm to nie lada wyzwanie dla tradycyjnych organizmów państwowych.
Jednak bardzo mnie dziwi decyzja brytyjskich urzędników odcinająca podejrzanego od szkolnych kursów. Tym bardziej, że ten akurat człowiek studiował medycynę, a zakres obu zakazanych przedmiotów to nie jest jakaś wiedza tajemna.
Może laboratorium zachodniej uczelni pozwala nauczyć się jakich nowatorskich technik? - Każdy z jakimś doświadczeniem w kucharzeniu może robić takie rzeczy - ripostuje na łamach “Nature” prof. Peter Atkins, chemik z Oksfordu.
Szczęśliwie rząd pozwolił pechowemu imigrantowi uczyć się angielskiego. Tymczasem na decyzję sądu w sprawie biologii i chemii przyjdzie mu poczekać do wiosny.
Ale co będzie dalej? Czy patent Brytyjczyków na bezpieczeństwo narodowe ma szanse przyjąć się na całym świecie? Może lepiej od razu pozamykać naukowców w luksusowych więzieniach, jak to na początku zimnej wojny bywało. Lekarzy też, operacje przecież mogą wykonywać roboty.
Takie myślenie wydaje się ciut anachroniczne, gdy precyzyjne instrukcje robienia bomb pączkują od dawna w internecie. No, chyba, że finalnym celem opisywanych regulacji jest sytuacja, gdy nikt niezaaprobowany przez służby bezpieczeństwa nie będzie w stanie odcyfrować jakiejkolwiek instrukcji. Najlepiej, żeby ktoś taki internetu też nie używał (ograniczenia w dostępie do sieci i telefonów komórkowych to zresztą jedno z narzędzi rządu Jej Królewskiej Mości przeciwko podejrzanym indywiduom).
Druga sprawa, to międzynarodowy obieg wiedzy naukowej i technologii. Będziemy się teraz odgradzać od wszystkich dookoła? Moim zdaniem, nawet ten niesympatyczny prezydent Iranu powinien możliwie szybko dostać od Zachodu najlepsze technologie w dziedzinie energetyki jądrowej. Inaczej, jak ostrzegają eksperci, Buszer może wkrótce przyćmić Czarnobyl.
Ale wracając do tematu, ja nie jestem pewien, czy opisane rozwiązania nie są krokiem w dobrą stronę. Pożartowałem sobie z totalitarnych smrodków, które się nad tym wszystkim unoszą, ale rząd brytyjski dokucza przecież tylko wybranym jednostkom. Wypada wierzyć, że odpowiednie służby miały swoje powody. Trochę tylko szkoda, że o restykcjach nie zadecydował sąd w normalnym procesie i że podejrzany musi dopiero wywalczyć odebrane przywileje.