Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Miesiąc od rozpoczęcia wojny widać to, czego niewielu się spodziewało - przeważające siły Izraela nie wygrały, Hezbollah jest ciągle w stanie prowadzić rakietowy ostrzał północnego Izraela, a cenę konfliktu w pierwszej kolejności ponosi ludność cywilna Izraela i w większym jeszcze stopniu Libanu. "Il Corriere Della Sera” z 10.08. Miesiąc od rozpoczęcia wojny widać to, czego niewielu się spodziewało - przeważające siły Izraela nie wygrały, Hezbollah jest ciągle w stanie prowadzić rakietowy ostrzał północnego Izraela, a cenę konfliktu w pierwszej kolejności ponosi ludność cywilna Izraela i w większym jeszcze stopniu Libanu. Ten impas jest wskazywany jako źródło ogłoszonego przez Jerozolimę rozszerzenia operacji lądowej w Libanie i powód rosnących kontrastów w łonie ONZ, podczas gdy właśnie RB NZ mogłaby przyczynić się do rozwiązania konfliktu w drodze rozejmu. Jest także przyczyną rozprzestrzeniającej się obawy o eskalację wojny, podczas gdy odległe pozostają plany militarnego zaangażowania, pogłębia się katastrofa humanitarna, a cały Bliski Wschód może stanąć w ogniu. W łonie ONZ są już widoczne zapowiedzi utraty kontroli nad sytuacją przez wspólnotę międzynarodową. Pracuje się nadal nad kompromisem opierającym się na dwóch rezolucjach: pierwsza w sprawie zaprzestania wrogich działań i druga ustalająca trwały rozejm. Poprawki do pierwszego tekstu zgłoszone przez Liban rozpaliły na nowo różnice pomiędzy Francją i USA. Ale nawet gdyby udało się uzgodnić w ostatniej chwili pierwszą rezolucję i rzeczywiście powstrzymałaby ona trwający konflikt, to nadal pozostaje na stole kwestia wysłania do Libanu sił międzynarodowych, koniecznych do uzyskania rozejmu. Niemniej jednak, w obecnej patowej sytuacji, powstaje pytanie jaki mandat powinny posiadać takie siły. Powinny rozbrajać Hezbollah? A co w przypadku, gdy bojownicy wycofają się w głąb Libanu i stamtąd zaczną ostrzeliwać Izrael, a ten będzie się bronił? Międzynarodowe siły znalazłyby się w ten sposób na linii ognia. To są pytania, na które muszą sobie odpowiedzieć państwa, które zdecydują się oddać do dyspozycji swoje wojska. W libańskim konflikcie mamy do czynienia z najbardziej klasycznym błędnym kołem: kontynuowanie wojny uniemożliwia ulokowanie sił międzynarodowych, a brak sił międzynarodowych sprawia, że wojna jest kontynuowana, co prowadzi do dalszych cierpień cywilów i nakręca spiralę konfliktu powodując efekt bumerangu politycznego. Z jednym wyjątkiem Iraku, szyici i sunnici tworzą wspólny front przeciw Izraelowi, umiarkowane arabskie rządy muszą liczyć się z wewnętrzną presją, wzrasta w świecie islamskim popularność Hezbollahu i prestiż Iranu, potwierdza się marginalizacja Europy i zmniejsza zdolność nacisku USA, które utkwiły w Iraku. Jeśli tak mają wyglądać wypracowane przez neokonserwatystów podstawy nowego Bliskiego Wschodu to ryzykujemy, że obie nowe rezolucje w sprawie Libanu będzie można nazwać tak jak kanclerz niemiecki, Bethmann-Hollweg nazwał w 1914 r. traktat pomiędzy Wielką Brytanią i Belgią: chiffon de papier. http://www.islam-in-poland.org/index.php/7842/
Miesiąc od rozpoczęcia wojny widać to, czego niewielu się spodziewało - przeważające siły Izraela nie wygrały, Hezbollah jest ciągle w stanie prowadzić rakietowy ostrzał północnego Izraela, a cenę konfliktu w pierwszej kolejności ponosi ludność cywilna Izraela i w większym jeszcze stopniu Libanu.
"Il Corriere Della Sera” z 10.08.
Miesiąc od rozpoczęcia wojny widać to, czego niewielu się spodziewało - przeważające siły Izraela nie wygrały, Hezbollah jest ciągle w stanie prowadzić rakietowy ostrzał północnego Izraela, a cenę konfliktu w pierwszej kolejności ponosi ludność cywilna Izraela i w większym jeszcze stopniu Libanu. Ten impas jest wskazywany jako źródło ogłoszonego przez Jerozolimę rozszerzenia operacji lądowej w Libanie i powód rosnących kontrastów w łonie ONZ, podczas gdy właśnie RB NZ mogłaby przyczynić się do rozwiązania konfliktu w drodze rozejmu. Jest także przyczyną rozprzestrzeniającej się obawy o eskalację wojny, podczas gdy odległe pozostają plany militarnego zaangażowania, pogłębia się katastrofa humanitarna, a cały Bliski Wschód może stanąć w ogniu. W łonie ONZ są już widoczne zapowiedzi utraty kontroli nad sytuacją przez wspólnotę międzynarodową. Pracuje się nadal nad kompromisem opierającym się na dwóch rezolucjach: pierwsza w sprawie zaprzestania wrogich działań i druga ustalająca trwały rozejm. Poprawki do pierwszego tekstu zgłoszone przez Liban rozpaliły na nowo różnice pomiędzy Francją i USA. Ale nawet gdyby udało się uzgodnić w ostatniej chwili pierwszą rezolucję i rzeczywiście powstrzymałaby ona trwający konflikt, to nadal pozostaje na stole kwestia wysłania do Libanu sił międzynarodowych, koniecznych do uzyskania rozejmu. Niemniej jednak, w obecnej patowej sytuacji, powstaje pytanie jaki mandat powinny posiadać takie siły. Powinny rozbrajać Hezbollah? A co w przypadku, gdy bojownicy wycofają się w głąb Libanu i stamtąd zaczną ostrzeliwać Izrael, a ten będzie się bronił? Międzynarodowe siły znalazłyby się w ten sposób na linii ognia. To są pytania, na które muszą sobie odpowiedzieć państwa, które zdecydują się oddać do dyspozycji swoje wojska. W libańskim konflikcie mamy do czynienia z najbardziej klasycznym błędnym kołem: kontynuowanie wojny uniemożliwia ulokowanie sił międzynarodowych, a brak sił międzynarodowych sprawia, że wojna jest kontynuowana, co prowadzi do dalszych cierpień cywilów i nakręca spiralę konfliktu powodując efekt bumerangu politycznego. Z jednym wyjątkiem Iraku, szyici i sunnici tworzą wspólny front przeciw Izraelowi, umiarkowane arabskie rządy muszą liczyć się z wewnętrzną presją, wzrasta w świecie islamskim popularność Hezbollahu i prestiż Iranu, potwierdza się marginalizacja Europy i zmniejsza zdolność nacisku USA, które utkwiły w Iraku. Jeśli tak mają wyglądać wypracowane przez neokonserwatystów podstawy nowego Bliskiego Wschodu to ryzykujemy, że obie nowe rezolucje w sprawie Libanu będzie można nazwać tak jak kanclerz niemiecki, Bethmann-Hollweg nazwał w 1914 r. traktat pomiędzy Wielką Brytanią i Belgią: chiffon de papier.